Łukasz Warzecha: Jak Zielony Ład kasuje rolnictwo Unii Europejskiej

W Polsce rząd prowadzi wobec protestujących rolników w miarę czytelną politykę. Donald Tusk postanowił najprawdopodobniej dotrwać bez żadnych znaczących ruchów do okresu prac polowych.

Aktualizacja: 28.02.2024 09:52 Publikacja: 28.02.2024 03:00

Protest rolników w Brukseli, 26 lutego

Protest rolników w Brukseli, 26 lutego

Foto: AFP

Polscy rolnicy w porównaniu ze swoimi zachodnimi kolegami to Wersal. W zależności od tego, jakie kto ma nastawienie do ich protestów, mógł się w poniedziałek oburzyć albo zachwycić scenami z centrum dzielnicy unijnej w Brukseli, która wyglądała jak pole bitwy.

Protest rolników: Donald Tusk chce dotrwać do okresu prac polowych?

W Polsce rząd prowadzi wobec protestujących w miarę czytelną politykę. Donald Tusk postanowił najprawdopodobniej dotrwać bez żadnych znaczących ruchów do okresu prac polowych, licząc, że przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w czerwcu demonstracje znikną w naturalny sposób. Jednocześnie jego otoczenie polityczne i kibice KO w mediach społecznościowych prowadzą kampanię dyskredytacji protestujących przy milczącej akceptacji PSL. Czytamy o traktorach za milion, o przywilejach w postaci niskiej składki KRUS, o olbrzymich dopłatach. Każdy z tych argumentów jest fałszywy. Na przykład system dopłat w ramach wspólnej polityki rolnej nie został powołany w wyniku żądań polskich rolników. Wielu z nich by z niego zrezygnowało, gdyby UE uwolniła wewnętrzny rynek rolny. Teraz dopłaty są rekompensatą za to, że rolnicy nie mogą w pełni wykorzystywać potencjału gospodarstw.

Rolnicy – nie tylko polscy – protestują przeciwko zielonemu ładowi, który jest zbiorem kosztownych absurdów w niemal każdej dziedzinie życia.

W prostszej wersji zwolennicy rządu wyzywają rolników od przyjaciół Putina czy wieśniaków.

Uboczne sutki ratowania klimatu? Realizacja zielonego ładu uderza w konserwatystów

Warto jednak spojrzeć poza doraźność i zrozumieć, że rolnicy – nie tylko polscy – protestują przeciwko zielonemu ładowi, który jest zbiorem kosztownych absurdów w niemal każdej dziedzinie życia. W przypadku rolnictwa natomiast realizacja jego założeń oznaczałaby praktycznie wygaszenie produkcji rolnej. Europa zrezygnowałaby z masowego wytwarzania żywności i własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Europejskie jedzenie stałoby się zaporowo drogie. Ktoś by na tym oczywiście zarobił: Ukraina, najpewniej zwolniona z wymogów WPR, kraje Mercosuru, może kraje Azji. Z całą pewnością nie byłoby to korzystne dla Europejczyków. Ale miałoby to i ten skutek, że zlikwidowana zostałaby grupa ludzi – już dzisiaj niewielka – w naturalny sposób skłaniająca się ku konserwatywnym poglądom.

Czytaj więcej

Michał Kolanko: Dlaczego nikt w polityce nie może wprost lekceważyć rolniczych protestów

Czy wszystko to byłoby tylko ubocznym skutkiem „ratowania klimatu”, czy też jest to polityka prowadzona świadomie w imię interesu tych, którzy mają na niej ostatecznie zarobić – to pytanie, na które na razie odpowiedzi nie ma, ale które bez wątpienia trzeba stawiać.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”

Polscy rolnicy w porównaniu ze swoimi zachodnimi kolegami to Wersal. W zależności od tego, jakie kto ma nastawienie do ich protestów, mógł się w poniedziałek oburzyć albo zachwycić scenami z centrum dzielnicy unijnej w Brukseli, która wyglądała jak pole bitwy.

Protest rolników: Donald Tusk chce dotrwać do okresu prac polowych?

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Daria Chibner: Dlaczego kobiety nie chcą rozmawiać o prawach mężczyzn?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Gorzka pigułka wyborcza
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czy szczyt klimatyczny w Warszawie coś zmieni? Popatrz w PESEL i się wesel!
felietony
Marek A. Cichocki: Unijna gra. Czy potrafimy być bezwzględni?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Pałkiewicz na Dzień Ziemi: Pół wieku ekologicznych złudzeń