Reklama

Bankier z Leningradu

Siergiej Ignatiew, prezes rosyjskiego banku centralnego. Do Banku Rosji pierwszy raz trafił w 1992 r. Odszedł rok później po konflikcie z ówczesnym szefem. Stery tej instytucji objął w 2002 r.

Publikacja: 20.11.2008 01:35

Siergiej Ignatiew jest postacią tajemniczą. Do dziś nie wiadomo nawet, z kim jest żonaty i czy ma dz

Siergiej Ignatiew jest postacią tajemniczą. Do dziś nie wiadomo nawet, z kim jest żonaty i czy ma dzieci

Foto: PAP/EPA

Jeżeli przyjrzeć się oficjalnej biografii człowieka, który od sześciu lat rządzi ogromnymi pieniędzmi Federacji Rosyjskiej, to nasuwa się skojarzenie z prof. Leszkiem Balcerowiczem. Ignatiew jest o rok młodszy od Balcerowicza. Urodził się w 1948 r. w Leningradzie, ukończył ekonomię na Moskiewskim Uniwersytecie (Balcerowicz – handel zagraniczny na SGPiS). Pracę doktorską Rosjanin obronił w 1978 r., a Balcerowicz w 1975 r.

Obydwaj biegle mówią po angielsku. Ignatiew do upadku ZSRR był wykładowcą na radzieckich uczelniach ekonomicznych w Leningradzie. Jeździł na staże zagraniczne, podobnie jak Balcerowicz, i pewnie był członkiem partii komunistycznej, choć nigdzie nie ma o tym ani słowa.

W 1991 r. wykładowca Ignatiew nagle znalazł się w światłach jupiterów, gdy awansował na Kreml jako wiceminister finansów w rządzie Borysa Jelcyna. Jego polski rówieśnik był w tym czasie ministrem finansów i reformował polską gospodarkę.

Rok później Ignatiew został pierwszym zastępcą prezesa banku centralnego, ale ze swoim szefem Wiktorem Gieraszczenko nie znalazł wspólnego języka i odszedł z banku. Balcerowicz wrócił w tym czasie na uczelnię, ale jego rosyjski kolega już nie opuszczał Kremla. Po kryzysie i zapaści gospodarczej Rosji w 1998 r. przygotował reformę polityki kredytowo-pieniężnej i przekształcał państwowe banki w spółki prawa handlowego notowane na giełdzie.

Balcerowicz został szefem NBP w 2000 r. Ignatiew objął stery w Banku Rosji w 2002 r. Zadbał przede wszystkim o gromadzenie rezerw w złocie i walutach, by nie powtórzyła się sytuacja z 1998 r., gdy państwu zabrakło środków na powstrzymanie gwałtownego spadku kursu rubla. Ignatiew wielokrotnie też podwyższał obowiązkowe rezerwy dla prywatnych banków.

Reklama
Reklama

Rosyjskie media podkreślają, że szef BR nie był nigdy związany z aferą korupcyjną. I tu podobieństwa z Leszkiem Balcerowiczem się kończą.

Ignatiew pozostał w banku na drugą kadencję, a w 2007 r. znalazł się w centrum afery, gdy w zamachu zginął jego pierwszy zastępca Andriej Kozłow.

Aresztowany w tej sprawie Aleksiej Frenkiel, prezes prywatnego VIP Banku, obciążył zarzutami korupcyjnymi wielu podwładnych Ignatiewa. Mieli oni brać łapówki od szefów banków w zamian za włączenie do państwowego systemu ochrony wkładów. W oficjalnym oświadczeniu Ignatiew nie wykluczył, że mogło tak być.

Wypowiedzi prezesa cechuje pragmatyzm makroekonomisty. Według niego inflacja przekroczy w tym roku w Rosji 13 proc., a oprocentowanie kredytów – 20 proc. Zagroził bankowcom karami za lokowanie otrzymanych od rządu depozytów za granicą: „Trudno to nazwać instrumentem rynkowym, ale uważam takie kary za niezbędne w obecnej sytuacji”.

Opinie Ekonomiczne
Adam Roguski: Prognozy tylko dla odważnych
Opinie Ekonomiczne
Marcin Mazurek: Powell się stawia, a to wywraca stolik
Opinie Ekonomiczne
Od gospodarki nadmiaru do gospodarki umiaru
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Limes inferior po polsku. Niepokojące zjawisko na rynku pracy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama