Mundialowa historia Argentyny od 30 lat pisana jest większymi lub mniejszymi rozczarowaniami. Więcej bólu i smutku doznali w tym czasie tylko Anglicy.

Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że Argentyńczycy to jedna z dwóch najbardziej niespełnionych futbolowych nacji. Z zazdrością patrzyli, jak tytuły zdobywali Włosi, Hiszpanie, Niemcy i Francuzi, a przede wszystkim Brazylijczycy. W Katarze miało się to zmienić. W najczarniejszych snach kibice nie wyobrażali sobie, że stawką meczu z Polską będzie pozostanie w turnieju.

Czytaj więcej

Jest awans! Polska przegrała z Argentyną, ale wyszła z grupy

Marzenia – jak zawsze – sięgały daleko. Nawet do tytułu. Najlepiej tak jak podczas ubiegłorocznego Copa America po finałowym zwycięstwie nad innym faworytem – Brazylią. 36 meczów z rzędu bez porażki dawało solidne podstawy, by wierzyć, że ten scenariusz jest możliwy do zrealizowania. Porażka z Arabią Saudyjską kazała jednak zejść na ziemię. Wygrana z Meksykiem poprawiła humory nieznacznie, bo styl pozostawiał wiele do życzenia.

Asado buduje atmosferę

Złośliwi powiedzieliby, że Argentyńczycy zadbali o wszystko, tylko nie o mistrzowską formę. Kucharze reprezentacji zabrali do Kataru kilkaset kilogramów najlepszej jakości wołowiny na steki. Asado, czyli wspólne uczty przy grillu, to część argentyńskiej kultury i tradycji.

– To coś więcej niż jedzenie. Pozwala zacieśnić więzi między zawodnikami, wytworzyć odpowiednią chemię – wyjaśniał Lionel Scaloni, najmłodszy selekcjoner na mundialu (44 lata).

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Polska – Argentyna a bramkarz na rybach

Miał być trenerem tymczasowym, brakowało mu doświadczenia i autorytetu, nie prowadził wcześniej samodzielnie żadnej drużyny, nie był też wielkim piłkarzem, ale otoczył się ludźmi o bardziej znanych nazwiskach (Pablo Aimar, Roberto Ayala, Walter Samuel) i rzucony na głęboką wodę nie utonął.

Z reprezentacją Scaloni pracuje już ponad cztery lata. Najdłużej od czasu Marcelo Bielsy, który zrezygnował po klęsce w Korei i Japonii, ale wobec braku chętnych następców dał się namówić na powrót i wywalczył olimpijskie złoto w Atenach.

Azjatycki mundial to najgorsze wspomnienie Argentyńczyków. Właśnie tam, równo 20 lat temu, po raz ostatni nie wyszli z grupy. Scaloniego w tamtej kadrze nie było, pojechał na kolejne mistrzostwa w Niemczech, ale zagrał w tylko jednym meczu.

Był za to świadkiem mundialowego debiutu Leo Messiego. Dziś wokół niego zbudował zespół, tylko czy nie poszedł za daleko i za bardzo go od niego nie uzależnił? Prawie wszyscy Argentyńczycy grają w silnych europejskich klubach (głównie we Włoszech, Hiszpanii i Anglii), ich ofensywny potencjał robi wrażenie, ale na razie to żegnający się z mundialową sceną Messi ciągnie drużynę na swych plecach. To on strzelił dwa gole, przy trzecim asystował.

Przygotowani na najgorsze

Gwiazdor Paris Saint-Germain przed mistrzostwami w Katarze przekonywał, że widzi wiele podobieństw między obecną kadrą i tą, która w 2014 roku dała kibicom najwięcej radości, awansując w Brazylii do finału (porażka z Niemcami po dogrywce). Mówił też, że ta grupa piłkarzy jest przygotowana na najgorsze i potrafi przechodzić przez trudne momenty.

Messi rozumie ciężar oczekiwań. W kraju pogrążonym w recesji, gdzie inflacja przekroczyła 80 procent, mundial miał być ucieczką od szarej codzienności.

– Będziemy pracować nad poprawą sytuacji gospodarczej, ale najpierw niech wygra Argentyna – apelowała minister pracy Kelly Olmos. Spotkała ją za to spora krytyka, ale jej wypowiedź tylko potwierdza, że w Argentynie futbol jest priorytetem i religią.

Kościoły Diego Maradony już są, może kiedyś powstaną także świątynie Messiego. Ale nawet gdyby Leo uratował reprezentację i poprowadził ją do upragnionego mistrzostwa świata, nigdy nie dorówna legendzie. Jedno jest pewne: raczej nie będzie próbował jak wielki Diego bawić się w trenera.

– Kocham piłkę nożną. Cieszę się tą grą. To jedyna rzecz, jaką robiłem przez całe życie.

Uważam, że po zakończeniu kariery będę dalej związany z futbolem, ale nie wiem w jakiej roli. Szczerze, to nawet o tym nie myślałem. Zawsze mówiłem, że nie widzę siebie w roli trenera. To mnie nie interesuje. Ale co ja tam wiem. W przyszłości wszystko może się zdarzyć – opowiadał Messi w jednym z wywiadów.

W Argentynie wszystko zaczyna się i kończy na Messim. Scaloni podkreśla, że istnieje spora szansa, że na mecz z Polską wystawi ten sam skład co przeciw Meksykanom, ale nie wyklucza również zmian. Być może od pierwszej minuty na boisko wyjdzie Enzo Fernandez, który przypieczętował zwycięstwo nad Meksykiem.

Polska krew

Jeśli Scaloni nie zdecyduje się na eksperymenty, to w bramce powinniśmy zobaczyć Emiliano Martineza, w obronie Gonzalo Montiela, Nicolasa Otamendiego, Lisandro Martineza i Marcosa Acunę, w pomocy – Rodrigo De Paula, Guido Rodrigueza i Alexisa MacAllistera, a ofensywny tercet stworzą Angel Di Maria, Leo Messi i Lautaro Martinez.

– Zagramy tak jak w poprzednich spotkaniach. Będziemy chcieli dostosowywać się do przeciwnika – twierdzi selekcjoner Argentyńczyków, który do dyspozycji ma mieć już zdrowego Paulo Dybalę. Jak pisze dziennik „Ole”, trzeciego ulubionego zawodnika w drużynie po Messim i Di Marii.

Napastnik Romy ma polskie korzenie. Jego dziadek Bolesław pochodził ze świętokrzyskiej wsi Kraśniów, w czasie drugiej wojny światowej trafił do nazistowskiego obozu pracy. Później wyemigrował za ocean.

Paulo urodził się już w Argentynie, od 12 lat gra we Włoszech, ma tamtejszy paszport, choć w rozmowie z dziennikiem „Guardian” przekonywał, że czuje się bardziej Polakiem niż Włochem. „Może przez trochę chłodniejszą polską krew. Włosi są o wiele bardziej emocjonalni” – wyjaśniał.

Oby ta chłodna polska krew nie dała o sobie znać w środowy wieczór w Dausze.