Dlaczego? Skarb Państwa i strzegące jego interesów Ministerstwo Finansów (MF) mogą odetchnąć, bo wbrew obawom orzeczenie TK nie pomoże branży gier na automatach formułować pozwów o odszkodowania.

Obowiązujące przepisy, których możliwość stosowania kwestionuje branża, nie zostały co prawda uznane za niezgodne z konstytucją, ale TK nie podważył obowiązku ich notyfikacji i nie wykluczył, że jej brak może stanowić skuteczną podstawę do odmowy ich stosowania. TK zatem nie potwierdził stanowiska branży gier na automatach, ale też nie wykluczył, że podnoszone przez nią argumenty prawne nie mają racji bytu. To trochę tak, jakby pacjent poszedł do lekarza i usłyszał, że najbliższych dni nie spędzi w łóżku z powodu grypy, ale niech ma baczenie na choroby diagnozowane przez innych specjalistów.

Wyrok można ocenić pozytywnie także z innego powodu. Potwierdza on, że ustawa o grach hazardowych obowiązuje i może być z całą pewnością skutecznie stosowana wobec wszystkich (przynajmniej w zakresie niedotyczącym ograniczeń w urządzaniu gier na automatach). Może być zatem stosowana także wobec podmiotów zagranicznych oferujących w internecie nielegalne w Polsce gry hazardowe.

Orzeczenie TK jest kolejnym osiągnięciem ministra finansów. 6 marca zakończył się bowiem okres obowiązkowego wstrzymania procedury legislacyjnej (tzw. standstill) nowego projektu notyfikacji ustawy o grach hazardowych. Ta notyfikacja jest o tyle istotna z punktu widzenia MF, że czyni zadość zastrzeżeniom zgłoszonym przez Komisję Europejską wobec obowiązujących w Polsce przepisów regulujących rynek gier hazardowych (zarzut naruszenia swobody przepływu usług gwarantowany art. 56 traktatu o funkcjonowaniu UE, m.in. poprzez obowiązek utworzenia w Polsce przedsiębiorstwa w formie spółki kapitałowej) oraz w pewnym sensie sanuje skutki prawne braku notyfikacji art. 14 ust. 1 ustawy o grach hazardowych. Od dnia wejścia w życie przedmiotowej nowelizacji nie będzie można bowiem skutecznie podnosić zarzutu, że przepis ten nie był notyfikowany. Nie oznacza to jednak, że branża gier na automatach traci grunt dla rozstrzygnięcia otwierającego drogę do odszkodowania za straty spowodowane stosowaniem przez organy państwa przez ponad pięć lat nienotyfikowanych przepisów.

Sekwencja ostatnich zdarzeń pokazuje determinację aparatu państwa do sanacji porządku prawnego regulującego rynek gier hazardowych w Polsce. Działania takie należy oceniać pozytywnie. Brakiem konsekwencji pozostaje jednak fakt, że mimo takiego skupienia na problemach branży i przygotowywania aż trzech projektów nowelizacji ustawy o grach hazardowych żaden z tych aktów prawnych nie próbuje rozwiązać autentycznie palącej kwestii, jaką jest problem szarej strefy gier hazardowych w internecie. Rynek ten szacowany jest na ok. 5 mld zł, przy czym szara strefa – czyli zagraniczni internetowi operatorzy, którzy nie płacą w Polsce podatków i ignorują system nadzoru nad tymi grami – zajmuje ponad 90 proc. tego rynku. Jak na dłoni widać brak pomysłu państwa na ściganie nielegalnych firm, które zarabiają krocie, wykorzystując prawny bezwład (brak skutecznych narzędzi egzekwowania prawa) w regulacji gier online. Trzeba bowiem wspomnieć, że w Polsce udział w zagranicznych grach hazardowych, w tym tych organizowanych w internecie, stanowi przestępstwo karnoskarbowe.

Trudno zatem zrozumieć, dlaczego MF, które potrafi doprowadzić do uchwalenia z dnia na dzień i mocno na skróty nowej ustawy o grach hazardowych, nie podejmuje próby w trwających już obecnie trzech procesach legislacyjnych wprowadzenia do obrotu prawnego przepisów umożliwiających skuteczną walkę z nielegalnym hazardem w internecie.