Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego Polacy coraz częściej korzystają z prawa do bycia zapomnianym w internecie?
- Jaki wpływ ma dezinformacja i szkodliwe treści na rosnącą liczbę wniosków o usunięcie danych?
- Dlaczego zgłoszenia w ramach prawa do bycia zapomnianym dotyczą w szczególności mediów społecznościowych?
- Co zadecydowało o zawetowaniu ustawy wdrażającej unijny akt o usługach cyfrowych przez prezydenta Nawrockiego?
Aż o trzy czwarte wzrosła w ciągu ostatniego roku liczba wniosków płynących z Polski do koncernu Google o usunięcie danych. Z jednej strony to zjawisko pozytywne. Świadczy o rosnącej świadomości Polaków w kwestii zarządzania naszym cyfrowym śladem. Ale jest też druga strona medalu – bardziej niepokojąca.
Na czym polega prawo do bycia zapomnianym
Prawo do bycia zapomnianym to unijny przepis, umożliwiający żądanie od wyszukiwarek takich jak Google usunięcia danych osobowych, jeżeli są one nieprawdziwe, nieaktualne lub przetwarzane bez wystarczającej podstawy prawnej.
Rosnąca lawinowo liczba takich wniosków to nie tylko efekt coraz większej świadomości Polaków, ale również przybierającej na sile fali dezinformacji oraz szkodliwych treści. Często uderzających w konkretne osoby, firmy czy instytucje.
Czytaj więcej:
Deepfake zaciera granicę pomiędzy prawdą a fałszem w świecie cyfrowym. Era AI, choć dynamiczna i fascynująca, wymaga od użytkowników większej czujn...
Pro
Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że większość żądań dotyczy usuwania nieprawdziwych treści z mediów społecznościowych, takich jak Facebook. Znaczący odsetek zgłoszeń dotyczy osób małoletnich. O tym nadal mówi się za mało. Nękanie, pomówienia i cyfrowe zniekształcanie rzeczywistości mają destrukcyjny wpływ na psychikę nastolatków. W skrajnych przypadkach prowadzą do samobójstw.
W statystykach dotyczących prawa do bycia zapomnianym widać też rosnącą aktywność przedsiębiorców. Nic dziwnego. Dla firmy nawet jeden nieprawdziwy materiał w sieci może oznaczać wizerunkowy kryzys, a w skrajnym przypadku doprowadzić do bankructwa. Owszem, można próbować przeczekać i postawić na wieloletnią walkę sądową. Ale chyba każdy, kto zna choć trochę polski system sądowy, wie, jak długo trwają takie sprawy, jak są wyniszczające i kosztowne. Unijne prawo daje możliwość szybszego rozprawienia się z nieprawdziwymi informacjami. Nie wymaga wieloletniej batalii sądowej i drogich prawników. Wystarczy wypełnić krótki formularz, dostępny na stronie Google'a.
Dlaczego pPrezydent Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą DSA
Słowa mają moc. Mogą budować, ale też niszczyć. Jeśli mamy do czynienia z dezinformacją, hejtem, nieprawdziwymi informacjami – nie umywajmy rąk. Działajmy. To trudniejsze od narzekania i teoretyzowania. Wymaga odwagi, czasu, konsekwencji i zaangażowania. Trafnie ujął to Morfeusz w filmie „Matrix”: istnieje różnica między znajomością drogi a podążaniem nią.
Szkoda, że dobrowolnie zrzekamy się narzędzi, które mogłyby nam w podążaniu tą drogą pomóc. Najwyraźniej odpowiedzialność za słowo nie znajduje się na liście priorytetów prezydenta Nawrockiego. Niedawno zawetował ustawę, która miała dostosować polskie prawo do unijnego aktu o usługach cyfrowych.
Czytaj więcej
Wetując przepisy ułatwiające walkę z nielegalnymi treściami w sieci, prezydent naraził się na kpiny internautów. A ci, w ramach protestu, publikują...
Ustawa byłaby realnym wsparciem w walce z hejtem, dziecięcą pornografią oraz innymi nielegalnymi treściami. Byłaby też rozsądnym kompromisem pomiędzy wolnością słowa a zapewnieniem bezpieczeństwa w internecie. Niestety, mechanizmy wspierające prywatność i ochronę małoletnich przegrały w konfrontacji z presją prawicowego środowiska politycznego.