Prawo łaski ma swoich zwolenników i przeciwników. Pierwsi uważają, że jest konieczna i historycznie uzasadniona. Drudzy, że niepotrzebna, a bywa, że i szkodliwa. Dotychczasowi prezydenci korzystali z tej instytucji z różnym zaangażowaniem. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski – 3295 (I kadencja) i 993 osoby (II kadencja), Lech Kaczyński 202, a prezydent Komorowski do tej pory niewiele ponad 50 osób.

O randze prawa łaski świadczyć może to, że zapisano ją w konstytucji, a prawo do skorzystania z tego dobrodziejstwa oddano w ręce prezydenta. I to nie wszystkim się podoba. – Prezydent nie powinien wyróżniać aktem łaski wybranych obywateli – tłumaczy prof. Brunon Hołyst.  Argumentuje, że mamy w kraju wieloinstancyjność i zawsze sąd, jeśli uzna za stosowne i uzasadnione, może karę złagodzić. Nie powinno się więc mieszać do tego prezydenta.

O wyjątkowości prawa łaski przekonuje z kolei prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Uzasadnieniem ma być i tradycja, i możliwość reakcji w sytuacji nadzwyczajnej. – To zdecydowanie powinien być wyjątek, nie reguła – dodaje.

O łaskę trzeba poprosić. Prośbę może wnieść sam skazany, osoba uprawniona do składania środków odwoławczych bądź najbliższa rodzina. Zanim wniosek trafi do głowy państwa, zajmie się nim sąd, który wydał wyrok w pierwszej instancji.

Co się bierze pod uwagę? Zachowanie skazanego po wyroku, rozmiary wykonanej już kary, stan zdrowia skazanego i jego warunki rodzinne, naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem, przede wszystkim zaś szczególne wydarzenia, jakie nastąpiły po wydaniu wyroku.

Jeżeli prośbę o ułaskawienie choćby jeden sąd zaopiniował pozytywnie, prokurator generalny przedstawia ją prezydentowi wraz z aktami sprawy i własnym wnioskiem.

Procedura ułaskawieniowa przewiduje też szczególną sytuację. Dzieje się tak wówczas, gdy prośba o prawo łaski (z pominięciem sądu) kierowana jest bezpośrednio do głowy państwa. Prezydent przekazuje ją dalej prokuratorowi generalnemu.