Odejście Jarosława Sellina z Klubu Prawa i Sprawiedliwości kończy – jak się zdaje – falę odejść z partii Jarosława Kaczyńskiego. Politycy PiS przekonują, że to koniec frondy, a odejście garstki dysydentów i tak nic nie zmienia. Dlaczego jednak Jarosław Kaczyński odepchnął od siebie tak różnych ludzi jak Jerzy Polaczek i Marek Jurek? I jak PiS chce pozyskiwać nowych członków i nowe środowiska?
Zachodzę w głowę, po co Kaczyńskiemu był długi serial pod tytułem: grożenie palcem Ludwikowi Dornowi, Kazimierzowi Ujazdowskiemu i Pawłowi Zalewskiemu, zakończony zresztą usunięciem dwóch wiceprezesów PiS. Trzech polityków nie zrobiło koniec końców nic takiego, żeby z taką determinacją wpierw wykreować ich na awanturników zagrażających jedności partii, a potem demonstracyjnie ukarać.