Rząd Niemiec obudził się z ręką w nocniku po tym, jak Gazprom zerwał umowę na dostawy gazu. Wtedy dopiero w Berlinie pojęto, że niemiecka gospodarka – największa w Europie – nie dysponuje infrastrukturą pozwalającą na dostawy surowca inną drogą aniżeli rosyjskim rurociągiem.
Mądry Niemiec po szkodzie w pół roku zbudował pierwszy w historii terminal LNG, którego poprzednia kanclerz Angela Merkel bała się jak ognia. Wychowana w socjalistycznej dyktaturze NRD Merkel tak bardzo uwierzyła w ucywilizowanie niedawnego capo di tutti capi socjalistycznego obozu, że przez 13 lat swoich rządów blokowała każdą inicjatywę, zarzucając budowę terminali LNG.
W tym czasie takie terminale powstały w Holandii, Skandynawii, Wielkiej Brytanii, Francji, a nawet na Litwie i w Polsce. Niemcy natomiast coraz silniej oplatały rosyjskie rury. Najpierw Nord Stream, z którego gaz Kreml łaskawie dostarczał naiwnej Merkel po bardzo korzystnej cenie. Dużo niższej od tej, którą musiały płacić niegrzeczne wobec Moskwy Polska i Litwa. Ale ta niska cena także miała swoją cenę. Niemcy stopniowo traciły energetyczną niezależność, czemu pomogła kolejna decyzja Merkel – zamknięcie wszystkich niemieckich elektrowni jądrowych. Niemcy stawiali wiatraki, ciesząc się jak dzieci, że stają się europejskim liderem zielonej energii. A Putin cieszył się, że plan uzależnienia Unii od rosyjskich surowców się materializuje. Było tak fajnie, że Berlin gładko wszedł w kolejną rosyjską rurę – Nord Stream 2.
Czytaj więcej
Po pół roku od decyzji Berlina, Niemcy mają pierwszy terminal LNG, umożliwiający import gazu z wielu krajów. Podczas 13 lat rządów Angeli Merkel ni...
Po inwazji na Ukrainę i gazowym szantażu Gazpromu klapki opadły wreszcie z oczu władzom w wielu unijnych krajach, ale najbardziej w Niemczech. Błyskawicznie znalazły się pieniądze na cztery terminale gazowe i po pół roku jeden już zakotwiczył nad Morzem Północnym. W 2023 r. dojdą trzy, co powinno zastąpić rosyjski gaz surowcem skroplonym, kupowanym na wolnym rynku.
Co ciekawe, niemieckie społeczeństwo wykazało się dużo większą świadomością aniżeli władze. W badaniach opinii publicznej Niemcy przyznali, że wolność energetyczna, ukaranie Rosji za zbrodnie wojenne i wsparcie walczącej Ukrainy mają swoją cenę, którą gotowi są zapłacić. A ci z Niemców, którzy się z tym nie zgadzają i nie lubią marznąć, wyprowadzają się na zimę do bratniego Kaliningradu. Tam jest i cieplej, i taniej, i przyjemniej. Jak zawsze w Rosji.