W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają analizy mające być podwalinami pod nowy projekt ustawy reprywatyzacyjnej. Taka informacja jest odpowiedzią na interpelację poselską, pod którą podpisał się szef komisji weryfikacyjnej Sebastian Kaleta, wiceminister sprawiedliwości.
W rozmowie z „Rz" Kaleta zastrzega jednak, że nie zapadły jeszcze żadne decyzje polityczne o uruchomieniu kolejnej po projekcie z 2017 r. ścieżki legislacyjnej dla kwestii restytucji mienia prywatnego znacjonalizowanego przez władze komunistyczne.
Intensywne prace
– W chwili obecnej Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi intensywne prace analityczne dotyczące ustalenia wielkości i charakterystyki mienia prywatnego znacjonalizowanego w okresie PRL. Polegają w szczególności na gromadzeniu danych o liczbie toczących się z udziałem m.in. wojewody mazowieckiego, Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz ministra rozwoju postępowań dotyczących skutków obowiązywania aktów prawnych, na mocy których dokonywano nacjonalizacji po 1944 r. – wskazuje przewodniczący komisji weryfikacyjnej.
Czytaj także: Dekret Bieruta jednak nadal obowiązuje
– Dokonanie kompleksowych ustaleń w tej sprawie jest niezbędne dla opracowania szczegółowych założeń aktu prawnego, który miałby uregulować całościowo problematykę restytucji omawianego mienia, tzw. ustawy reprywatyzacyjnej – akcentuje.
Szczegółów koncepcji nowego projektu nie chce zdradzać. W jego ocenie za wcześnie również mówić o harmonogramie prac legislacyjnych, dotyczących uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej.
Przespany moment
Co na te rewelacje eksperci? Czy wierzą, że po latach ustawę reprywatyzacyjną rzeczywiście uda się uchwalić?
– Szczerze? Nie widzę szans. Przede wszystkim rząd nie ma środków, a taka ustawa musi przecież opierać się na zwrocie chociaż części wartości nieruchomości dekretowych. Do tego potrzebne są gigantyczne pieniądze. Jak wiadomo, w Warszawie pełną wartość nieruchomości dekretowych wyceniano jeszcze parę lat temu na 20 mld zł. Nawet więc gdyby tylko część tej kwoty miała zostać zwrócona, to wciąż mowa o bardzo dużych pieniądzach – mówi dr Łukasz Bernatowicz, radca prawny, autor książek o reprywatyzacji.
– Druga rzecz to względy polityczne. Jakoś trudno mi zrozumieć, jak Prawo i Sprawiedliwości miałoby wytłumaczyć swoim wyborcom, że decyduje się wypłacać odszkodowania dekretowcom – dodaje.
Zaznaczając jednocześnie, że jeśli nie uchwali się ustawy reprywatyzacyjnej w najbliższym czasie, to później nie będzie miała sensu. Żyjących prawnych właścicieli nieruchomości dekretowych jest bowiem coraz mniej, podobnie jak ich spadkobierców.
– Ta ustawa miała sens wiele lat temu, kiedy wszystkie byłe kraje socjalistyczne rozwiązywały kwestię reprywatyzacji. My jedyni tego nie zrobiliśmy – zauważa mec. Bernatowicz.
– Brak ustawy reprywatyzacyjnej jest jednym z największych zaniechań klasy politycznej. Nieuregulowane stany prawne wielu nieruchomości są istotną barierą rozwojową, gdyż tzw. ryzyko reprywatyzacyjne jest jednym z ważnych elementów branych pod uwagę przy inwestycjach w nieruchomości. Uczciwa, wyważona ustawa reprywatyzacyjna może zlikwidować wreszcie to ryzyko i odblokować bardzo wiele często zaniedbanych nieruchomości – wtóruje Krzysztof Wiktor, radca prawny, partner w kancelarii Wardyński i Wspólnicy. W jego ocenie projekt powinien przewidywać zwroty w naturze gruntów niezabudowanych, nieprzeznaczonych w planach zagospodarowania przestrzennego na cele publiczne.
– To najprostsza i bezkosztowa dla władz państwowych i samorządowych forma zaspokojenia roszczeń reprywatyzacyjnych. Zwroty nieruchomości zabudowanych budynkami mieszkalnymi powinny być także dopuszczalne, ale właściciele powinni być ograniczeni w wypowiadaniu umów najmu i podnoszeniu czynszów przez określony czas. Władze miejskie powinny być natomiast zobowiązane do zagwarantowania chętnym lokali zamiennych –wskazuje mecenas Wiktor.
– Zasadne roszczenia organów państwowych i samorządowych o zwrot nakładów na nieruchomości dokonanych po nacjonalizacji mogłyby być wpisywane na hipoteki zwracanych kamienic – dodaje.
Co proponowano jeszcze w 2017 roku
Rozwiązania, które były zawarte w projekcie tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej:
- zakaz zwrotów nieruchomości w naturze,
- prawo do rekompensaty za znacjonalizowane mienie m.in. w formie zadośćuczynienia pieniężnego (w wysokości 20 proc. wartości przejętej nieruchomości), czy obligacji skarbowych (w wysokości 25 proc.wartości przejętej nieruchomości),
- wartość nieruchomości będącą punktem odniesienia do obliczania wysokości rekompensaty obliczana miała być według stanu z dnia przejęcia i według cen albo kosztów odtworzenia na dzień sporządzenia wyceny w postępowaniu w sprawie potwierdzenia prawa do rekompensaty,
- prawo do rekompensaty przysługiwać miało wyłącznie osobom fizycznym, które w dniu przejęcia nieruchomości były ich właścicielami, posiadały obywatelstwo polskie, ich małżonkom, a także następcom prawnym. -