Nieuznawanie graffiti w przestrzeniach publicznych i walka z nim może przybrać komiczne wymiary. Kiedy w Luleå zaczęto czyścić tunele z bazgrołów, w ferworze wymazano także malowidło zamówione przez gminę. Gdy na targach sztuki Magnus Gustafsson wypryskał sprayem wagon metra, ówczesna minister kultury uznała to za niezwykle prowokujące. Graffiti jest ze swojej natury nielegalne – oceniła. Na prezentowanym na targach filmie „Territorial pissing" widać, jak artysta maluje sprayem wagon metra, wybija okno i wyskakuje na peron. Ten film rozzłościł przedstawicielkę rządu. Według niej bowiem graffiti to demolowanie obiektu, a nie żadna sztuka. Sztuka powinna być niezależna, rzucać wyzwania, kwestionować – stwierdziła.
Sprawę Gustafssona zgłoszono na policję jako poważne zdemolowanie mienia. Śledztwo umorzono, ale roszczenie spółki ruchu miejskiego o 100 tys. koron jest aktualne.
Od lat swoje artystyczne rasistowskie prowokacje prezentuje Dan Park. Przedstawił ciemnoskórych ludzi z pętlą na szyi i podpisem „Hang on afrophobians". Ostatnio został skazany na sześć miesięcy więzienia za podburzanie przeciw grupie etnicznej i pomówienie. Gdy wystawił swoją sztukę w galerii w Malmö, po kilku minutach od otwarcia wernisażu policja skonfiskowała jego prace. Został osądzony m.in. za obraz inspirowany maskaradą na temat handlu niewolnikami urządzoną w Lundzie trzy lata temu i za „dzieło", którego kanwą był incydent pobicia w Malmö. W obu przedstawił czarnoskórych mężczyzn w „uwłaczających kontekstach".
Skazany za podżeganie prowokator Dan Park miał wystawić swoje prace w Kopenhadze. Właścicielowi galerii, w której miał się odbyć wernisaż, grożono śmiercią, toteż wystawa zostanie przeniesiona do innych lokali. Udostępni je antyimigrancka Duńska Partia Ludowa.
Mówiąc o sztuce, nie sposób pominąć jednej z najbardziej może kontrowersyjnych prac egzaminacyjnych w historii kraju. Kilka lat temu Anna Odell, wówczas studentka Szkoły Sztuki i Designu, zainscenizowała atak psychozy na jednym ze sztokholmskich mostów. Udawała, że chce popełnić samobójstwo przez rzucenie się z mostu. Policja przewiozła Odell na pogotowie psychiatryczne. Tam artystka została przymocowana pasami do łóżka i zaaplikowano jej środki uspokajające. Dopiero następnego dnia Odell wyznała personelowi, że symulowała psychozę, by przeprowadzić artystyczny eksperyment na potrzeby swojej pracy egzaminacyjnej.
Co ciekawe, przed przystąpieniem do artystycznego projektu uczelnia poradziła studentce, by zapytała prawnika, czy udając stan psychozy, złamie prawo. Prawnik uznał, że przestępstwa nie popełni. Choć jednak działała w dobrej wierze, realia okazały się dla niej mniej łaskawe. Siedmiu pracowników kliniki psychiatrycznej w Sztokholmie pozwało Annę Odell za stawianie gwałtownego oporu, wywołanie fałszywego alarmu i straty ekonomiczne. Odell skazano za stawianie oporu i wyrządzenie ekonomicznych strat. Prokurator domagał się także zapłacenia odszkodowania. Sąd jednak uznał, że nie jest w stanie ocenić, ile symulowana psychoza artystki kosztowała społeczeństwo.
Projekt Odell wywołał trwającą do dziś dyskusję na temat tego, gdzie przebiega granica wolności wypowiedzi. Opinie, na jakie cele w imię sztuki można trwonić pieniądze podatników, polaryzują społeczeństwo. Krajowa organizacja artystów uznała, że wyrok sądu podważa wolność słowa i ogranicza pracę twórców oraz dziennikarzy.
Dzieło Odell i zainicjowana nim debata na temat chorób psychicznych, władzy i środków przymusu zmieniła opiekę psychiatryczną w kraju. Przyczyniła się bowiem do zredukowania aż o połowę przymusowych metod leczenia pacjentów w wielu klinikach Szwecji.
Dziś Anna Odell należy do uznanych artystów i jest laureatką najbardziej prestiżowej nagrody filmowej za swoje ostatnie dzieło „Spotkanie". Czy inni artyści mają szansę na zdobycie podobnego uznania? Trudno powiedzieć. Chyba że skandale przez nich wywołane zostaną ocenione jako politycznie poprawne.
Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką ?„Rz" w Szwecji