Jacek Nizinkiewicz: Kampania agresji, na którą nie można przyzwolić

Gdy podczas konferencji prasowej dochodzi do rękoczynów polityków, to znak, że sytuacja wymyka się spod kontroli. A kampania wyborcza oficjalnie jeszcze się nie rozpoczęła.

Publikacja: 26.07.2023 03:00

Podczas pikniku rodzinnego w Stawiskach „Z miłości do Polski” Jarosław Kaczyński (na zdjęciu) nazwał

Podczas pikniku rodzinnego w Stawiskach „Z miłości do Polski” Jarosław Kaczyński (na zdjęciu) nazwał Donalda Tuska „ryżym” i „wrogiem narodu”, oskarżając go o zdradę i współpracę z Niemcami.

Foto: PAP/Artur Reszko

Polsce coraz bliżej do politycznej kultury Wschodu niż Zachodu. Dotychczas akty fizycznych przepychanek można było zobaczyć między posłami w Białorusi czy Ukrainie. W Polsce podobne obrazki były sporadyczne. W Sejmie dochodziło do blokowania mównicy, padały z niej mocne słowa, wyrywano sobie telefony z rąk, ale były granice, których nie przekraczano. To się zmieniło.

– Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem – powiedziała przed laty rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek, komentując atak na działacza Komitetu Obrony Demokracji w Radomiu. Kiedy w 2014 roku Jarosław Kuźniar, dziennikarz TVN 24, napisał na Twitterze: „Wipler otulający się bulwarówkami i ściskający rano grabę z Warzechami i Republikami – bezcenne”, odpowiedziała mu ta sama Beata Mazurek z PiS: „Panu to jeszcze nikt łomotu nie spuścił za takie wpisy? Szkoda, to byłoby bezcenne”. To były tylko i aż słowa. Wkrótce podobnych wypowiedzi miało być więcej.

Podczas pikniku rodzinnego w Stawiskach „Z miłości do Polski” Jarosław Kaczyński nazwał Donalda Tuska „ryżym” i „wrogiem narodu”, oskarżając go o zdradę i współpracę z Niemcami. Czy może być coś gorszego w publicznej debacie niż wyzwanie kogoś od wroga i zdrajcy kolaborującego z obcym państwem? Polscy politycy nie przebierają w słowach.

Czytaj więcej

Jarosław Myjak: Wszystko, wszędzie, naraz

Konfederacja podczas swojej konwencji gra na antyukraińskiej i antysemickiej nucie. Grzegorz Braun z mównicy sejmowej groził wcześniej ministrowi zdrowia Adamowi Niedzielskiego słowami: „Będziesz pan wisiał”. Dalej posunęli się wobec polityków PO sympatycy PiS, którzy na atrapach szubienic powiesili zdjęcia europosłów. Mało którego polityka PiS ten widok bulwersował. W słowach i czynach nie przebierali również byli politycy Platformy Obywatelskiej, jak Janusz Palikot czy Stefan Niesiołowski. Coraz częstszym przypadkiem jest jednak przerywanie konferencji prasowych.

W 2020 roku poseł PO Sławomir Nitras wraz z Marcinem Kierwińskim przerwali konferencję przed Ministerstwem Zdrowia, domagając się od wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego wyjaśnień w sprawie zakupu przez resort maseczek i respiratorów od instruktora narciarskiego – znajomego Łukasza Szumowskiego. Chcieli też zapytać publicznie o inne interesy ówczesnego ministra zdrowia. Również w 2016 roku Sławomir Nitras próbował zakłócić konferencję prasową Jarosława Kaczyńskiego.

Teraz sytuacja się odwróciła. Podczas wtorkowej konferencji prasowej Platformy Obywatelskiej w Wołominie niespodziewanie pojawił się wiceminister klimatu i rzecznik Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry. Jacek Ozdoba zagłuszał wystąpienie gospodarzy. Poseł próbował zająć główne miejsce przed mikrofonami podczas konferencji, która była relacjonowana na żywo, a ostatecznie popchnął posła Jana Grabca. To kolejny raz w ostatnim czasie, kiedy politycy obozu rządzącego zakłócili wystąpienia opozycji.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Marika, Joanna z Krakowa i praworządność według Zbigniewa Ziobry

Ledwie tydzień temu politycy PiS i Suwerennej Polski zakłócili trzy konferencje posłów PO dotyczące wysokich zarobków w spółkach Skarbu Państwa. Rzecznik partii rządzącej Rafał Bochenek i wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski zasłaniali uczestników kartonowymi podobiznami polityków PO i próbowali odebrać im mikrofon. Do wymiany ciosów nie doszło, krew się nie polała, policja nie musiała interweniować. Tym razem.

Kampania wyborcza oficjalnie jeszcze się nie rozpoczęła, ale jej brutalizacja przebija wszystkie inne, a głosów rozsądku nie słychać.

Politycy przekraczają kolejne granice, ale to, co dla nich jest teatrem, dla ich wyborców może być walką na śmierć i życie. Pokazały już to dobitnie przypadki mordów politycznych na Pawle Adamowiczu, prezydencie Gdańska, i Marku Rosiaku, działaczu PiS. Zawsze zaczyna się od groźnych słów, które przechodzą w kampanię nienawiści, przepychanki, a później kończy się tragicznie. Jeszcze jest czas, żeby się opamiętać i walczyć na argumenty, a nie na wyzwiska i pięści. Agresja nigdy nie wygrywa.

Polsce coraz bliżej do politycznej kultury Wschodu niż Zachodu. Dotychczas akty fizycznych przepychanek można było zobaczyć między posłami w Białorusi czy Ukrainie. W Polsce podobne obrazki były sporadyczne. W Sejmie dochodziło do blokowania mównicy, padały z niej mocne słowa, wyrywano sobie telefony z rąk, ale były granice, których nie przekraczano. To się zmieniło.

– Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem – powiedziała przed laty rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek, komentując atak na działacza Komitetu Obrony Demokracji w Radomiu. Kiedy w 2014 roku Jarosław Kuźniar, dziennikarz TVN 24, napisał na Twitterze: „Wipler otulający się bulwarówkami i ściskający rano grabę z Warzechami i Republikami – bezcenne”, odpowiedziała mu ta sama Beata Mazurek z PiS: „Panu to jeszcze nikt łomotu nie spuścił za takie wpisy? Szkoda, to byłoby bezcenne”. To były tylko i aż słowa. Wkrótce podobnych wypowiedzi miało być więcej.

Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Ja też jestem ateistą
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Dwa powody, dla których zamach zaszkodzi Donaldowi Trumpowi
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Giertych, Tusk i aborcja. Dlaczego to głosowanie ma wielki wpływ na wybór prezydenta
Opinie polityczno - społeczne
Marek A. Cichocki: Zamach na Trumpa jako jeszcze jeden przykład dewastującej nienawiści
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Zamach na Donalda Trumpa – już nawet nie udajemy, że widmo śmierci nas rusza