Rewelacje „Newsweeka” na temat trawki palonej przez Donalda Tuska przypomniały mi klimat połowy lat 80., epokę dzikich lat stanu wojennego. Jako licealista pętałem się wówczas po obrzeżach dorosłej opozycji i nieco liznąłem tamtego klimatu.
Czy trawka w opozycyjnych „zaklętych rewirach” była czymś wyjątkowym? Wielu członków opozycji miało za sobą wcześniejszą epokę kontestacji hipisowskiej. Byli koledzy, którzy łączyli współpracę z podziemiem ze stylem „faji”, reggae i wyjazdów na koncerty na drugi koniec Polski. Pamiętam, jak w domu braci Przemka i Radka Kryszków – gdzie chłonąłem opozycyjną atmosferę – młodszy z braci Radek zrobił sobie z modeliny wisiorek, na którym znak pacyfy splatał się z kotwicą Polski Walczącej. Do tego stylu hipisowsko-dysydenckiego trawka pasowała doskonale, ale dodajmy od razu, że dalej, w kierunku mocniejszych rzeczy, zazwyczaj się nie posuwano.