Reklama

Czy potrzebne jest wzmożenie kontroli państwa

Gdy lawinowo padają turystyczne firmy krzaki i głośno zrobiło się o parabankach, opinia publiczna domaga wzmożonej kontroli państwowej

Publikacja: 09.08.2012 01:03

Czy potrzebne jest wzmożenie kontroli państwa

Foto: Fotorzepa, Kar Karol Zienkiewicz

Mało kto już dziś pamięta, że wielki plan reform, którym Michaił Gorbaczow zaskoczył świat pod koniec lat 80., nazywany był GPU. Nie chodziło przy tym o Gosudarstwiennoje Politiczeskoje Uprawlenije, czyli spadkobiercę słynnej Czeka. Był to skrótowiec od słów: jawność, przebudowa, przyśpieszenie (glasnost, pierestrojka, uskorenije).

Wydaje mi się, że w lipcu wkroczyliśmy w podobny okres. Na razie mamy glasnost, czyli powszechne żądanie jawności życia politycznego i gospodarczego. Media prześcigają się w wyliczaniu, ilu krewnych prominentnych polityków oraz ilu podrzędnych polityków partii rządzących zajmuje nikomu niepotrzebne stanowiska administracyjne. A komentatorzy zastanawiają się, czy do naprawy sytuacji potrzebna jest zmiana prawa, czy też wystarczy przestrzeganie istniejących przepisów.

Ten sam dylemat i to samo żądanie jawności zaczyna dotyczyć biznesu prywatnego. Gdy lawinowo padają turystyczne firmy krzaki, widowiskowo bankrutują tanie linie lotnicze i głośno zrobiło się o parabankach, opinia publiczna domaga się ujawniania sytuacji finansowej takich firm oraz wzmożonej kontroli państwowej wspartej systemem zabezpieczeń dla klientów.

Nasilenie tych zjawisk ma wspólną przyczynę. Jest nią pogorszenie sytuacji ekonomicznej. Czasy są ciężkie, 53-letni brat Eugeniusza Kłopotka łatwo pracy by nie znalazł. A tak udało się go upchnąć w państwowej spółce, gdzie łącząc pracę z nauką zdał maturę i wyszedł na ludzi.

Ciężko jest także firmom, które dysponując niewielkim kapitałem, postawiły na niskie ceny swoich produktów. Mały zysk jednostkowy wymaga dużego obrotu. Dopóki trwa dobra koniunktura, interes jakoś się kręci. Kiedy jednak popyt przygasa, okazuje się, że pieniędzy w kasie nie ma i piramida finansowa nie chce dalej wznosić się pod niebiosa.

Reklama
Reklama

W takiej sytuacji żądania wzmożonej kontroli i zabezpieczeń są słuszne, podobnie jak postulat wypalenia nepotyzmu politycznego rozżarzonym żelazem. Warto jednak zwrócić uwagę i na drugą stronę medalu.

Wprowadzenie dodatkowych regulacji powiększyłoby koszty jednostkowe, czyli ceny zaczęłyby iść w górę. Musielibyśmy się pożegnać z tanimi, choć ryzykownymi lotami, wycieczkami, atrakcyjnie wyglądającymi lokatami, czy pożyczkami wypłacanymi od ręki. Wyeliminowanie owych małych (nie zawsze nieuczciwych) graczy umocniłoby na rynku oligopolistyczną pozycję wielkich firm. A te chętnie skorzystałyby z takiej okazji.

Zapewne w czasie złej koniunktury nikt drobiazgowo nie będzie wyważał owych racji. Jak uczy historia, podczas kryzysów pokusa wzmacniania

regulacji jest bardzo silna. Pewnie dojdzie więc do przebudowy. Czy doprowadzi ona do przyśpieszenia? Wątpię. Z tym bowiem najtrudniej. Skoro już odwołuję się do historii, przypomnę: Gorbaczowowi też się nie udało.

Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy prezydent znokautuje aktywnego rolnika?
Opinie Ekonomiczne
Transformacja dwóch prędkości zamiast transformacji sprawiedliwej
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: UE bierze się w garść. Koniec z biurokracyjnym koszmarem?
Opinie Ekonomiczne
Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama