Co oznacza dla Gazy oraz ładu międzynarodowego w ogóle powołanie Rady Pokoju Donalda Trumpa?
Nie jest pewne, czy Rada Pokoju okaże się sukcesem dla jej inicjatora, prezydenta USA i czy przyniesie realne konsekwencje. Tryb jej powołania wpisuje się jednak w działania omijające przyjęte standardy współpracy międzynarodowej i jest sprzeczny z kulturą dyplomacji wielostronnej. Co prawda, powołanie Rady Pokoju zostało przewidziane w rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803 z listopada 2025 r., jednak w praktyce mandat instytucji międzynarodowych jest najczęściej wynikiem negocjacji zainteresowanych państw.
W tym przypadku chodzi o inicjatywę ogłoszoną jednostronnie bez procedur zapewniających przejrzystość. Prezydent Donald Trump ma być przewodniczącym i dożywotnim członkiem Rady. Ponadto członkostwo ma charakter selektywny i uznaniowy, a zaproszeniom wystosowywanym do przedstawicieli państw towarzyszy narracja presji, o czym przekonał się m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron, który jako pierwszy odmówił udziału w inicjatywie. Demokratyczni przywódcy obawiają się powstania alternatywnych rozwiązań wobec tych przyjętych po II wojnie światowej, zwłaszcza w obszarze kompetencji Organizacji Narodów Zjednoczonych.
A czy w samej tylko kwestii pokoju w Strefie Gazy może Rada Pokoju okazać się skuteczna?
W dokumencie ją inaugurującym nie pojawia się termin „Strefa Gazy”. Rada ma promować stabilność i zapewniać pokój, a do przedsięwzięcia zostali zaproszeni także indywidualni przedstawiciele biznesu i polityki, jak były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, zięć Trumpa Jared Kushner, prezes Banku Światowego Yakir Gabay czy też miliarder Marc Rowan.
Czytaj więcej
Deklaracja Polski o niewysyłaniu wojsk na Ukrainę była błędna. Pryncypialne zamykanie takiej opcj...
Misji „promowania pokoju” będzie towarzyszyć generowanie zysków dla określonych elit. Wybór członków Rady nie jest przypadkowy. Silne związki prezydenta Trumpa z biznesem uwidoczniły się m.in. przy okazji działań podejmowanych w Wenezueli czy też Ukrainie. Mam na myśli amerykańskie starania dotyczące wydobycia ukraińskich surowców, np. litu. Podobnych wzorców można się spodziewać przy ewentualnych inwestycjach w Gazie.