Jędrzej Bielecki: Czy Polska będzie hamulcowym akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej?

Nie trzeba nikogo przekonywać, że jesteśmy najlepszymi sojusznikami Ukrainy – powtarza Donald Tusk. Polska ofensywa w sprawie ograniczenia importu ukraińskiej żywności stawia jednak tę tezę pod znakiem zapytania.

Publikacja: 28.03.2024 04:30

Premier Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski

Premier Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski

Foto: PAP/EPA

W redakcji „Financial Timesa” uznano to za cytat przynajmniej tygodnia: „Francja i Polska, a także Parlament Europejski mówią najgłośniej o konieczności przyjścia z pomocą Ukrainie. Ale na widok pierwszego traktora zmienili zdanie” – dowodzi w rozmowie z brytyjskim dziennikiem europejski dyplomata.

I faktycznie, w oblężonej przez protestujących rolników Brukseli zawiązała się w środę swoista koalicja. Do Polski przyłączyły się jawnie prorosyjskie Węgry i Słowacja, a także Rumunia i Bułgaria. Do tej grupy, domagającej się o wiele dalej idących ograniczeń w imporcie ukraińskiej żywności, niż to do tej pory zakładano, przyłączyła się także Francja. I to mimo że prezydent Emmanuel Macron jeszcze niedawno zapowiadał, że wspierając Ukrainę, nie można wykluczyć niczego, w tym nawet wysłania wojska NATO do walki z Rosjanami, czym wywołał międzynarodowe poruszenie.  

Dzisiaj to Niemcy walczą w obronie interesów Ukrainy

W obronie Ukrainy niespodziewanie wystąpił Cem Ozdemir, minister rolnictwa Niemiec. „Wielu nie rozumie, że obrona Ukrainy, a więc i naszego wspólnego bezpieczeństwa, nie polega tylko na przekazaniu amunicji, ale także walce z rosyjską propagandą, wedle której spadek cen zbóż jest spowodowany dostawami ukraińskimi. Nie ma na to żadnych dowodów” – oświadczył Niemiec, którego kraj jest regularnie atakowany za zbytnią ostrożność we wspieraniu Kijowa. 

Czytaj więcej

Aleksandra Ptak-Iglewska: Zboże się wysypało, mleko wrze. Polscy rolnicy kontra UE i Ukraina

Ten argument Polski jednak nie przekonał. Wraz ze swoimi sojusznikami domagała się dopisania do listy produktów rolnych, które mają być objęte limitami importu, pszenicy i jęczmienia. W środę wieczorem spór miały rozstrzygnąć Włochy, którym też zarzucano słabość do Rosji, a które w tym przypadku przyjęły zdecydowanie bardziej przychylną dla Kijowa postawę.

To niejedyny przykład na to, że niby bezgraniczne poparcie Polski dla Ukrainy nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” w minionym tygodniu Radosław Sikorski przyznał, że nasz kraj nie będzie upominał się o zaproszenie Ukrainy do NATO na szczycie sojuszu w lipcu w Waszyngtonie. Zdaniem szefa MSZ polska opinia publiczna nie jest gotowa na objęcie wschodniego sąsiada gwarancjami bezpieczeństwa. 

Czy Niemcy będą musieli łamać opór Polski?

Spór o import żywności źle wróży postawie Warszawy w rokowaniach o przystąpieniu Ukrainy do Unii. Oba kraje dzieli wiele interesów gospodarczych. Ukraińska akcesja uczyniłaby z naszego kraju płatnika netto do budżetu unijnego – tak gigantyczne są koszty odbudowy najbiedniejszego państwa Europy, jakim jest dziś Ukraina. 

Czytaj więcej

Sikorski o zaproszeniu Ukrainy do NATO: Wątpię, żeby opinia publiczna w Polsce była gotowa

Podobny układ już miał miejsce w latach 80. XX w., kiedy Francja przez siedem lat blokowała przystąpienie do Unii Hiszpanii, krajowi, który w wielu obszarach – od produkcji rolnej po turystykę – był konkurentem dla Paryża. Ostatecznie Hiszpanie przystąpili w 1986 roku do zjednoczonej Europy dzięki porozumieniu premiera Felipe Gonzáleza i kanclerza Helmuta Kohla. Nie da się wykluczyć, że w przyszłości Niemcy znowu będą musiały łamać opór przeciwko przystąpieniu do Unii kolejnego biednego kraju. Tym razem opór ze strony Polski. 

W redakcji „Financial Timesa” uznano to za cytat przynajmniej tygodnia: „Francja i Polska, a także Parlament Europejski mówią najgłośniej o konieczności przyjścia z pomocą Ukrainie. Ale na widok pierwszego traktora zmienili zdanie” – dowodzi w rozmowie z brytyjskim dziennikiem europejski dyplomata.

I faktycznie, w oblężonej przez protestujących rolników Brukseli zawiązała się w środę swoista koalicja. Do Polski przyłączyły się jawnie prorosyjskie Węgry i Słowacja, a także Rumunia i Bułgaria. Do tej grupy, domagającej się o wiele dalej idących ograniczeń w imporcie ukraińskiej żywności, niż to do tej pory zakładano, przyłączyła się także Francja. I to mimo że prezydent Emmanuel Macron jeszcze niedawno zapowiadał, że wspierając Ukrainę, nie można wykluczyć niczego, w tym nawet wysłania wojska NATO do walki z Rosjanami, czym wywołał międzynarodowe poruszenie.  

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Daria Chibner: Dlaczego kobiety nie chcą rozmawiać o prawach mężczyzn?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Gorzka pigułka wyborcza
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czy szczyt klimatyczny w Warszawie coś zmieni? Popatrz w PESEL i się wesel!
felietony
Marek A. Cichocki: Unijna gra. Czy potrafimy być bezwzględni?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Pałkiewicz na Dzień Ziemi: Pół wieku ekologicznych złudzeń