Niedawne zamieszanie związane z reprywatyzacją warszawskich nieruchomości, szczególnie to medialne, niespodziewanie rykoszetem uderzyło w całą polską palestrę. W konsekwencji rozpoczęła się dyskusja, co jest dopuszczalne, a co nie, w wykonywaniu zawodu adwokata. Nagle zaczęto na nowo poszukiwać dotychczas oczywistej odpowiedzi na pytanie o rolę i zadania adwokatury we współczesnym świecie. Przedstawiciele zawodu zaufania publicznego ponownie stanęli przed koniecznością odnalezienia swojej tożsamości społecznej i zawodowej. Nie da się ukryć, iż od dziesięciu lat zawód adwokata jest pod wpływem presji zmian, i, co trzeba jasno wskazać, niekoniecznie dobrych. Każda władza bez względu na jej koloryt podejmuje rozmaite działania, które konsekwentnie od lat obniżają status tej grupy zawodowej. Przyczyn tego stanu rzeczy można szukać na wielu poziomach. Z punktu widzenia władzy otwarcie zawodu to cel polityczny mający uzasadniać populistyczne hasła walki z nepotyzmem i wyrównywanie szans dostępu do zawodu, szczególnie dla młodych prawników. Obserwując na bieżąco skutki owych działań, można stwierdzić, iż rzeczywiście szanse zostały wyrównane. Tyle tylko, iż są to równe szanse na realne bezrobocie.

Zła wiadomość dla wszystkich

W konsekwencji lata trudu i wyrzeczeń, w tym finansowych, miraż dobrobytu i ciepłej wody w kranie mogą być zaprzepaszczone bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. Dochodzi do tego nieustanna żonglerka prawna władzy (każdej) ze stawkami za reprezentację obywateli z urzędu, co dodatkowo rodzi frustrację środowiska. Nie jest to również dobra wiadomość dla obywateli, którzy w osobistych sytuacjach kryzysowych oczekują od adwokatów szczególnej pomocy i szczególnego wsparcia. Pomoc prawna ma być fachowa i rzetelna, a nie iluzoryczna. Nie da się ukryć, że wina tego stanu rzeczy leży również po stronie samorządu adwokackiego. Samorząd nie zrobił nic lub zrobił niewiele, aby porozumieć się z władzą. Każdą władzą. Nie jest to oczywiście nawoływanie do konformizmu, ale do racjonalnego dialogu. Adwokatura nie powinna pouczać władzy, czego zresztą nikt nie lubi, lecz służyć tej władzy radą i wsparciem merytorycznym. Do czego zresztą jest powołana. Leży to w interesie samej adwokatury, władzy, a przede wszystkim społeczeństwa.

Paradoksalnie zarówno władzy, jak i szeroko rozumianym środowiskom prawniczym zależy na poprawie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Trudno zakładać, że jest inaczej. Władza, zmierzając do tego celu, ma nadzieję na wsparcie społeczne, a w konsekwencji na głos wyborczy. Adwokatura dąży zaś do poprawy przestrzegania standardów demokratycznego państwa prawa i godnego wykonywania zawodu.

Nikt tak jak adwokaci nie zna realiów funkcjonowania systemu sprawiedliwości. W końcu to adwokaci w imieniu obywateli prowadzą codzienną walkę z nieprawidłowościami tego systemu. Zdziwienie budzi więc próba obarczania przez władze również adwokatury winą za zły stan polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zapewne pretekstem do tego są zachwiane priorytety wartości w samej adwokaturze. Ekonomia wyprzedziła w sposób oczywisty zasady etyczne, które jak dotąd charakteryzowały zawód zaufania publicznego. To również dlatego adwokatura musi dokonać pewnego przewartościowania. Samooczyszczenia. Nieetyczne działania, które w ostatnim czasie w sposób tak drastyczny ujrzały światło dzienne, muszą być jasnym sygnałem do zmian. Dotyczy to nie tylko adwokatury warszawskiej, ale też całej adwokatury polskiej. Należy wrócić do korzeni, do istoty tego zawodu. Oczekuje na to zarówno środowisko, jak i społeczeństwo.

