Eeee, wymyślmy coś nowego. A może tak aktualne problemy na daną literę? Na przykład na literę „P”.

Przede wszystkim POGODA. Znowu mamy nieprzyjemną letnią pogodę, fale nieznośnych upałów przeplatane burzami i nawałnicami. Nawet meteorologicznemu ignorantowi trudno nie dostrzec, że zmiany klimatu naprawdę mają miejsce, przy czym ich efektem nie jest jakiś zauważalny, skokowy wzrost temperatury (w ciągu minionego wieku temperatura powierzchni Ziemi wzrosła raptem o 1 st. C, a w Europie o 2 st.), ale wyraźne zakłócenie typowego przebiegu zjawisk pogodowych. Po europejskiej fali upałów szykuje się chyba kolejny najgorętszy rok w historii.

U nas z kolei doszło do biologicznej katastrofy w Odrze. Rząd szuka sprawcy zatrucia (Tusk?), ale niewykluczone, że istnieje zupełnie inne wytłumaczenie katastrofy: rekordowo niski poziom wody w rzece, który spowodował, że rybom zabrakło tlenu. A to już może być po prostu efekt zmian klimatycznych, w które nie wierzą ani nasi ministrowie, ani nasi górnicy.

Skoro już o górnikach mowa, to następny gorący temat tego lata to PALIWA, a głównie węgiel. Skutkiem wojny wywołanej przez PUTINA (kolejne letnie „P”, ale nie poświęcajmy mu w tym felietonie wiele uwagi), ceny paliw, a zwłaszcza węgla, szaleją. Nasze kopalnie skrzętnie wykorzystały to zjawisko, żeby wyeksportować węgiel za granicę i natychmiast podnieść płace (o 18 proc., większe podwyżki dali chyba tylko sobie posłowie i rząd). Niestety, to dołożyło się do braków węgla w kraju, a jego cena poszybowała pod niebiosa. Rząd zastosował natychmiast jedyną znaną sobie metodę działania, czyli wypłacił zasiłek „węgiel+” (zastrzegając, że pieniądze można wydać na wszystko, co zapewne oznacza, że nie jest pewny, czy da się za nie kupić węgiel). I właśnie w ten sposób w środku sierpnia tematem dnia stało się ogrzewanie.

No i do tego PODRÓŻE… zatkane lotniska, odwołane i opóźnione loty, rosnące ceny biletów, drogie paliwo do aut (choć dzięki reklamom wiemy, że w Polsce są wręcz śmiesznie tanie, a Orlen dokłada do interesu).

Świat ruszył radośnie na pierwsze wakacje po PANDEMII (o której nie wiemy, czy się skończyła)… i zaraz okazało się, że nic nie chce być takie samo jak poprzednio. Kto wie, może powinniśmy po trochu przyzwyczajać się do myśli, że podróżowanie wcale nie będzie już tak tanie i wygodne, jak w przeszłości.

No właśnie, tanie… a więc pada pytanie o PIENIĄDZE, których może nam w przyszłe wakacje zabraknąć. Wcale nie jest powiedziane, że inflacja znacząco wyhamuje, a stopy już wiele nie wzrosną (jak twierdził spacerujący po sopockim molo PREZES). A co gorsza, wzrostowi cen może towarzyszyć osłabienie złotego. Oczywiście spowoduje to najpierw wzrost cen wakacji za granicą, ale bez obaw! Krajowe ceny natychmiast też pójdą w górę.

No i mamy sierpień, który powinien upływać na radosnym taplaniu się w wodzie i grze w państwa-miasta, a zamiast tego skłania do poważnych rozważań. I to nawet jeśli ograniczymy je do zaczynających się na literę „P”. Jak POLITYKA, o której chciałoby się zapomnieć.