Natomiast dla zainteresowanych przedsiębiorców i potencjalnych pracowników to powód do niepokoju o ostateczny kształt ważnych dla nich regulacji.
Czytaj więcej:
Trudno przy tym zrozumieć, skąd wzięły się nagle takie emocje. Media informowały o „zablokowaniu” prac nad reformą (co chyba nie jest prawdą), bo ponoć „premier miał poczuć się oszukany”. Tylko w jaki sposób? Przecież to jego rząd wcześniej zgodził się na rewizję Krajowego Planu Odbudowy. Od początku zakładała ona rezygnację z objęcia wszystkich kolejnych umów zleceń składkami na ubezpieczenia społeczne niezależnie od osiąganych przychodów. W to miejsce zaoferowano natomiast wzmocnienie kompetencji PIP, w tym wprowadzenie możliwości samodzielnego przekształcania przez inspektorów umów cywilnoprawnych w stosunek pracy. Publiczne kłótnie na ten temat sprawiają wrażenie, jakby premier i jego ministrowie dopiero teraz odkryli konsekwencje własnych decyzji. I nawet jeżeli przyjmiemy, że szef rządu na etapie podmieniania kamienia milowego nie mógł wiedzieć, jaki kształt przybiorą nowe regulacje, to miał prawie pięć miesięcy (tyle minęło od publikacji pierwotnej wersji projektu) na zapoznanie się z nim.
Czytaj więcej:
Kłótnia w rządzie i przywołane słowa premiera na tym etapie, tuż po uzgodnieniu przez Stały Komitet Rady Ministrów zakresu zmian, to absurd. Chyba że o czymś nie wiemy i szef rządu zezłościł się na przedstawioną przez resort pracy już zmienioną propozycję. Jeżeli tak, to też chcielibyśmy ją poznać. Od posiedzenia SKRM minął już bowiem miesiąc, a w tym temacie dalej cisza. Kształt przepisów jest tutaj kluczowy, natomiast rządowe spory przeniosły ciężar z meritum na polityczne gesty i demonstracyjne sprzeciwy. Zupełnie niepotrzebnie. Zastanawiam się tylko jak długo będziemy obserwować ten festiwal wzajemnych pretensji.