Marketingowa siła Bundesligi wciąż nie jest tak duża jak pozostałych wielkich lig w Europie, czego potwierdzenie dostaliśmy kilka dni temu w Paryżu podczas uroczystości wręczenia Złotej Piłki.

W trzydziestce nominowanych do nagrody przez magazyn „France Football" były tylko dwie gwiazdy grające w Niemczech: Robert Lewandowski i Erling Haaland. Nie brak głosów, że gdyby Polak zakładał koszulkę Realu czy Chelsea, szanse na zwycięstwo w plebiscycie miałby większe.

Wróciły spekulacje na temat jego ewentualnej przeprowadzki do Madrytu. Zdaniem dziennika „AS" Lewandowski latem ponowi próbę odejścia z Bayernu. Swojemu agentowi miał zlecić, by oferty od Królewskich traktował priorytetowo.

Zamach na tron

Lewandowski nigdy nie krył, że marzy o występach w Realu, ale może lepszym wyborem byłby Manchester City. Drużyna potrzebuje skutecznego napastnika, a Pep Guardiola bardzo ceni umiejętności Polaka. Słychać także plotki o rozmowach jego menedżera z Chelsea.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Nagroda za wrażenie artystyczne

W Azji czy Ameryce Południowej Bundesliga nie może się równać popularnością z rozgrywkami w Hiszpanii i Anglii. Niemcy swoje święto mają tylko dwa razy w roku. Spora w tym zasługa Lewandowskiego i Haalanda.

Dwumetrowy Norweg miał przed Bożym Narodzeniem już nie wrócić do gry, zdążył jednak wyleczyć kontuzję, w meczu z Wolfsburgiem (3:1) wystarczyło mu kilka minut, by zdobyć bramkę i zmniejszyć straty do Lewandowskiego w klasyfikacji strzelców. Ma teraz 10 goli, Polak – 14.

„Na świecie jest niewielu obrońców, których Haaland nie potrafiłby przepchnąć. Nagelsmann na pewno opracowuje już plan, jak go zatrzymać, choć całkiem wyłączyć go z gry się nie da. Jest znakomity, ale Lewandowski jeszcze lepszy" – napisał były reprezentant Niemiec Lothar Matthaeus w swoim felietonie dla Sky Sports.

Od dłuższego czasu mówi się, że to Norweg mógłby zastąpić kiedyś Lewandowskiego w Bayernie. Tyle że dziś wydaje się to mało prawdopodobne. Prędzej Haaland trafi do Realu lub do Anglii.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W Monachium nie zwykli kupować piłkarzy za więcej niż 100 mln euro (najdroższy Lucas Hernandez kosztował 80 mln) i nie zamierzają robić wyjątku. Na transfer Haalanda – wliczając kwotę odstępnego, prowizję dla menedżera i wynagrodzenie dla zawodnika – trzeba by przeznaczyć fortunę. „AS" ocenia, że nawet 400 mln.

Czytaj więcej

Liga Mistrzów: Piękny gol Lewandowskiego, Chelsea rozbiła Juventus

Mimo młodego wieku (w lipcu obchodził 21. urodziny) Haaland ma mocny wpływ na drużynę. Gdy leczył kontuzję, Borussia odpadła z Ligi Mistrzów. W Bundeslidze BVB dotrzymuje jednak Bayernowi kroku (tylko punkt straty) i – jak co roku – od blisko dekady wierzy, że zamach na tron wreszcie się powiedzie.

Nic tak nie napędza konkurencji jak silny rywal. W Monachium doskonale o tym wiedzą, dlatego kilkanaście lat temu zdecydowali się na szlachetny gest, który tylko na pierwszy rzut oka wydawał się zaskakującym ruchem. Zadłużonej Borussii Dortmund podali finansową kroplówkę (dwa miliony euro nieoprocentowanej pożyczki), ratując ją przed bankructwem.

Bayern od dawna uważany jest za wzór gospodarności. Nie chce uczestniczyć w wyścigu zbrojeń. Mimo ogromnych strat spowodowanych pandemią nie uległ pokusie przyłączenia się do grupy buntowników starającej się utworzyć Superligę. Zresztą, nie pozwoliliby na to kibice.

Nie bez powodu Bundesliga uznawana jest za ostatni bastion normalności. Reguła 50+1 zakazuje inwestorom (z małymi wyjątkami) przejęcia większości udziałów w spółce, chroniąc kluby przed arabskimi szejkami, rosyjskimi oligarchami, biznesmenami z Chin czy Ameryki. Dzięki temu opłacający składkę członkowską kibice są w stanie kontrolować działania właścicieli.

Pralka i walizki z petrodolarami

Od kilku tygodni fani Bayernu żądają zerwania współpracy z liniami lotniczymi Qatar Airways. Twierdzą, że klub pomaga „szerzyć nowoczesny, kosmopolityczny wizerunek" krajowi, który łamie prawa człowieka i wyzyskuje robotników pracujących przy budowie stadionów i infrastruktury na przyszłoroczny mundial.

Swój sprzeciw wyrazili dobitnie podczas listopadowego meczu z Freiburgiem, rozwieszając na trybunach transparent uderzający w zarząd Bayernu. Przedstawiał on dyrektora Olivera Kahna i prezesa Herberta Hainera, stojących obok pralki, do której wkładają zaplamione krwią koszulki, a wyjmują czyste arabskie szaty z logo sponsora z Kataru. Na banerze były też walizki wypchane petrodolarami, a na jednej z nich napis: „Możesz na nas polegać". Sugestywny obraz podsumowywał komentarz: „Za pieniądze wypierzemy wszystko".

Umowa z Qatar Airways, w ramach której Bawarczycy otrzymują rocznie około 20 mln euro i jeżdżą na Bliski Wschód na zgrupowania, obowiązywać ma jeszcze przez dwa lata. – Bayern to odnoszący sukcesy klub, ale także firma. A w 2018 roku Angela Merkel zachęcała firmy do współpracy z Katarem – szukał usprawiedliwienia były szef Bayernu Karl-Heinz Rummenigge.

Czytaj więcej

Liga Mistrzów. Za kwarantannę Bayern nie chce płacić

Sprawa dalszej współpracy ze sponsorem miała być dyskutowana w ubiegłym tygodniu podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Ale wniosek nie został poddany pod głosowanie, bo sąd w Monachium orzekł, że klub może podjąć decyzję bez zgody zgromadzenia.

Prezes Hainer przekonywał, że decyzje jeszcze nie zapadły, ale jego przemówienie nie uspokoiło emocji. Były gwizdy i nawoływania do dymisji, a gdy na scenę zmierzał Uli Hoeness, część z zebranych śpiewała: „Jesteśmy kibicami, których nie chcesz". – To było najgorsze spotkanie, w jakim uczestniczyłem – opowiadał honorowy prezes Bayernu. Z wystąpienia zrezygnował.

Protesty nie milkną, choć w najbliższych tygodniach mogą być mniej widoczne. Wszystko przez powrót koronawirusowych restrykcji. W Bawarii sytuacja pandemiczna jest najcięższa. Kilku zawodników, m.in. Joshua Kimmich, wciąż przebywa na kwarantannie.

Premier Bawarii Markus Soeder zaapelował o zamknięcie stadionów. Mecz Bayernu z Barceloną w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów ma się toczyć przy pustych trybunach. W tych okolicznościach dobrze, że gospodarzem Der Klassikera jest Borussia.

W środę klub anulował co prawda wszystkie sprzedane bilety, ale niemiecki rząd zdecydował, że stadiony na razie będą mogły się wypełnić maksymalnie w 50 procentach. Na trybuny wejdzie jednak nie więcej niż 15 tys. widzów. Wyłącznie zaszczepieni lub ozdrowieńcy.

Transmisja meczu Borussia Dortmund – Bayern w sobotę o 18.30 w Viaplay