Dwóch finansistów i jeden weterynarz

Jarosław Augustyniak, Maurycy Kühn i Krzysztof Spyra. Podejmą się każdego zadania. I mają na tym polu już całkiem spore sukcesy

Publikacja: 13.12.2007 23:44

Dwóch finansistów i jeden weterynarz

Foto: Rzeczpospolita

Wyglądali jak uczniowie ostatniej klasy liceum – wspomina Aleksander Lesz spotkanie z Jarosławem Augustyniakiem, Maurycym Kühnem. – Byłem zaskoczony ich wiedzą i pasją. Softbank – firma, którą Lesz kierował i był jej głównym akcjonariuszem – siedem lat temu zaufała początkującym biznesmenom (obok Augustyniaka i Kühna byli jeszcze Adam Niewiński i Tomasz Marszałł), którzy przyszli z nowatorskim projektem Expandera, portalu doradztwa finansowego.

Gdy większość ich rówieśników rozwijała karierę w korporacjach, oni rzucili dobrze płatne posady, a w zamian dostali niewielkie udziały w nowej spółce.

– Zacząłem zarabiać 85 – 90 proc. mniej, ale wiedziałem, że mogę coś zrobić – wspomina swoją decyzję Maurycy Kühn, który w 2000 r. zastanawiał się, czy wrócić do USA, gdzie spędził kilka ostatnich lat i skąd dostał ciekawe oferty pracy. Skłonność do ryzyka jednak wygrała.Napierw był Expander...

Kühn i Augustyniak poznali się przy tworzeniu Expandera. Siedem lat temu zajęli jeden pokój – tak jest do dziś – i od tego czasu tworzą „małżeństwo” biznesowe.

– Rano wchodzę do sali konferencyjnej z gośćmi i się okazuje, że pod ścianą śpi Maurycy. Pracował do późna i zasnął – wspomina Rita Schultz, redaktor naczelna „Home & Market”, która w Expanderze była dyrektorem ds. współpracy z instytucjami.

Maciej Kossowski, też związany wcześniej z Expanderem, obecnie prezes Wealth Solutions, twierdzi, że Kühn i Augustyniak ciągle byli w firmie i nakręcali atmosferę. – Mają cechy liderów – mówi.Początki nie były łatwe. Portal doradczy okazał się niewypałem. Musieli zmienić strategię. Budowanie sieci naziemnych placówek oferujących pośrednictwo finansowe okazało się dobrym pomysłem, ale problemy się nie skończyły. Softbank nie chciał dłużej finansować pośrednika, zwłaszcza że miał problemy z płynnością.

– Żyliśmy z kart kredytowych, by pracownikom zapewnić pensje – opowiada Kühn. Augustyniak najgorzej wspomina kilkumiesięczne szukanie inwestora. – Długo nie mogliśmy sprzedać Expandera. Nikt nie chciał go kupić – mówi. Moment nie był najlepszy, nie dochodziło do fuzji i przejęć. Ostatecznie w 2003 r. za kilka milionów złotych 100 proc. pośrednika trafiło do koncernu GE (za kilkaset mln zł sprzedaje 60 procent akcji funduszowi Innova Capital). Augustyniak i Kühn, mimo że otrzymali kuszące propozycje, nie wyobrażali sobie jednak pracy dla koncernu.

– Broniliśmy się przed korporacją – mówi Maurycy Kühn. Tym bardziej że w ich głowach już rodził się kolejny pomysł na biznes. Do nowego pomysłu zaprosili Krzysztofa Spyrę, kolegę Augustyniaka ze studiów na SGH. Znów jednak potrzebowali kapitału. I znów szybko go znaleźli. Tym razem inwestorem został Leszek Czarnecki. Jeden z najbogatszych Polaków dał trójce wspólników pieniądze na rozwój kolejnego pośrednika – Open Finance. – Mieli dobry pomysł i doświadczenie. Nie obiecywali nic na wyrost – mówi Piotr Stępniak, prezes Getin Holding, spółki, której większościowym akcjonariuszem jest Czarnecki.

