Prezydent Karol Nawrocki został zaproszony przez Donalda Trumpa do Rady Pokoju i oczywiście z promiennym uśmiechem (on to potrafi!) przyjął ten wielki zaszczyt dla Polski. Aby się jednak dowiedzieć, czym jest ta wysoka Rada, trzeba się wprzód rozejrzeć po świecie. Wyobraźmy więc sobie, że oto mister John Spark ze stanu Ohio albo równie dobrze pan Janusz Jakiśtam z Mszany Dolnej postanawiają uregulować ulubione przez nich żucie snusa. Przecież korzystanie z tej używki jest pozbawione reguł; żuć może każdy, z byle kim i byle jak. Trzeba jednak wprzód zdobyć „podkładkę” biurokratyczną w postaci zgody jakiejś zapomnianej przez świat organizacji, np. Federacji Żucia i Knucia. No i można zacząć rozsyłać zaszczytne zaproszenia, obwarowując członkostwo ceną jakiegoś miliarda dolarów albo lepiej dukatów. Hulaj dusza, kto głupi, niech płaci; kto sprytny, niech kasuje!
Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli mistrzostwo świata w rozpychaniu się łokciami
Tak samo zorganizowana jest Rada Pokoju pana Trumpa, która „podkładkę” uzyskała od Rady Bezpieczeństwa ONZ, bowiem w listopadzie ubiegłego roku zgodziła się, by odbudowę gruzowiska nadzorowała komisja pod egidą USA. Oto przepis na dobry biznes w naszych czasach: zniszczyć coś własnymi bombami, a potem brać pieniądze za odbudowę.
Czytaj więcej
Polska miałaby wstąpić do Rady Pokoju, a w zamian Stany Zjednoczone utworzyłby stałą bazę wojskow...
Teraz dopiero widzimy najważniejszy punkt trumpowej kombinacji; obojętnie, czy chodzi o radę ds. snusa czy pokoju, skoro ma już uwiarygodniające ją pismo i paru opromienionych zaszczytem członków, to ogłasza, że jest Najwyższą Radą Wszystkiego Najlepszego; będzie uśmierzać i wypowiadać wojny, wytyczać granice, przesiedlać ludzi i czynić cokolwiek jej się zamarzy. Także wtedy, gdy Wielki Donald szczęśliwie przestanie być prezydentem USA, bo przewodzi Radzie dożywotnio i tylko on może mianować następcę.
Oto mistrzostwo świata w rozpychaniu się łokciami; przecież pełnomocnictwo dotyczy tylko odbudowy Gazy, a bierze na klatę cały świat. Dobrze, że olśniony zaszczytami Nawrocki nie podpisał podsuniętego mu papieru, wymawiając się procedurami parlamentarno-rządowymi; znowu wina Tuska!