Reklama

Konieczność mordowania?

Wszyscy chyba uważają, że przegra. I nie zastąpi Waldemara Pawlaka na stanowisku szefa PSL.

Publikacja: 16.11.2012 20:27

Piotr Gursztyn

Piotr Gursztyn

Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Rzeczywiście, oceniając szanse Janusza Piechocińskiego na kilkanaście godzin przed kongresem stronnictwa, trudno zauważyć oznaki tego, że pojedynczy poseł, bez szerszego zaplecza, jest w stanie obalić potężnego wicepremiera. Ale cóż, zobaczymy.

Wybory wewnętrzne w PSL mogą być jednak wydarzeniem znaczącym dla całej polskiej polityki. Nawet wtedy gdy Piechociński przegra. Wszystko zależy od proporcji głosów, którą uzyska. Nawet jeśli zagłosuje na niego ledwie ćwierć spośród ponad tysiąca delegatów, to będzie to znaczący sygnał: wśród ludowców ktoś inny może zauważyć, że Pawlak jednak jest do ruszenia. Że drzewo się pochyliło, więc znajdą się nowe kozy, które będą chciały tam wskoczyć.

Jest też jeszcze jeden powód, dla którego kongres PSL może być centralnym punktem polskiej polityki. Piechociński przy pomocy kilku asystentów przeprowadził kampanię, która zaniepokoiła dotychczasowego lidera. Pawlak z racji tego, że jest członkiem rządu, a także będąc pewnym swojej pozycji, lekceważył kontakt z partyjnymi dołami. Pretendent „rozmasowując” frustracje szeregowych działaczy, pokazał, że wewnątrzpartyjna demokracja nie może być tylko sloganem.

A w takich realiach żyjemy. Statuty dwóch największych partii to świstki papieru wykorzystywane tylko do wynajdowania w nich pretekstów, gdy trzeba wykończyć wewnętrzną opozycję. W PO i PiS nie jest dziś możliwa demokratyczna zmiana przywództwa, taka, jaką obserwujemy co jakiś czas w partiach anglosaskich, niemieckich czy francuskich. Czy ktoś wyobraża sobie demokratyczną – zgodną zresztą ze statutem partii – zamianę Donalda Tuska czy Jarosława Kaczyńskiego na kogoś innego? Ktoś, kto realnie się o to pokusi, wkrótce wyleci z partii.

Na usprawiedliwienie obecnych liderów trzeba dodać, że i oni nie mają wyboru. Muszą „mordować” konkurentów, bo sami zostaną „zamordowani” po przegranej. Poza jednym maleńkim PSL polska „kultura” polityczna nie przewiduje tolerowania realnych frakcji w partii, jak również prawa do dalszej egzystencji politycznej dla przegranych liderów.
Niektórzy nazywają to ukrainizacją życia politycznego. Trafna ocena. Zwłaszcza że zaczyna dotyczyć też relacji międzypartyjnych. Puszczane w obieg opinie, że Kaczyński wsadzi do więzienia Tuska, gdy tylko wygra wybory, lub że obecna władza powinna zamknąć „antysystemową” opozycję, są tego przejawami.

Reklama
Reklama

Może przykład Piechocińskiego zachęci co bardziej rozumnych i odpowiedzialnych działaczy PO i PiS do prowadzenia nie tak orientalnej polityki. Chyba że niestety Waldemar Pawlak weźmie przykład z Tuska i Kaczyńskiego.

Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
felietony
Jan Zielonka: Dlaczego silna Europa jest tak słaba?
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama