Pierwszy numer dwutygodnika ukazał się 1 lutego 1963 roku w stu tysiącach egzemplarzy z miejsca wzbudzając zainteresowanie czytelników. Jak do tego doszło opowiada dokument: „The New York Review of Books: 50 lat literackich polemik" zrealizowany przez Martina Scorsese i Davida Tedeschi. Pewne jest, że odchwali ukazania się magazynu czytelnicy mogli liczyć na pogłębione, niezależne i przeciwstawiające się głównemu nurtowi opinie na temat literatury, kultury i wydarzeń społeczno-politycznych.
W każdym numerze oprócz recenzji znajdowały się także dwa – trzy materiały, które recenzjami nie były. Redaktor naczelny tego periodyku, Robert B. Silvers, zasadą uczynił stwierdzenie, że polemiki nie muszą toczyć się w duchu wojny, ale być sporami nie powodującymi urazów. Temperatura dyskusji bywała wysoka i sięgała nieraz daleko poza konkretny artykuł. Trudno się dziwić, że czytelnicy czekali na każdy kolejny numer pisma.
- Dopóki starczało na drukarnię – mogliśmy wydawać, co tylko chcieliśmy, nikt nie mógł powiedzieć, że to zbyt śmiałe, prawicowe, albo lewicowe – mieliśmy pełną swobodę – mówi jeden ze współpracowników „The New York Review of Books".
A przez cały czas działalności pismo miało ich świetnych. Wśród nich byli m.in.: Timothy Garton Ash, Margaret Atwood, Isaiah Berlin, Noam Chomsky, J. M. Coetzee, Joan Didion, Vladimir Nabokov czy John Updike.
„The New York Review of Books" prowadził nieustającą debatę o wydarzeniach i ideach zmieniających oblicze Ameryki. Edukował, zmuszał do myślenia poddając w wątpliwość utarte sądy i ścieżki myślenia.