Każda religia posiada pewien właściwy sobie zespół zachowań, które są istotne dla jej tożsamości. Są to zasady, które dla wyznawców tych religii zostały nadane przez Boga, a nie wymyślone przez ludzi. Dlatego nie da się ich naginać, zmieniać, tylko można je albo przyjąć, albo odrzucić.

Jedną z tych zasad jest właśnie nakaz uboju rytualnego. Choć wszystko wskazuje na to, że w Polsce dalej będzie można prowadzić taki ubój dla miejscowych mniejszości religijnych, to nie dziwię się żydom ani muzułmanom, że ostatnie wydarzenia w Sejmie tak ich wzburzyły. Rzeczywiście, mogli oni odebrać przekaz zakończonej właśnie debaty jako cios w ich prawo do wolności religijnej, do oddawania na swój własny sposób czci Bogu.

Widzę tu podobieństwo między zakazem uboju rytualnego żydom i muzułmanom a próbami w niektórych państwach zakazywania chrześcijanom noszenia krzyżyków. Co ciekawe, w jednym i drugim przypadku przy wprowadzeniu zakazu odwoływano się do uczuć. Z jednej strony do współczucia cierpiącym zwierzętom, z drugiej – do ludzi, których uczucia podobno zostały zranione widokiem krzyża, np. noszonego przez brytyjską stewardesę czy też wiszącego na ścianie w szkole we Włoszech. Jak widać, cały czas obracamy się na tutaj poziomie uczuć, a nie argumentów.

Troska, nie szacunek

Oczywiście wolność religijna, jak każda wolność, nie jest zupełnie nieograniczona. Granice te wyznacza szacunek dla innych osób i ich wolności. Ale przecież zwierzęta nie mają praw ani nie należy im się szacunek. Należy im się nasza troska, opieka i empatia, wiedzą o tym wszyscy, którzy cieszą się towarzystwem zwierząt domowych. Niepotrzebne znęcanie się nad zwierzętami jest czymś głęboko nieludzkim, tu także zgoda.

Dlaczego jednak wyobrażamy sobie żydów i muzułmanów jako ludzi okrutnych, którzy dokonując uboju rytualnego, z okrucieństwem wyżywają się na zwierzętach? Nie mam raczej wątpliwości, że także oni starają się uśmiercać zwierzęta w sposób jak najbardziej bezbolesny, ale oczywiście w ramach zasad, które muszą respektować, jeżeli pragną zachować własną tożsamość religijną.

Wolność religijna jest fundamentalnym prawem każdego człowieka. Więcej: stoi ona na szczycie wszystkich innych wolności i jest wręcz ich kwintesencją. Ci, którzy chcą wyrugować wolność religijną, postulując w porządku prawnym wolność „od religii", to albo nie wiedzą, co mówią (tak jest zapewne w większości przypadków), albo wykazują się dużą dawką obłudy.

Wolność jest zdolnością podejmowania pewnych działań, zdolnością wyboru i realizowania tego, co uważamy za słuszne. Nasza wolność może dotyczyć kwestii mało istotnych, np. takich jak: kawa czy herbata; poważniejszych: jakie studia wybrać; jeszcze poważniejszych: z kim się związać na całe życie; oraz kwestii najważniejszych: decyzji, gdy pytamy o ostateczny sens naszego życia.

Ludzie wierzący znajdują na nie odpowiedź w swoich tradycjach religijnych, bo każda religia jest odpowiedzią na pytanie o ostateczny sens ludzkiego istnienia.  Ci, którzy uważają się za niereligijnych, też dokonują pewnych ostatecznych wyborów, realizując to, co nazywa się właśnie wolnością religijną.

Żyd bronił krzyża

Chodzi jednak o to, że wielu ludzi nie dostrzega owego najgłębszego, a więc religijnego wymiaru własnego istnienia, a z religią kojarzą się im wyłącznie historyczne wyznania, które obserwują z zewnątrz, widzą ich powierzchowne przejawy i często traktują jako zagrożenie dla siebie. Gdyby więc rzeczywiście wprowadzić w życie wolność od religii, to wolność moglibyśmy realizować wyłącznie na poziomie wyboru; kawa czy herbata, a nie w sferach naprawdę istotnych.

Dlatego warto przypomnieć sprawę Lautsi  przeciwko Włochom z  Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w której Joseph Weiler, wierzący Żyd w imię wolności religijnej obronił prawo Włochów do tego, by krzyż mógł wisieć w ich szkołach. Myślę, że chrześcijanie także mają moralny obowiązek bronić prawa członków innych wspólnot religijnych do kultywowania swojej tradycji. Dziś chodzi o ubój rytualny, ale jutro znowu może chodzić o krzyż.

—not. puo

Zbigniew Stawrowski jest filozofem polityki, profesorem w Instytucie Politologii UKSW w Warszawie oraz Instytucie Studiów Politycznych PAN, dyrektorem Instytutu Myśli Józefa Tischnera w Krakowie