Przed Sądem Najwyższym demonstrowało kilkadziesiąt osób pod hasłem zbyt szerokich uprawnień prokuratury i niejako nękania Krzysztofa Lichego, kierowcy karetki.

Chociaż sądy dwóch instancji uniewinniły go, prokuratura odwołała się do SN, oskarżając kierowcę o spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym. Mimo że to punto, który miał obowiązek ustąpić pierwszeństwa karetce na sygnale, wjechało na skrzyżowanie, a prowadzący został prawomocnie uznany za winnego. Według prokuratury kierowca karetki powinien zachować szczególną ostrożność i dostosować prędkość do sytuacji na drodze. A wjechał on na skrzyżowanie na czerwonym świetle z prędkością 70 km/h.

SN nie dopatrzył się zawinienia Krzysztofa Lichego (sygnatura akt: IV KK 20/11).

- Sprawa była zbadana drobiazgowo i szeroko, i niezależnie od tragizmu sytuacji trzeba stwierdzić, że kierowca karetki, wjeżdżając na skrzyżowanie, postąpił słusznie - powiedział sędzia SN Wiesław Kozielewicz.

Demonstranci ze Stowarzyszenia Przeciwko Bezprawiu z Bielska-Białej wskazywali, że prokuratura ma szerszy niż podsądny zakres przesłanek, na podstawie których może wnosić skargę kasacyjną. Chodzi o uregulowane w art. 523 kodeksu postępowania karnego przypadki dopuszczalności kasacji.

Zdaniem prof. Piotra Kruszyńskiego, karnisty z Uniwersytetu Warszawskiego, prokuratura polska ma zbyt duże uprawnienia, ale nie wynikają akurat z art. 523 k.p.k.

Sam podsądny podziękował po rozprawie wszystkim, którzy okazali mu pomoc i wspierali go w trwającym dziesięć lat procesie. W szczególności bielskiemu pogotowiu, w którym cały ten czas pracował. Stowarzyszenie Przeciwko Bezprawiu zapowiada podobne demonstracje.