Filozofowie historii, a najczęściej udający ich hochsztaplerzy, szukają jakiejś uniwersalnej formuły od niepamiętnych czasów, ale nawet najwięksi z nich nigdy nie mieli do końca pewności, że zapanowali nad tą delikatną materią. Kiedy stajemy się bohaterami? Dociśnięci do muru? Czy raczej w chwili oddechu? W akcie rozpaczy? Czy na fali entuzjazmu? W desperacji? Powodowani szaleństwem? Czy raczej w pełnej przytomności umysłu? Przez przypadek? Czy wskutek gigantycznych wysiłków? Niech ktoś mądry powie. Jaka jest recepta? Jaka jedyna droga?