Ale mam wątpliwości. Ośmieszony bohater to socjalistyczny poseł do francuskiego parlamentu, a tak naprawdę zasługujący na karę burżuj. Jak to, myślę, przecież socjaliści pomagali ludziom i przyczynili się do reformy kapitalizmu. Co zabawne, ponieważ Ribandel i jego towarzysze mówią o socjalizmie, publiczność się śmieje jak z antykomunistycznych aluzji. Ja mam poczucie, że śmieje się na opak. Sztuka jest agitką, błyszczącą i kolorową.
Wspomnienie drugie, z lat 80. Wśród piosenek Jacka Kaczmarskiego poznaję i tę o Jasieńskim. Śpiewający poeta świetnie naśladuje manieryczny styl swojego bohatera, by w finale pokazać go jako ofiarę wielkiego Azjaty. Wydało mi się to zbyt okrutne. Kaczmarski podrwiwał z ofiary stalinowskich czystek („A tu trup, mój biedaczek, zmarł już całkiem na kość"), zamiast go żałować. Dziś myślę, że Kaczmarski miał rację. Za takie błędy jak zaangażowanie w budowę państwa wiecznej szczęśliwości drwina innego poety nie jest karą zbyt surową.