W kiosku z prasą na warszawskim Powiślu przypadkowy przechodzień stał się świadkiem karczemnej awantury urządzonej przez starszego pana o mylącym, dystyngowanym wyglądzie. Nie licząc się ze słowami, człowiek ów rugał kioskarkę za rozpowszechnianie „faszystowskich szmatławców", jak określał pisma oskarżane w tzw. wiodących mediach o sprzyjanie politycznej opozycji. Kiedy przechodzień, korzystając z przewagi młodości i fizycznej postury, skłonił rozemocjonowanego dziadka do opuszczenia kiosku, ten, zanim wyszedł z soczystą „wiązanką" na ustach, na pożegnanie napluł jeszcze na leżącą na ladzie gazetę (za którą oczywiście nie zapłacił). Wdzięczna za obronę kobieta pożaliła się, że „ten wariat" od dłuższego już czasu terroryzuje ją i inne sprzedawczynie prasy na osiedlu, ilekroć zauważy na ladzie cokolwiek „pisowskiego". A przechodniowi, którego personalia niech pozostaną na razie do wiadomości redakcji, było po prostu wstyd powiedzieć kioskarce, że terroryzujący ją maniak to ceniony niegdyś intelektualista, honorowy prezes jednego ze stowarzyszeń ludzi mediów.