Rząd Donalda Tuska istnieje raptem trzy tygodnie, a już można się pogubić w wypowiedziach jego członków na temat polskiej polityki zagranicznej. Czy w takim mętliku można prowadzić jakąkolwiek spójną dyplomację? Czy nieustanna kampania wyborcza daje szansę na jakąkolwiek koordynację polityki zagranicznej premiera i prezydenta?
Pierwsze wrażenie niestety jest takie, że nowy rząd chce uczynić z dyplomacji kolejny element w swojej kampanii wizerunkowej. Oczywiście każdy gabinet dba o to, by jego polityka zagraniczna była mocnym atutem w kreowaniu pozytywnego wizerunku. W wypadku nowego rządu jednak proporcje między przemożną chęcią błyszczenia a racjonalnością działań zostały wyraźnie zachwiane. Najważniejszy jest efekt medialny, daleko za nim – głębszy pomysł na zmianę polityki po epoce Jarosława Kaczyńskiego.