Reklama

Krzysztof Adam Kowalczyk: Wstyd lecieć samolotem?

Powrót transeuropejskich pociągów się uda, jeśli będą punktualne, wygodne i konkurencyjne cenowo wobec lotów. Tylko tyle i aż tyle.
Krzysztof Adam Kowalczyk: Wstyd lecieć samolotem?

Foto: Fotorzepa, Marta Bogacz

Bez fascynacji koleją i pociągami pokonującymi tysiące kilometrów przez kolejne granice Europy nie byłoby ani „Morderstwa w Orient Expressie" Agathy Christie, ani wielu innych książek czy filmów. Gdy konkurencja tanich lotów znokautowała takie połączenia, zniknęła fascynująca pisarzy i filmowców sceneria. No bo jak tu zarysować fabułę, gdy bohaterowe tkwią przez godzinę czy trzy wciśnięci w ciasne fotele lowcosta?

Kolej jednak wróci. I to wcale nie dlatego, że Covid zadaje śmiertelne ciosy wielu liniom lotniczym. Europa coraz skrupulatniej liczy emisję CO2 nie tylko przy produkcji energii, ale też w transporcie. W Skandynawii pojawił się nawet „flygskam", wstyd z powodu latania zostawiającego gigantyczny ślad węglowy. Do łask wracają pociągi, i to nie tylko te, które są szybką alternatywą dla lotów do 1000 km. Coraz więcej kolei uruchamia znacznie dłuższe połączenia nocne – z wagonami sypialnymi.

Czytaj także: Polska kolej chce wjechać na unijne tory

Właśnie taki pociąg ma jeździć między Warszawą a Brukselą. Na pewno z niego kiedyś skorzystam. Jestem fanem kolei i np. do Krakowa, Katowic, Wrocławia czy Poznania nigdy nie jeżdżę autem. Dalsze podróże pociągiem też mi niestraszne, choć tu bywa różnie. Bywają udane wyjazdy, jak choćby nocnym z Warszawy do Wiednia. Czasami jednak spotyka mnie rozczarowanie, gdy np. podstawiony upalnym latem skład do Pragi nie ma klimatyzacji i już w Katowicach łapie dwie godziny spóźnienia.

Czytaj także: Nocne ekspresy będą konkurencją dla samolotów

Reklama
Reklama

Bez wygody i punktualności kolej z samolotem nie wygra. Jest jeszcze trzeci warunek: cena. Kiedyś uparłem się pojechać nocnym pociągiem do Lwowa, via Kraków. Sympatyczna pani w kasie międzynarodowej się zdziwiła, bo nikt jej od dawna o to połączenie nie pytał. Szybko okazało się dlaczego: cena była znacznie wyższa niż biletu lotniczego. I to normalnego, bez żadnych zniżek i promocji. Wybrałem samolot.

Na razie plany kolejnych podróży trzeba odłożyć. Intuicja podpowiada mi jednak, że gdy już pandemia się skończy, propozycje cenowe w rywalizacji kolei z samolotem mogą być już inne. Zaraza przerzedzi szeregi linii lotniczych, a te, które przetrwają, będą odrabiały straty i nie będą już tak skore jak niegdyś do agresywnej polityki cenowej. Kolej – także polska – ma więc swoją szansę. Ale czy ją wykorzysta? Sam wstyd z powodu latania nie wystarczy.

Opinie Ekonomiczne
Gdy wybuchł kryzys na Bliskim Wschodzie UE zajmowała się Industrial Accelerator Act
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Iran, LNG i polska transformacja energetyczna – czego uczy nas nowy kryzys?
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Kredyty na zbrojenia to inwestycje!
Opinie Ekonomiczne
Jak wojna Trumpa zahamowała wypas w Cannes
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama