A było to tak. Był już środek dnia i słońce mocno dopiekało zakutym w zbroje Krzyżakom. „Jak by zmusić Polaków do bitwy?” – zastanawiał się Wielki Mistrz. „My tu nową Rzeszę chcemy budować, prawo własne Polsce narzucić, pieniędzmi kusimy, wojsko w pole wyprowadziliśmy, a oni tylko w lesie siedzą i nic nie robią… Wiem! Wyślę im heroldów z dwoma mieczami!”.

W tym samym czasie nasz mężny król nie tracił czasu, tylko wraz z garścią towarzyszy słuchał kolejnej mszy. „I król tak może spokojnie mszy słuchać? – dziwili się polscy rycerze – Wróg gotów do bitwy, w obozie ceny żywności szaleją, w kasie królewskiej brakuje dukatów, ciągle grozi zaraza, a my nic?”. Ale nasz wódz tylko wzruszył ramionami i poprosił zakonnika o kolejną mszę.

Wtem od strony krzyżackiej nadjechali dwaj rycerze, ładnie się królowi ukłonili i mówią: „Wielki Mistrz przysyła wam te oto dwa miecze, żebyście do bitwy stanąć chcieli. A jeśli wam też gotóweczki brakuje, to w dalekiej Brukseli 40 miliardów dukatów tylko leży i czeka, żebyście je wzięli… bylebyście coś z tym waszym trybunałem zrobili”. „Ha, ha!” – zaśmiał się nasz król i niezbyt dyplomatycznie pokazał wrogom figę. „Miecze owszem, przyjmiemy, ale wcale nie są nam potrzebne. Wasze dukaty zresztą też nie”. „Jak to?” – zdziwili się Krzyżacy – „To jak chcecie walczyć bez mieczy?”.

Król uśmiechnął się łaskawie, skinął zachęcająco ręką i zaprowadził ich do polskiego obozu. „O, proszę. Mieczy wprawdzie nie mamy, ale jest za to cały arsenał tarcz. Tarcz ci u nas dostatek. Tu tarcza antyinflacyjna, tu antyputinowska, tu antyodsetkowa, tu antykryzysowa. I to nie jedna, ale na każdą okazję co najmniej kilka: tarcza 2.0, 3.0, 4.0 i tak dalej. ”

„No a dukaty? Dukaty?” – dopytali się przerażeni posłowie Wielkiego Mistrza. „A na co nam wasze dukaty” – roześmiał się król. – „Nasz skarbnik obiecał, że tyle dukatów, ile tylko trzeba, sam wydrukuje. Więc nas na wszystko stać, nie to co was, niemieckie sknery”. Jak Krzyżacy to zobaczyli, to jak niepyszni odjechali, a nasze rycerstwo z Bogurodzicą na ustach odmaszerowało do rodzinnych grodów.

Tyle Długosz. Z perspektywy ekonomisty muszę jednak dodać, że chyba jednak krzyżaccy posłowie mieli trochę racji. Kolejne „tarcze” łagodzą nieco ból wywołany kryzysem i inflacją, ale nie usuwają jego przyczyn. Coraz bardziej realne staje się ryzyko, że w drugiej połowie roku bank centralny utraci kontrolę nad inflacją, a Polska ześlizgnie się w stronę wieloletniej stagflacji. Można tego jeszcze uniknąć, jednak warunkiem jest spójna strategia gospodarcza rządu i NBP: zacieśnieniu polityki pieniężnej musi towarzyszyć program stabilizacji finansów publicznych, nawet jeśli w tym roku musimy liczyć się z potężnym deficytem. Mówiąc krótko, z inflacją trzeba walczyć mieczem, a nie tarczą, a odwlekanie decyzji tylko zwiększa koszty tej walki. Czekające na wzięcie miliardy z Funduszu Odbudowy są dziś potrzebne bardziej niż kiedykolwiek: umożliwiłyby zwiększenie inwestycji i jednocześnie, wzmacniając kurs złotego, osłabiałyby inflację. Może więc jednak warto posłuchać heroldów?

PS Nieco poważniejszym tonem pisałem na ten sam temat w tekście „Chocholi taniec polityki gospodarczej” („Rzeczpospolita”, 4 maja 2022).