Trybunał nie jest sojusznikiem

Nie jest po stronie adwokatury także Trybunał Konstytucyjny, który od kilku lat w żadnym zakresie nie uwzględnia jej wniosków, w sprawach fundamentalnych jak praktyczne zrównanie zawodu radcy prawnego i adwokata, czy wymiernych ekonomicznie tak jak VAT. Dość przypomnieć, iż w składach TK znajdują się sędziowie, którzy wykonywali zawód adwokata. Nie lepiej wygląda to na poziomie władzy ustawodawczej i wykonawczej w których różne funkcje publiczne sprawują adwokaci. Wskazuje to jednoznacznie, że działania adwokatury cechuje brak dyplomacji. Można oczywiście uczestniczyć w różnych marszach protestu czy poparcia w sobie wiadomej słusznej sprawie. Można pisać listy, petycje czy skargi. Można w końcu posłużyć się togą protestu. Doświadczenie jednak uczy, iż nikogo to nie obchodzi. Dziwią nieprzemyślane formy protestu. Jest to działanie bezskuteczne. Wykorzystując dobre imię adwokatury, działania muszą być starannie przemyślane. Powołując się na samorząd, zakładając togę protestu, należy kierować się dobrem ogółu, a nie kreacją własnego wizerunku. Głos owego protestu czy wsparcia musi być jednolity. Brak jedności zawsze jest bowiem oznaką słabości. Jednolity głos adwokatury to siła. To również realna siła wyborcza. Trzeba o tym pamiętać.

W wyniku przemian gospodarczych, szeroko rozumianej powszechnej wolności wykonywania działalności gospodarczej zawód adwokata w XXI w. zbliżył się bardziej do szeroko rozumianego biznesu. To już nie tylko obrońca praw i wolności obywatelskich. Wykonywanie zawodu adwokata nie jest jednak tylko biznesem. A tym bardziej nie oznacza to zgody na zmianę systemu wartości. Adwokat to ciągle zawód zaufania publicznego, w którym obowiązują pewne ukształtowane od lat wartości i zasady. Ich nadrzędnym celem jest zakaz podejmowania się działań mogących podważyć zaufanie społeczne do tej profesji. Sprawa gruntów warszawskich pokazała także niestety nadal funkcjonujący w społeczeństwie obraz adwokata krezusa, bogatego cwaniaka, działającego na granicy prawa czy nawet poza nim. Nic bardziej mylnego. Dzisiejsza rzeczywistość adwokatury po rozpoczętej od 2005 r. deregulacji zawodu jest wręcz dramatyczna. O ile w 2006 r. było ok. 6 tys. adwokatów, o tyle już w marcu 2016 r. było ich ok. 14 tys. To przyrost o ponad sto procent. Przyrost aplikantów adwokackich w tym okresie jest kilkusetprocentowy, w marcu 2016 r. na liście było ich ok. 7 tys. . W połączeniu z liczbą radców prawnych i aplikantów radcowskich (ok. 40 tys.) daje to rynek usług prawniczych w Polsce j nadmiernie nasycony. Dochodzą do tego biura porad prawnych czy prawnicy funkcjonujący przy organizacjach pozarządowych. Klientów zaś nie przybywa. To tak jakby w małej miejscowości było dziesięciu lekarzy, a nagle pojawiło jeszcze dwunastu, podczas gdy ludność tej miejscowości pozostaje bez zmian, a nawet zmalała, chociażby w wyniku emigracji ekonomicznej.

Frustracja narasta

Deregulacja nie spowodowała, tak jak zakładano, że stawki adwokackie radykalnie zmalały czy poprawiła się jakość usług. To mit. Teraz młodzi adwokaci ocierają się o bezrobocie, chociaż uwierzyli w podobny mit o wielkim bogactwie w adwokaturze. Tak jak w każdym innym zawodzie, i w tym są lepiej i gorzej zarabiający. Tyle tylko, iż tych drugich jest coraz więcej. Frustracja narasta. Dochodzi do tego brak spójnego działania państwa w określeniu racjonalnych stawek za sprawy z urzędu, które pozostają na stosunkowo niskim poziomie. Zawód adwokata staje się coraz bardziej zawodem rzemieślniczym, a nie z powołania. W obecnym czasie nie daje już gwarancji dostatniego i spokojnego życia. Wymaga wielkiej determinacji i poświęceń.

Obywatele powinni jednak pamiętać, iż działanie adwokata leży w interesie społecznym, w ich interesie. Jego wykonywanie, w szczególności w obronie praw i wolności jednostki, decyduje o prawidłowości funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości, a ponadto służy konstytucyjnej zasadzie demokratycznego państwa prawa. Nawet w sytuacjach kryzysowych, wykazanych jednostkowych przypadkach naruszeń prawa czy zasad etyki nie powinno się zapominać o tym, że zawód adwokata odgrywa rolę służebną wobec społeczeństwa, które bez niezależnej i samorządnej adwokatury byłoby zdane na łaskę i niełaskę silniejszych podmiotów, w tym państwa. Powinni o tym pamiętać i adwokaci.

Autor jest doktorem nauk prawnych, adwokatem z Warszawy