Reklama

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Kilka pytań o wybory do TK

Czy nie obawiamy się kolejnej grupy sędziów Trybunału Konstytucyjnego „ze skazą”?
Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny

Foto: Adobe Stock

Trybunał Konstytucyjny to kluczowy w systemie opartym na zasadzie podziału władzy demokracji konstytucyjnej sąd mający prawo ostatecznego decydowania o tym, co jest prawem. Jest sądem sprawującym kontrolę nad prawem i prawodawcą. Uznawalność TK i jego orzeczeń przez pozostałe organy władzy publicznej i obywateli warunkuje pełnienie jego konstytucyjnej funkcji. Jako instytucjonalny gwarant prymatu prawa nad polityką zbudowany jest na założeniu merytokratycznym, że jego sędziami będą wybitni prawnicy o niekwestionowanym autorytecie, wybierani w procedurze gwarantującej przestrzeganie zasady podziału i równoważenia się władz

Wybory do TK. Co wynika z przepisów?

Przepisy określające proces wyboru sędziów sądu konstytucyjnego wykładać należy nie tylko z uwzględnieniem wykładni językowej, systemowej i funkcjonalnej, lecz również, co istotne w przypadku konstytucji, zasad konstytucyjnych, reguł procedury i preferencji, kontekstu, zwyczajów konstytucyjnych, tradycji, założeń filozoficzno-politycznych, etc.

Być może właśnie ze względu na zasadę podziału, współdziałania i wzajemnej kontroli władz, procedurę wyboru sędziów TK dokonywaną przez Sejm wieńczy nie w pełni wyjaśniona rola prezydenta. Sąd konstytucyjny stoi bowiem ponad nimi, gdy chodzi o treść i istotę prawa. Zasady kształtowania składu sądu konstytucyjnego są szczególnie istotne, gdy wybory nowych sędziów są elementem złożonego procesu przywracania praworządności, gdy zarzuca się poprzednikom doprowadzenie do instrumentalnego wykorzystywania sądu konstytucyjnego przez polityków do realizacji partykularnych celów. Nie ma wtedy miejsca na sprytne zabiegi, prawnicze fortele ani nagradzanie zasług w zwalczaniu patologii rządów większości z okresu 2015-2023. Szczególne kompetencje prawne, wierność prawu oraz niekwestionowany autorytet to właściwe kryteria wyboru. Ich radykalne naruszenie stanowiło źródło kryzysu konstytucyjnego i kryzysu uznawalności, w którym trwamy do dziś. Konieczności przestrzegania zasad nie znosi odwoływanie się do stanu konstytucyjnej konieczności.

Czytaj więcej

Sejm obsadza wakaty w Trybunale Konstytucyjnym. Co zrobi prezydent Karol Nawrocki?

Zeszłotygodniowe wybory sześciu sędziów sądu konstytucyjnego oceniać trzeba w kontekście postulatów kilkudziesięciu organizacji społecznych wskazujących na niezbywalne zasady wyboru, które pozostały głosem wołającego na puszczy. Problemem nie są kwestie personalne, ale zasady, bez których wszelkie deklaracje o przywracaniu praworządności pozostają formą zaklinania rzeczywistości. Wśród wybranych są rozpoznawani publicznie prawnicy, z doświadczeniem praktycznym, część z dobrym dorobkiem naukowym. Z tej perspektywy w znaczącym zakresie dokonano wyboru lepszego niż w ostatnich 10 latach. Samo to jednak nie przesądza, że wykluczono możliwość formułowania rozmaitych zastrzeżeń dotyczących parlamentarnej procedury.

Reklama
Reklama

W ramach konstytucyjnej kompetencji Sejmu sposób dokonywania wyboru określają przewidziane w różnych aktach prawnych zasady proceduralne, wyznaczające przestrzeń formalną działania Sejmu. Przestrzeganie tych reguł jest bazowym warunkiem poprawności wyboru. Nie regulują one wprost wszystkich istotnych z punktu widzenia wyboru sędziów zagadnień, a szereg kwestii związanych z wyborem wymaga wykładniczego zdekodowania z konstytucji reguł i zasad. Funkcja TK i jego posadowienie ponad innymi organami władzy co do wiążącej oceny konstytucyjności prawa, przesądza, że zgodny z zasadami demokracji konstytucyjnej wybór nie może opierać się na instrumentalnej wykładni. Pokusa instrumentalności, silna w stanie ustrojowych sporów politycznych, generuje ryzyko, że dokonany wybór sędziów TK nie przywróci uznawalności sądu konstytucyjnego, lecz stanie się źródłem kontestacji i retorsji.

