Z Zuzanną Fijewską-Maleszą rozmawia Katarzyna Czarnecka
Mówią panie, że chcą tym spektaklem trafić do młodych ludzi. Dla większości wojna to jednak bardzo odległa historia...
Zuzanna Fijewska-Malesza:
Tak, ale uważamy, że ona nadal bardzo mocno nas konstytuuje. Trzeba więc ją przypominać.
Tekst Aliny Margolis-Edelman wydaje się do tego celu idealny.
To po pierwsze bardzo osobiste zwierzenie. Tym cenniejsze, że mamy coraz mniej okazji rozmów ze świadkami tamtych czasów. Po drugie Alina opowiada o swoich problemach – nastolatki żyjącej w tamtych czasach, a dzisiejsza młodzież ma podobne. A po trzecie jej słowa trafiają do czytelnika niezwykłą dziewczęcą lekkością.
W tekście przeplatają się dwa spojrzenia na świat: jeszcze dziecięce (w momencie wybuchu wojny Alina miała 17 lat) i już dorosłe. Jak pani udaje się między nimi balansować?
Wydaje mi się, że wciąż mam w sobie dużo z dziecka. Gdy miałam kilka lat, mówiłam, że umiem rozmawiać tylko ze zwierzętami i małymi ludźmi. Tak po części jest i teraz. Dlatego prowadzę zajęcia z maluchami – rozumiem je. Alina pisząc, korzystała właśnie z tej swojej dziecięcej pamięci.¶
Jakie sceny najbardziej panią we wspomnieniach Aliny poruszyły?
Zaginięcie chomika w momencie, który mógł zaważyć na życiu Aliny. Mówiąc o niepokoju w kontekście zwierzątka, opisuje ona uczucie strachu na głębszym poziomie. Druga rzecz to powtarzana w getcie legenda o rozstrzelaniu ludzi, którzy nie chcieli wejść do wagonu i dzięki temu umarli na stojąco – godnie.
Jak to się stało, że sięgnęła pani właśnie po ten tekst?
Zainteresowała mnie nim Agnieszka Glińska. Zobaczyła dwa lata temu mój monodram „Głuchoniemoc" i wtedy postanowiłyśmy razem coś zrobić. „Chciałabym, żeby to było znaczące" – powiedziała. Książkę przeczytałam w trzy godziny. I stwierdziłam, że zrobię wszystko, żeby ten tekst wystawić.
W nieprzypadkowym miejscu...
Zależało nam na tym, żeby ta historia zabrzmiała na terenie getta. Dlatego premiera odbędzie się w ŻIH. Kiedy pierwszy raz weszłam do tego budynku, długo nie mogłam wymówić słowa. Tam w niezwykły sposób odczuwa się atmosferę tamtego czasu.
W mieście także zauważa pani teraz wyraźniej ślady przeszłości?
Niedawno stałam na przystanku na Świętokrzyskiej – tłum, zgiełk, gwar. Nagle zobaczyłam, że stoję na linii wyznaczającej granice getta. I pomyślałam, że miasto daje nam czasami znaki.
Ala z elementarza – Żydowski Instytut Historyczny, ul. Tłomackie 3/5 17, 18.12, godz. 19.30 bilety 30 – 40 zł