Open Finance to był jak się wkrótce okazało pierwszy krok. Kolejnym była budowa Noble Banku powstałego na licencji Wschodniego Banku Cukrownictwa, kupionego przez Czarneckiego.Augustyniak, Kühn i Spyra stoją dziś na czele dynamicznie rozwijającej się grupy Noble Bank (część Getin Holding). W jej skład wchodzi jeszcze Noble Funds TFI. Dla Kühna sukcesem był tegoroczny debiut Noble Banku na giełdzie. Jego twórcy dostali po 4 proc. jego akcji.

Jarosław Augustyniak po studiach dostał pracę w firmie audytorskiej KPMG w Niemczech. Później był Siemens Finance, gdzie w tworzącej się spółce został wiceprezesem i dyrektorem finansowym.

– Byłem wówczas młodym człowiekiem, ale znałem niemiecki i angielski. Miałem doświadczenie z KPMG, robiłem doktorat na prestiżowym uniwersytecie w Sankt Gallen. I to wystarczyło – wspomina 35-letni Augustyniak. Później był już Expander.

Jak mówią współpracownicy zarządza poprzez excela. Zdaniem Rity Schult zwykle zachowuje spokój, jest konkretny i szybko podejmuje decyzje.O rok od niego młodszy Krzysztof Spyra ma najdłuższe z trójki doświadczenie w pracy w korporacji. Początkowo sądził, że zostanie architektem, ale po obejrzeniu w liceum serialu „Capital City”, którego akcja toczyła się w londyńskim City, zdecydował się na studia w SGH. Od razu zaplanował co będzie robić, gdy je skończy – pracować w banku inwestycyjnym. – Nic innego mnie nie interesowało – mówi. Po krótkich doświadczeniach z bankiem inwestycyjnym JP Morgan i KPMG w Polsce trafił do banku Merrill Lynch – najpierw w Nowym Jorku, potem w Londynie, gdzie spędził sześć lat. – To było wymarzone życie po SGH. Ale skoczyłem na bungee – komentuje Spyra decyzję o budowaniu z kolegami biznesu. – Gdybym nie wierzył w Open Finance, nie zdecydowałbym się na to. Byliśmy tak nakręceni, że aż kipiało. I udało się. Korporacja to moloch decyzyjny, a tutaj naciskasz na gaz lub hamulec i firma od razu reaguje.Doświadczenie wyniesione z dużego banku inwestycyjnego procentuje. Zna środowisko i mechanizmy bankowości inwestycyjnej.

– Osoby, które nie znają go dobrze, nie podejrzewają, że ma duże poczucie humoru – twierdzi Stępniak.

Maurycy Kühn. Najstarszy z trójki – 44 lata. Jeździł konno, co skierowało go na weterynarię – ukończył ją na SGGW.

W trakcie studiów zaczął wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych – przez siedem lat pracował jako weterynarz. Do dziś ma licencję na wykonywanie zawodu. Obecnie jednak swoją wiedzę wykorzystuje głównie do udzielania porad przyjaciołom, którzy mają zwierzęta.

– Dużo pracowałem, często na dwóch, trzech posadach. Wypaliłem się jako weterynarz – wspomina Kühn.

Wkrótce jego pasją stał się rynek kapitałowy. – Zacząłem inwestować pieniądze własne i znajomych – opowiada.

To skłoniło go do ukończenia w USA studiów MBA. Trzy lata pracował w korporacjach. Najpierw w Morgan Stanley, potem w Boston Consulting Group. Dziś wie, czego nie dała mu weterynaria, a co dał najpierw Expander, potem Open Finance i Noble Bank.

– Pewnie 1,5 tys. osób przewinęło się przez nasze biznesy. Mieliśmy jakiś wpływ na zawodową część ich życia. Tego weterynaria nie daje, jeśli się lubi ludzi – mówi Maurycy Kühn.

Pewnie dlatego najbardziej zabolało go, gdy część osób odmówiła pracy, kiedy tworzyli Open Finance.