Czytaj więcej

Konstytucjonalista: Ślubowanie nowych sędziów TK możliwe tylko przed prezydentem

Trzeba przypomnieć, że koncepcja „wyboru 3+2”, zastosowana bez refleksji w 2015 r., zamiast skutecznego wyboru dwóch sędziów TK „na zapas”, stała się pretekstem do odmowy zaprzysiężenia wszystkich powołanych sędziów TK. W konsekwencji – oczywiście instrumentalnie zarzucając naruszenie konstytucji – nie tylko wykluczono powołanie dwóch sędziów nadmiarowych, odmawiając ich zaprzysiężenia, lecz zaprzysiężono także – z naruszeniem wszystkich zasad – wybranych na zajęte miejsca tzw. trzech dublerów. Spowodowało to zakwestionowanie tego wyboru przez TK, ETPC i TSUE, a w konsekwencji zdeprecjonowanie całego Trybunału.

Z koncepcji nadmiarowego wyboru dwóch sędziów trzeba się było wstydliwie wycofać, przyjmując krytyczną ocenę nieskażonego jeszcze TK. Ten zabieg okazał się jednak śmiertelnie szkodliwy dla instytucji sądu konstytucyjnego i państwa. Szkodliwe jest także kultywowanie od lat standardu opartego na nepotyzmie i nieklarownych kryteriach wyboru sędziów konstytucyjnych. Wielokrotnie w latach 2015-2023 deklarowano, że nie będzie powrotu do tych nagannych praktyk.

O znaczeniu naruszenia kryteriów kompetencyjnych i ustawowych pisaliśmy wielokrotnie, twierdząc, że prawo daje podstawy do zakwestionowania Trybunału ukonstytuowanego z udziałem niewystarczająco kompetentnych prawników (por. np. „Rzeczpospolita” z 17 października 2023 r., „Kamienie milowe sanacji systemu”). Nie skorzystano z koncepcji wymogów kompetencyjnych jako reguły konstytutywnej dla konwencjonalnej czynności wyboru, zarazem ubolewając, że niekompetentni prawnicy, powiązani z określonymi frakcjami politycznymi, gotowi do wypełnienia zadań niczym pretorianie, to policzek dla nobliwych byłych sędziów sądu konstytucyjnego. Musi zastanawiać, czy wybór dokonany 13 marca 2026 r. nie jest swoistą odpowiedzią, dlaczego.

Czy TK ma szansę odzyskać autorytet?

Wątpliwości budzi, czy nie należało dokonać wyboru niezwłocznie po wygaśnięciu kadencji sędziów wadliwego TK w 2023 r.

Reklama
Reklama

Czy rotacyjna wymiana części składu TK ma znaczenie konstytucyjne, skoro art. 194 ust. 2 konstytucji mówi o sędziach wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat?

Czy dokonując w pierwszym możliwym terminie wyboru apolitycznego, kompetentnego, uznanego i niezwiązanego ze sporem „o praworządność” konstytucjonalisty, pozostającego poza przestrzenią politycznych umizgów, nie zwiększało się prawdopodobieństwo zaprzysiężenia przez poprzedniego prezydenta?

Czy wybierając do TK, nie można było pozostawić poza spektrum poszukiwań aktywnych w politycznym i publicznym sporze działaczy stowarzyszeń sędziowskich, uczestniczących w projektowaniu zmian ustrojowych dotyczących sądownictwa?

Czy tak dokonany wybór spełnia zasady kształtowania sądu konstytucyjnego w demokracji konstytucyjnej?

Czy w jakimkolwiek stopniu, poza zaklęciami, przyczyni się do odzyskania choćby w części autorytetu tej instytucji?

Czy po wydanym w „dublerskim” składzie wyroku TK z 20 czerwca 2017 r. (K 5/17), który dał pretekst ówczesnej większości parlamentarnej do przerwania konstytucyjnie określonej kadencji KRS, nie należy się spodziewać, że instrumentalny wniosek do TK skierowany w pierwszych dniach lutego przez posłów PiS dotyczący procedury wyboru sędziów może wywołać podobny efekt?

Reklama
Reklama

Czy nie należało przewidzieć, że może on stanowić dla prezydenta pretekst do odmowy wykonania prawnego obowiązku?

