Troska polskich polityków o kobiety jest tyleż wzruszająca, co całkowicie zrozumiała. W końcu mamy do czynienia z równo połową potencjalnych wyborców. W dodatku taką połową, wśród której jest większy niż gdzie indziej odsetek osób nieinteresujących się polityką.
Trzeba więc do niej dotrzeć z innymi atrakcyjnymi propozycjami. 8 marca, kiedyś hucznie obchodzony goździkiem i akademią organizowaną przez związki zawodowe, jest znakomitym momentem, by to właśnie zrobić.
Mamy więc propozycję magicznego rozmnażania kapitału emerytalnego (kapitał z reguły uważany jest za coś realnie zaoszczędzonego i istniejącego – od „pomnożenia" na papierze może wcale nie przyrosnąć). Propozycję przechodzenia na wcześniejszą emeryturę w zamian za rodzenie dzieci (z głodowymi emeryturami, ale kto by się dziś takimi drobiazgami przejmował, w końcu dzieci pewnie się na starość zajmą utrzymaniem mam).
Mamy też propozycję ustanowienia święta państwowego 8 marca, podczas którego kobiety – zamiast znosić upokorzenia w pracy – mogłyby godnie spędzać czas w domu, piorąc, sprzątając i gotując obiady zadowolonym mężom (pozostaje tylko pytanie, w jaki sposób reprezentanci zakładu pracy mogliby im wtedy wręczyć tradycyjne goździki?!).
Powoli przebija się do świadomości polityków piękno pomysłu wprowadzenia obowiązkowego odsetka kobiet w zarządach firm (to pomysł znakomity o tyle, że ewentualny rachunek za głosy poparcia zapłaciłyby prywatne firmy, np. dodając dodatkowego dyrektora-kobietę tam, gdzie akurat nie ma potrzeby). A pewnie pojawią się jeszcze inne pomysły... Dlaczego jednak ograniczać się w fantazji tylko do kobiet? W końcu jest do zdobycia jeszcze wiele innych głosów wyborczych. Wystarczy popatrzeć na kalendarz, choćby w pozostałych jeszcze trzech tygodniach marca.
Już 10 marca mamy Dzień Mężczyzny – można więc wesprzeć pomysł rządu zrównania wieku przechodzenia na emeryturę i zażądać obniżenia go do 60 lat także dla mężczyzn (w końcu czemu mają być dyskryminowani?). 20 marca jest pierwszy dzień wiosny, a więc Dzień Wagarowicza – można więc zaproponować zaliczanie szkoły do stażu pracy (wraz z odpowiednim zwiększeniem kapitału emerytalnego) i zlikwidować klasówki (zysk chwilowo platoniczny, ale kiedyś przecież i dzisiejsi uczniowie będą głosować!).
25 marca w związku ze zmianą czasu na letni można zgłosić postulat, by pracodawcy zrekompensowali wszystkim pracownikom straconą godzinę snu, wypłacając im odpowiednie wynagrodzenie (oczywiście według stawki za godziny nadliczbowe, bo w końcu chodzi o sam środek nocy!).
26 marca mamy Światowy Dzień Pamięci Zniesienia Handlu Niewolnikami, więc należałoby go uczcić propozycją ograniczenia tygodnia pracy do 35 godzin (w końcu praca za tak nędzne płace to – zdaniem naszych związkowców – czystej wody niewolnictwo). W ostatnią niedzielę marca mamy za to Dzień Metalowca – propozycja dodatkowego dnia wolnego w zamian za tę niedzielę sama się po prostu narzuca. Pomyślcie państwo: tylu szczęśliwych wyborów w jednym tylko, w dodatku już niepełnym miesiącu!
Wracając do sprawy kobiet. Jestem jak najbardziej za tym, by im pomagać na rynku pracy, doceniać ich rolę w rodzinie i społeczeństwie. Ale proponuję, by robić to w sposób mądry, skuteczny, nierujnujący finansów państwa i niestanowiący obciążenia dla gospodarki.
Polskim kobietom potrzeba równego traktowania w pracy, eliminacji dyskryminacji, rozwoju elastycznych form zatrudnienia pozwalających łączyć pracę z macierzyństwem, pomocy w wychowaniu i edukacji dzieci. Trzeba im równych szans – w tym również szans awansu zawodowego i szans na godne życie na emeryturze. To chyba jednak nieco ważniejsze niż zdechły goździk od organizacji związkowej.
Autor jest głównym ekonomistą PwC w Polsce