Wizjoner z inteligencją, a z drugiej strony... choleryk. To z nim dochodziło do największej liczby konfliktów.

– Maurycy jest niecierpliwy – mówi Stępniak. – Ma pomysł i od zaraz chce go wdrożyć. Kühn przyznaje, że jest wybuchowy. Ale zapewnia, że chce być zawsze fair.

Pracownicy Expandera, chcąc wprawić go w dobry nastrój, kupowali słodycze, za którymi przepadał.

– Jak rozmawiał przez telefon, to chodził po firmie. Był tak zaangażowany, że śmieliśmy się, że gdyby mu przystawić schodki do okna, zapewne nie zauważyłby i przez nie wypadł – opowiada Michał Kulka, który pracował w Expanderze, a obecnie jest dyrektorem marketingu w grono. net.

Każdy z członków zarządu Noble Banku to jednak przedsiębiorca. – Działam w finansach, ale to przypadek. Równie dobrze mógłbym robić korki do octu – kwituje Kühn.

Najwięcej frajdy sprawia im jednak zakładanie firm od nowa. – To puste pole. Wprowadzamy zupełnie nowy model i sprawdzamy, czy odniesie sukces. Jeśli wychodzi pomysł, a wszyscy mówili, że to niemożliwe, to... – zawiesza Augustyniak.

Zawód doradcy finansowego to zasługa Expandera, a potem Open Finance. Twórcy tych firm przypisują sobie też wprowadzenie kredytu konsolidacyjnego oraz tzw. zgrzewek – połączenie spłacania kredytu na mieszkanie z oszczędzaniem np. w funduszach inwestycyjnych. Są przekonani, że mieli spory wpływ na popularyzację kredytów hipotecznych.Ale tworzenie biznesu ma też i ciemne strony.

– Idę do kina, oglądam film i po 20 minutach łapię się na tym, że nie wiem, o co w ogóle chodzi, bo myślami jestem przy firmie – mówi Augustyniak, ale podobnie jak jego wspólnicy nie ukrywa dumy z osiągnięć.Konkurencja zarzuca im, że koncentracja na biznesowych wyzwaniach doprowadziła ich do tego, że nie myślą o klientach.

– Polacy rzucili się na mieszkania. Mieliśmy trzy oddziały w Warszawie. Klienci stali w kolejkach, a doradcy nie mogli im poświęcić tyle czasu, ile potrzeba. Dlatego mieliśmy dołek w jakości. To już poprawiliśmy. Mamy już 11 placówek w stolicy. Zbudowaliśmy sieć lotnych sprzedawców. Wprowadziliśmy też rygorystyczne procedury kontroli, czy klient jest zadowolony – tłumaczy Augustyniak.

Nadal najbardziej nie lubią słowa niemożliwe. Są przekonani, że w trudnych warunkach sobie poradzą. Dlaczego? Bo – ich zdaniem – są lepsi. – Przedsiębiorcy, którzy odnieśli sukces rzadko charakteryzują się dużą skromnością – kończy Augustyniak.

Idę do kina, oglądam film i po 20 minutach łapię się na tym, że nie wiem, o co w ogóle chodzi, bo myślami jestem przy firmie – mówi Jarosław Augustyniak

Wyglądali jak uczniowie ostatniej klasy liceum – wspomina Aleksander Lesz spotkanie z Jarosławem Augustyniakiem, Maurycym Kühnem. – Byłem zaskoczony ich wiedzą i pasją. Softbank – firma, którą Lesz kierował i był jej głównym akcjonariuszem – siedem lat temu zaufała początkującym biznesmenom (obok Augustyniaka i Kühna byli jeszcze Adam Niewiński i Tomasz Marszałł), którzy przyszli z nowatorskim projektem Expandera, portalu doradztwa finansowego.

Gdy większość ich rówieśników rozwijała karierę w korporacjach, oni rzucili dobrze płatne posady, a w zamian dostali niewielkie udziały w nowej spółce.

Pozostało 93% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację
Materiał Promocyjny
Nowe narzędzia to nowe możliwości