Kiedy przed trzema laty, na przełomie 2010 i 2011 roku, rozpoczynała się arabska wiosna, traktowano ją jako powiew politycznej świeżości i uznawano za wstęp do wolnościowej emancypacji regionu. Analogie do europejskiej wiosny ludów były dość powszechne i mało było sceptyków, którzy wieścili, że rewolucja, jak większość przewrotów w historii świata, może w dłuższej perspektywie przynieść więcej problemów niż korzyści. Po trzech latach poczucie świeżości przeminęło, liczba ofiar idzie w dziesiątki tysięcy i nawet największym optymistom opadają ręce.