War­szaw­skie zoo przy­go­to­wu­je się na na­jazd ki­bi­ców? Mo­że nie bę­dzie to aż na­jazd. Ale spe­cjal­na ofer­ta cze­ka.

W czerw­cu w gru­pie A za­gra­ją z Pol­ską: Cze­chy, Ro­sja, Gre­cja. Ki­bi­ce tych dru­żyn bę­dą w War­sza­wie od 8 do 16 czerw­ca. Wy­star­czy, by ja­dąc na Sta­dion Na­ro­do­wy, od­bi­li w bok, i mo­gą pod­glą­dać spro­wa­dzo­ne z ich kra­jów zwie­rza­ki.

Ar­ka­diusz Igna­siak, kon­sul ho­no­ro­wy Re­pu­bli­ki Cze­skiej we Wro­cła­wiu, tak mó­wił o cze­skich ki­bi­cach: „Trze­ba wy­my­ślić coś, co bę­dzie nie­po­wta­rzal­ne i ich za­in­te­re­su­je. Dać im cie­ka­wy, ory­gi­nal­ny pro­gram kul­tu­ral­no­-roz­ryw­ko­wy. Nie ta­ki zwią­za­ny wy­łącz­nie z pił­ką noż­ną. Pi­wem i kne­dla­mi ich nie za­szo­ku­je­my".

Szok w War­sza­wie prze­ży­ją za to na ul. Ra­tu­szo­wej, kie­dy po­zna­ją praw­dzi­wą hi­sto­rię „swo­je­go" hi­po­po­ta­ma.

Dla Cze­chów: Hu­go, Be­ata i emu

Mag­da­le­na Ga­jow­nik od­po­wia­da w zoo za trans­port. Co­fa się o dzie­sięć lat, do po­szu­ki­wa­nia zwie­rząt, któ­re w koń­cu uda­ło się spro­wa­dzić zza na­szej po­łu­dnio­wej gra­ni­cy. Prze­glą­da ta­bel­ki w kom­pu­te­rze, w któ­rym ma za­no­to­wa­ny każ­dy „im­port, eks­port" i wy­li­cza: cza­pla, pa­wian, sęp, pusz­czyk, le­mur, so­wy, kocz­ko­dan, wiel­błąd, kot ar­gen­tyń­ski. – Naj­waż­niej­sze w trans­por­cie jest to, czy zwie­rzę zdro­we i ile kosz­tu­je prze­wóz – mó­wi. A z Czech wy­cho­dzi w mia­rę ta­nio.

W ro­ku 2009 ma wpi­sa­ne­go hi­po­po­ta­ma: Hu­gona z Ostra­wy. Zdro­wy, 2,5 ro­ku, koszt trans­por­tu tyl­ko 1,5 tys. eu­ro (bo bli­sko Pol­ski). Spro­wa­dzo­no go do to­wa­rzy­stwa Anie­li, naj­star­szej w Eu­ro­pie, li­czą­cej 47 lat hi­po­po­ta­mi­cy. Przy­ję­ła go okrop­nie, prze­pę­dzi­ła z ba­se­nu. Lecz po dwóch la­tach zda­rzył się „cud" – jak mó­wi­ła Ol­ga Zbo­ni­kow­ska z fun­da­cji Pan­da, któ­ra zaj­mu­je się w zoo ad­op­cją zwie­rząt. Tym cu­dem by­ło te­te­-a­-te­te gru­be­go zwie­rza. Ca­ła Pol­ska za­da­wa­ła so­bie wte­dy py­ta­nia: „Jak da­li ra­dę? Czy ona jesz­cze mo­że i czy bę­dą z te­go hip­cie?". Po dwóch mie­sią­cach Anie­la za­cho­ro­wa­ła i pa­dła.

Te­raz Hu­go­no­wi to­wa­rzy­szy Pe­la­gia. Uro­dzi­ła się we Wro­cła­wiu, ale po­je­cha­ła do Nie­miec. Pe­la­gia ma 27 lat, mia­ła już szóst­kę dzie­ci. I te­raz na Ra­tu­szo­wej cze­ka­ją na ich pierw­sze­go hi­po­po­ta­ma, bo kry­cia były czę­ste i rui nie ma od daw­na.

Po­dob­ną sła­wę roz­rod­czą ma nad Wi­słą sa­mi­ca ja­gu­ara Be­ata. Mia­ła już sied­mio­ro mło­dych, ale sa­me sam­ce. I to wszyst­kie czar­ne, nie bar­dziej ce­nio­ne cęt­ko­wa­ne.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Za to sta­do emu – też z Czech – mło­dych do­cho­wać się nie mo­że. Ni­by ja­ja skła­da­ją, ale nic się z nich nie wy­klu­wa. Dla­cze­go? Mo­że ma­ją uraz po nie­pro­szo­nych wi­zy­tach ich są­sia­dów kan­gu­rów. Jak wcho­dzi­ły na wy­bieg nie­lo­tów przez ogro­dze­nie, to dra­ka za­wsze by­ła.

Cze­si mo­gą mieć za to uraz, gdy bę­dą chcie­li od­wie­dzić swo­je­go wil­ka grzy­wia­ste­go. Ma re­pre­zen­ta­cyj­ny wy­bieg przy głów­nej alei zoo, z prze­szklo­nym ogro­dze­niem. Ale zwierz ten wy­da­je z sie­bie ta­kie za­pa­chy, jak­by to był wy­bieg skunk­sów, a nie wil­ków.

Dla­cze­go tak wie­le zwie­rząt ma­my wła­śnie od po­łu­dnio­wych są­sia­dów?

– Bo ich ogro­dy są re­we­la­cyj­ne, my im tro­chę za­zdro­ści­my i się na nich wzo­ru­je­my. Ma­ją pie­nią­dze na roz­wój, bo część im da­je Mi­ni­ster­stwo Śro­do­wi­ska. Te ogro­dy to wyż­sza pół­ka. Po­za tym są bli­sko, więc ła­twy jest trans­port zwie­rząt – mó­wi Ewa Zbo­ni­kow­ska, wi­cesze­fo­wa zoo.

Ro­sja: or­ła­ny, ale sa­me sam­ce

„Im­port, eks­port" wy­ka­zał, że zza wschod­niej gra­ni­cy ma­my nad Wi­słą... żu­ra­wie ja­poń­skie. Ta­kie jak w ra­dziec­kim fil­mie wo­jen­nym „Le­cą żu­ra­wie"? – py­ta­my by­łe­go, wie­lo­let­nie­go dy­rek­to­ra zoo Ma­cie­ja Rem­bi­szew­skie­go.

– Nie, bo na­sze to azja­tyc­kie, choć z Ro­sji – od­po­wia­da. Były dwie pa­ry tych pta­ków. Jed­na po­szła do zoo w Płoc­ku. I tam się roz­mna­ża­ją.

U nas nie.

Po­dob­nie by­ło z pa­rą or­ła­nów – też roz­mna­żać się nie chcia­ły. Dy­rek­tor Rem­bi­szew­ski przy­po­mi­na, jak po­je­chał na za­pro­sze­nie ogro­du z No­wo­sy­bir­ska. – Oso­bi­ste kon­tak­ty są waż­ne. I wte­dy na Sy­be­rii dy­rek­tor te­go ogro­du pa­rę or­ła­nów nam obie­cał.

Ja­kiś czas mi­nął i nad Wi­słą lą­du­ją naj­więk­sze bie­li­ki świa­ta z Sy­be­rii. Pa­ra. Ale mi­ja sześć lat, or­ła­ny wy­ro­sły, a po­tom­stwa nie by­ło i nie ma.

Ów­cze­sny szef pta­sie­go azy­lu w zoo An­drzej Kru­sze­wicz (obec­nie dy­rek­tor pla­ców­ki) wy­słał pió­ra bie­li­ków do la­bo­ra­to­rium w Ber­li­nie.

I Niem­cy otwo­rzy­li nam oczy: – Ptak, któ­ry zo­stał przy­sła­ny ja­ko sa­mi­ca, to sa­miec!

– No i to się na­zy­wa ru­ska sa­mi­ca. Bę­dzie­my re­kla­mo­wać w Mo­skwie! – zło­ścił się wów­czas szef azy­lu An­drzej Kru­sze­wicz. Do­pie­ro po re­kla­ma­cji ptasz­ka wy­mie­ni­li.

Z Ro­sji by­ła też ge­par­dzia sa­mi­ca Gi­za. Kot­na, du­żo mio­tów. Jej cór­ka Tor­pe­da mia­ła aż trzech ko­cich ga­chów, na­wet z Da­nii dla niej ko­ta wy­po­ży­cza­no. Ale na ra­zie nie do­szło do prze­dłu­że­nia li­nii te­go ga­tun­ku nad Wi­słą.

Gre­cja: żół­wie i jasz­czur

W kom­pu­te­rze Mag­da­le­ny Ga­jow­nik nic nie by­ło o zwie­rza­kach z Gre­cji. Idzie­my za­tem do dy­rek­cji szu­kać grec­kich śla­dów na Ra­tu­szo­wej.

– Nie ma? To na­wet nie dzi­wi. Nie­ste­ty praw­da jest ta­ka, że Gre­cy nie ma­ją do­brych ogro­dów zoo­lo­gicz­nych, przy­naj­mniej ja o ta­kim nie sły­sza­łam. Tu­ry­sty­ka ow­szem. Ale obec­nie przy ich kło­po­tach z fi­nan­sa­mi nie spo­dzie­wa­ła­bym się, że ktoś da pie­nią­dze na utrzy­ma­nie u nich ogro­dów – mó­wi Ewa Zbo­ni­kow­ska.

Więc nie ma cze­go spro­wa­dzać. A co za tym idzie – ki­bi­ce grec­cy nie bę­dą mo­gli być dum­ni ze „swo­ja­ków".

Po chwi­li wpa­da na po­mysł:   – Są żół­wie grec­kie. Z kra­ju Hel­la­dy to one są co praw­da tyl­ko z na­zwy. Ale za­wsze...

– A w ogó­le to trze­ba do Ma­riu­sza Le­cha, szefa her­pe­ta­rium, dzwo­nić, coś grec­kie­go znaj­dzie – su­ge­ru­je Ga­jow­nik.

Dzwo­ni­my. Ma­my szczę­ście, bo te­go dnia straż­ni­cy miej­scy z eko­pa­tro­lu przy­wieź­li do zoo jasz­czur­kę. Grec­ka?

– W Te­sco ją zna­leź­li, to po straż za­dzwo­ni­li. W trans­por­cie wi­no­gron przy­je­cha­ła so­bie z Gre­cji. Czy bę­dzie na eks­po­zy­cji? Nie, bo to ta­ka naj­zwy­klej­sza jasz­czur­ka. Bę­dzie u nas na zi­mo­wi­sku – mó­wi szef her­pe­ta­rium.

A na wa­ka­cje la­tem dy­rek­tor zoo Ma­ciej Rem­bi­szew­ski wy­bie­ra się do Gre­cji.