Czy nie można było uniknąć rozważania forteli w postaci przysięgi przed notariuszem, Sejmem lub Zgromadzeniem Narodowym?

Czy nie obawiamy się kolejnej grupy sędziów TK „ze skazą”?

Czytaj więcej

Konstytucjonalista: Ślubowanie sędziów TK przed prezydentem to zwyczaj, a nie prawo

Podtrzymujemy tezę, że „W przypadku instytucji o kluczowym znaczeniu, jaką jest TK, nie trzeba nowelizować przepisów, by przyjąć kilka oczywistych i niezbywalnych zasad. Sędzią konstytucyjnym może być bowiem w cywilizowanej demokracji konstytucyjnej jedynie ten, kto posiada wybitne osiągnięcia w danej dyscyplinie prawa [...] W sądzie konstytucyjnym poszerza się jedynie obszar oceny wybitności [...] kandydat do funkcji sędziego TK musi charakteryzować się ponadprzeciętną i udokumentowaną wiedzą oraz osiągnięciami z zakresu prawa konstytucyjnego”.

Reklama
Reklama

Czy jesteśmy aż tak naiwni, by twierdzić, że gdyby wybrano według powyższych kryteriów i niezwłocznie po upływie indywidualnych kadencji poprzedników, do zaprzysiężenia by doszło? Że kompetencje wybranych sędziów gwarantowałyby prawidłowość i apolityczność orzekania? Być może nie. Ale zwiększałyby prawdopodobieństwo, że tak się stanie.

Nie sposób też nie dostrzec, że formalne zaangażowanie części z wybranych sędziów w polityczny i prawny spór, działalność legislacyjną i brak udokumentowanych kompetencji z dziedziny prawa konstytucyjnego, może być pretekstem do naruszenia prezydenckiej powinności. Takie zapowiedzi zostały już zresztą publicznie sformułowane. To otwiera kolejne ryzyko uwikłania wyboru sędziów TK w instrumentalnie wywołany polityczny i ustrojowy spór.

W świetle aktualnego stanowiska TK prezydent nie ma prawnej swobody decydowania o odmowie odebrania ślubowania od powołanej przez Sejm szóstki sędziów TK. Ale potrzeba polityczna bywa wystarczającą zachętą do naruszenia prawnego obowiązku.

Warto podkreślić, że o ile powoływanie sędziów w sądownictwie – powszechnym, wojskowym, SN i NSA  jest tzw. prezydencką prerogatywą (art. 144 ust. 3 pkt 17 konstytucji), o tyle odebranie ślubowania od sędziów TK jest ustawowo unormowaną powinnością (art. 4 ustawy o statusie sędziów TK). Znaczenie tej regulacji ustawowej jest aktualnie przedmiotem zasadniczych sporów. Warto przypomnieć stanowisko TK wskazujące na gruncie poprzednio obowiązującej regulacji, że mamy do czynienia z „normą kompetencyjną, która nakłada na prezydenta obowiązek niezwłocznego odebrania ślubowania od sędziego TK” [TK (K 34/15)], że „przyjęcie odmiennego poglądu, przyznającego głowie państwa swobodę w zakresie decydowania o ewentualnym przyjęciu bądź nieprzyjęciu ślubowania od sędziego wybranego przez Sejm [...] nie ma podstawy prawnej ani w art. 194 ust. 1, ani w żadnym innym przepisie konstytucji”.

W świetle aktualnego stanowiska TK prezydent nie ma prawnej swobody decydowania o odmowie odebrania ślubowania od powołanej przez Sejm szóstki sędziów TK. Ale potrzeba polityczna bywa wystarczającą zachętą do naruszenia prawnego obowiązku. Należało wiedzieć, że nie było żadnego powodu, by to prezydentowi ułatwiać.

Reklama
Reklama

Autorzy są profesorami i adwokatami

Czytaj więcej

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Prawniczy parnas, czyli (nie)najlepsi z najlepszych

 

 

 

Reklama
Reklama
Opinie Prawne
Konstytucjonalista: Ślubowanie sędziów TK przed prezydentem to zwyczaj, a nie prawo
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Prawne
Jacek Wojnicki: Ku związkom metropolitalnym w Polsce
Opinie Prawne
Prof. Jerzy Pisuliński: Czy Trybunał Konstytucyjny może cofnąć czas?
Opinie Prawne
Eksperci: Projekt dotyczący wspólnot mieszkaniowych trzeba poprawić
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama