Po artykule „Warszawa walczy ze skutkami dekretu" („Rz" z 7 listopada) zgłosił się do naszej redakcji właściciel stołecznego gruntu, który został objęty jednym z tzw. mikroplanów zagospodarowania przestrzennego. Uchwalone przez warszawskich radnych plany objęły kilka działek, które były lub wciąż są przedmiotem roszczeń wynikających z tzw. dekretu Bieruta, nacjonalizującego po II wojnie światowej stołeczne nieruchomości.
Właściciel jednej z tych działek 19 listopada złożył wniosek do wojewody mazowieckiego o stwierdzenie nieważności uchwały warszawskich radnych przyjmującej mikroplan.
– Kupiłem notarialnie nieruchomość od osoby, która odzyskała ją na podstawie roszczenia z tzw. dekretu Bieruta. Miasto nie skorzystało wtedy z prawa pierwokupu gruntu. Później jednak samorząd bezprawnie ograniczył moje uprawnienia właścicielskie – mówi anonimowo.
Powodem była stojąca w sąsiedztwie szkoła. W uchwalonym planie prywatnemu właścicielowi zakazano zabudowy i ogrodzenia terenu, gdyż jego grunt ma pełnić nieokreślone bliżej funkcje oświatowe. Miasto nie planuje jednak na nim żadnej inwestycji, a swoje działanie uzasadniało potrzebą wyeksponowania głównego wejścia do szkoły. Dlatego część prywatnej działki została przeznaczona na tereny zielone i dla ruchu pieszego. Z tych powodów właściciel zdecydował się na złożenie wniosku o stwierdzenie nieważności planu, zarzucając mu niezgodność z prawem. Główny zarzut dotyczył wymienionych w mikroplanie celów publicznych jako niewynikających z żadnego aktu prawnego.
– Samo zachowanie zabudowy oświatowej na sąsiedniej działce nie może być przesłanką ograniczenia prawa własności. Byłoby to niedopuszczalne poszerzenie ustawowego katalogu celów publicznych – zauważa Marzena Wilbik-Kaczyńska, radca prawny z kancelarii Wilbik-Kaczyńska Kałkusiński. – Dlatego uchwalone mikroplany każą wątpić, czy ich celem nie jest tylko ograniczenie uprawnień prywatnych właścicieli objętych nimi gruntów – dodaje.