Świat nazwał już politykę, jaką prowadzili, władcy Libii, Egiptu i Tunezji mianem kleptokracji.

Według bardzo wstępnych szacunków najbogatszy w tej grupie jest Muammar Kaddafi, który przy wsparciu dziewięciorga dzieci był w stanie zgromadzić przynajmniej 151 mld dol.

Drugie miejsce przypada byłemu prezydentowi Tunezji Zine el Abidine Ben Alemu i najbliższej rodzinie jego żony – Leili Trabelsi Ben Ali. Tutaj ekonomiści ostrożnie szacują przynajmniej 100 mld dol.

„Najbiedniejszy" z tej trójki jest Hosni Mubarak. Prawdopodobnie dlatego, że miał tylko dwóch synów, z których tylko jeden, Alaa, miał naprawdę głowę do biznesu. Majątek jego i żony Suzanne szacowany jest na ok. 70 mld dol.

Dla porównania majątki czołowych postaci w rankingach agencji informacyjnych czy amerykańskich magazynów – Meksykanina Carlosa Slima (potentat telekomunikacyjny) i Amerykanina Billa Gatesa (twórca Microsoftu) szacowane są odpowiednio na ok. 70 mld dol. i ok. 54 mld dol.

Każdy z trzech arabskich przywódców gromadził majątek przez całe dziesiątki lat w krajach, w których zwykli mieszkańcy żyją – delikatnie mówiąc – skromnie. Grabiąc, uciekali się często do przestępstw, z których korupcja była najłagodniejszą metodą zdobywania kolejnych milionów.

Wszyscy trzej i ich najbliższe otoczenie byliby jeszcze bogatsi, gdyby nie to, że prowadzili bardzo rozrzutny tryb życia, a wnętrza ich domów i listy wydatków nadają się do napisania współczesnej wersji „Baśni z tysiąca i jednej nocy".

Liczenie majątków kleptokratów jeszcze trwa w Tunezji i Egipcie. Być może tę szokującą kwotę ok. 320 mld dol. trzeba będzie jeszcze podwyższyć. Wiadomo, że Hosni Mubarak nie będzie w stanie wywieźć pieniędzy, bo ma zakaz poruszania się po kraju.

Jednocześnie banki na całym świecie po rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych nie pozwolą tym przywódcom dotknąć zgromadzonych w nich pieniędzy. Z drugiej strony jednak wiadomo, że kleptokraci musieli liczyć się z tym, że któregoś dnia mogą zostać rozliczeni. Stąd zapewne istnieją również aktywa, które ujawnić będzie niezwykle trudno.

Zdumiewające jest jednak, jak to jest możliwe, że na warunki rodzin Mubaraków, Kaddafich, Ben Alich i Trabelsich przystały największe światowe korporacje i tylko McDonald's się zbuntował i nie wszedł do Tunezji, bo musiałby się opłacać rodzinie.

I jak to się stało, że w Egipcie dał się podejść nawet Bank Światowy, który od dziesięciolecia prowadzi bezwzględną walkę z korupcją.

Teraz, po ujawnieniu stylu sprawowania władzy przez arabskich kleptokratów wiele firm może się spodziewać bardzo niewygodnych pytań.

Jeśli na nie nie odpowiedzą, pozostanie tylko czekać na kolejną edycję WikiLeaks.