Przemysław Prekiel: PiS wzorowo oddał władzę. I po co rozkręcano psychozę strachu przed wojskiem na ulicach?

Przekazanie władzy rządowi Donalda Tuska było modelowe. PiS udowodnił, że polska demokracja trzyma się mocno, a teorie spiskowe o czymś w rodzaju polskiego ataku na Kapitol okazały się farsą, budowaną konsekwentnie do podkręcania nienawiści.

Publikacja: 14.12.2023 10:31

Prezydent Andrzej Duda oraz premier Donald Tusk podczas uroczystości zaprzysiężenia kierowanego nowe

Prezydent Andrzej Duda oraz premier Donald Tusk podczas uroczystości zaprzysiężenia kierowanego nowego gabinetu w Pałacu Prezydenckim w Warszawie

Foto: PAP/Paweł Supernak

Po zaprzysiężeniu rządu Donalda Tuska wszyscy odetchnęli z ulgą. Przede wszystkim ci, którzy naiwnie wierzyli w głosy radykalnych zwolenników nowego gabinetu, że PiS w sposób pokojowy władzy nie odda. Przekazanie władzy odbyło się w normalny, cywilizowany sposób, z zastosowaniem wszystkich demokratycznych reguł i najlepszych tradycji.

Jak wyglądało zaprzysiężenie rządu Donalda Tuska

Wizyta nowego gabinetu w Pałacu Prezydenckim była miłym zaskoczeniem. Kohabitacja Andrzeja Dudy i Donalda Tuska okazała się miłą odmianą od tego, jakimi słowami potraktował nowego premiera Jarosław Kaczyński w Sejmie, zarzucając liderowi PO bycie „niemieckim agentem”.

Czytaj więcej

Zaprzysiężenie rządu Donalda Tuska. Prezydent Andrzej Duda: Zapewniam o woli współpracy

Podniosła atmosfera nie była żałobna, obyło się bez złośliwości i uszczypliwości, które w polskiej polityce są czymś normalnym. Nikt nikogo nie „miażdżył” i nie wbijał w ziemię. Obie strony zapowiedziały współpracę dla dobra państwa i jego obywateli, co nie musi być wyłącznie kurtuazją. Demokratyczne reguły zostały zachowane. Dobry obyczaj również.

Przeciwnicy PiS zapowiadali wojnę domową

Jednak podczas kampanii wyborczej pojawiało się mnóstwo głosów nakręcających psychozę strachu. Głosów mówiących o tym, że PiS nie tylko władzy nie odda, co już samo w sobie było groźną zapowiedzią, ale będzie w stanie wyprowadzić ludzi na ulicę, co brzmiało, jakby przygotowywał niemalże jakąś wojnę domową. 13 grudnia 2023 r. nie tylko nie było czołgów na ulicach, ułanów atakujących zwolenników Tuska, policjantów szarżujących na ducha winnych działaczy PO, czy radykalnych wyborców PiS szturmujących ministerstwa, aby odbić je z rąk tych, którzy wygrali wybory rzekomo nieuczciwie.

To wszystko okazało się farsą, politycznym science fiction budowanym konsekwentnie do podkręcania nienawiści. Można machnąć na to ręką, bo do tego przecież jesteśmy przyzwyczajeni w mediach społecznościowych, problem jednak w tym, że takie tezy głosili, wydawałoby się, poważni ludzie, którzy mają ogromny społeczny posłuch i odgrywają dużą rolę w życiu publicznym.

Nie tylko Silni Razem

Przodował w tym niezawodny Tomasz Lis, który kilka dni po wyborach w jednym z portali społecznościowych napisał: „Coraz jest więcej jest głosów, że PiS chce potraktować marsz 11 listopada do odpalenia czegoś takiego, co 6 stycznia 2021 Trump odpalił w Waszyngtonie. Musimy być czujni. I gotowi”. Szturmu na Pałac Prezydencki ani na Belweder nie było, ale redaktor Lis zachował rewolucyjną czujność.

Z kolei były opozycjonista Władysław Frasyniuk poszedł jeszcze dalej. On się nie zastanawiał, nie analizował, nie miał żadnych wątpliwości. „Jak Kaczyński będzie pierwszy, to władzy nie odda. Żeby nie było cienia wątpliwości” – mówił. Lider PiS wybory wygrał, co prawda zabrakło mu w Sejmie godności i ugryzienia się w język, ale ani razu nie zanegował legalności wyniku wyborów, nie trzymał się kurczowo władzy, jak zapowiadał były działacz Unii Wolności.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy przekonani, że między Donaldem Tuskiem a Andrzejem Dudą zgody nie będzie

Kolejną chybioną tezę, która miała zagrzewać do wyimaginowanej walki, postawił gen. Piotr Pytel, były szef służby Kontrwywiadu Wojskowego. Stwierdził on w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że w wojsku „wszyscy liczą się” z tym, że Prawo i Sprawiedliwość po przegranych wyborach parlamentarnych może wyprowadzi wojsko na ulice i odmówić oddania władzy.

Nawet politycy PO zapowiadali stan wojenny

W podobnym wojennym tonie wypowiedział się Jan Grabiec. Polityk PO, kilka dni przed wyborami napisał na platformie X: „PiS w niedzielę zamiast wieczoru wyborczego zaprasza wybranych dziennikarzy na oświadczenie. Co im krąży po głowach? Przypomina mi się pewien niedzielny poranek 13 grudnia. Wtedy też nadawali oświadczenie”.

Jan Grabiec jest obecnie ministrem-członkiem Rady Ministrów. 13 grudnia zapewne kojarzyć się będzie panu ministrowi względnie pozytywnie. Z kolei były premier Leszek Miller komentował: „PiS nawet jak przegra wybory, to uzna że nie przegrał. Dobrowolnie władzy nie odda". Liczba niesprawdzonych tez jest porażająca. Właściwie nie wiadomo, czemu to miało służyć. Trudno byłoby zakładać, że ci wszyscy inteligentni ludzie naprawdę w to uwierzyli.

Warto docenić normalność

Oddanie władzy było wręcz modelowe. Ustępujący premier Mateusz Morawiecki powitał w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nowego szefa rządu Donalda Tuska, jak każe dobry obyczaj. W polityce, podobnie jak w życiu, gesty mają znaczenie, a w rozgrzanej do czerwoności polskiej polityce, mają znaczenie szczególne. Podobnie było w innych urzędach, gdzie nowych ministrów witali ustępujący. Warto to docenić, nie tylko w okresie przedświątecznym. Polska demokracja trzyma się mocno.

Autor

Przemysław Prekiel

Publicysta, politolog, autor biografii Stanisława Dubois i Ludwika Cohna

Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Rada Ministrów Plus, czyli „Bezpieczeństwo, głupcze”
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Pan Trump staje przed sądem. Pokaz siły państwa prawa
Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Janik: Twarz, mobilizacja, legitymacja, eskalacja
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Śląsk najskuteczniej walczy ze smogiem
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: My, stare solidaruchy