Wiele się musi zmienić, aby wszystko pozostało po staremu – kpił Giuseppe Tomasi di Lampedusa w swojej jedynej znanej książce „Lampart". Opisywał w niej pozorne zmiany, które dokonywały się w latach 60. XIX wieku w jednoczących się państewkach włoskich. Jego słowa przypomniałem sobie w trakcie jednej z ostatnich konferencji premiera i ministra zdrowia, dotyczących pandemii.

Za kilkanaście dni miną dokładnie dwa lata, gdy pacjent zero, jadąc autobusem z Niemiec do Polski, przywiózł koronawirusa. Od tego dnia przeżyliśmy już niemal wszystko. Sytuacja zmieniała się, jak w kiepskiej brazylijskiej telenoweli. Zamykano kraj. Otwierano. To znów zamykano. Po drodze nawet zakazano wchodzenia do lasów. Premier i minister straszyli koronawirusem. Słyszeliśmy także, że już wygraliśmy z nim walkę. A on sam miał być w odwrocie. Przełomem miała stać się szczepionka, czekaliśmy na nią jak na pierwszą gwiazdkę w Wigilię. Bo ona powinna nie tylko chronić przed zakażeniem, ale także pomóc osiągnąć tzw. odporność populacyjną nas wszystkich.

Szczepionka jednak sama z siebie cudów nie zdziałała. Potrzebny jest jeszcze kompleksowy i skuteczny plan działania. Rada Przedsiębiorczości domagała się go wiele razy. Bez efektu. Chodzi o takie rozwiązania prawne, które m.in. pozwolą przedsiębiorcy sprawdzić certyfikat pracownika i jeśli nie będzie on zaszczepiony, tak zorganizować pracę, aby ograniczyć konsekwencje rozprzestrzeniania się wirusa. W sytuacjach kryzysowych przedsiębiorcy muszą szczególnie sprawnie zarządzać ryzykiem. W tym chronić zdrowie pracowników i klientów, by prowadzić efektywną działalność biznesową.

Jest to jasne w większości cywilizowanych państw. Wprowadziły one już przepisy uzależniające dostęp do określonych obiektów od obowiązku zaszczepienia się, negatywnego wyniku testu czy posiadania statusu tzw. ozdrowieńca. Ostatnio także na Węgrzech rząd ogłosił, że pracodawcy będą mieli prawo wymagania od swoich pracowników zaszczepienia się przeciwko Covid-19. A wcześniej premier Orbán zapewniał, że obowiązkowe szczepienia nie przyniosą korzyści kochającym wolność Węgrom.

U nas tymczasem wszystko na odwrót. Kilka dni temu rozpadła się niemal cała Rada Medyczna, która doradzała premierowi w sprawie walki z koronawirusem. Wybitni lekarze odeszli, bo nikt ich nie słuchał. „Wiadomo, że głównym punktem sporu są szczepienia i weryfikacje paszportu covidowego. Przykre, popieram radę. Boleję nad tym, że wielu fachowców zrezygnowało z udziału w tej radzie" – powiedział Bogdan Piecha, lekarz i poseł PiS. Ujawnił też, że PiS stał się zakładnikiem środowisk antyszczepionkowych. W obawie przed nimi i utratą poparcia rząd nie wprowadza ograniczeń. Od ich „widzimisię" zależy nasze życie i przyszłość naszych firm. Jest to garstka, która trzyma w szachu cały kraj. Staliśmy się zakładnikami ludzi, delikatnie określanych przez młodzież „szurami".

Wśród wielu nagród, które w ostatnich latach odbiera polski premier, jedna z nich – z 2018 roku – miała następujące uzasadnienie. Za to, że „oddał należne miejsce przedsiębiorcom, bez których rozwój Polski nie jest możliwy". Od tego czasu wiele się zmieniło...