Mateusz Dopierała podjął się ryzykownego zadania: postanowił sfotografować turniej szachowy przedszkolaków.
– Nie znoszę zdjęć pozowanych – mówi fotograf z Poznania. – Lubię zdarzenia robiące wrażenie nieatrakcyjnych wizualnie. Przychodzę, żeby pokazać to, czego inni nie widzą: wydobyć emocje, tam gdzie ich pozornie nie ma. Pomaga w tym cierpliwa obserwacja i rozmowa, podczas której moi bohaterowie oswajają się z obiektywem. Staję się wtedy swój, niewidzialny.
A jednak pomysł fotografowania turnieju szachowego przedszkolaków wydaje się co najmniej ryzykowny. Co może się zdarzyć ciekawego, gdy przedszkolaki przesuwają pionki i figury po szachownicy?
– Teoretycznie, to prawda – przyznaje Mateusz Dopierała. – Ale takie przekonanie bierze się stąd, że fotografowie szukają dziś tematów na linii frontu i podczas demonstracji. Na zdjęciach widzi się wojnę i przemoc. Toksyczne emocje. Zapominamy, że są również te pozytywne. Obserwowałem je u dzieci. Zrozumiałem, że uwielbiamy je przede wszystkim za to, iż potrafią się cieszyć z każdej małej rzeczy. Grając w szachy – każdym posunięciem, nawet pionka.
Mateusz Dopierała fotografował już imprezy szachowe dla dorosłych. Ich uczestnicy mieli pokerowe twarze. Skrywali uczucia.
– Moi mali bohaterowie nie bali się ich okazywać. Ale potrafili też imponować skupieniem, którego brakuje w naszym życiu. Byłem zafascynowany zachowaniem przedszkolaków. Przecież to nie jest łatwa gra. Dobrze byłoby, gdyby szachy pojawiły się w szkołach jako przedmiot dodatkowy. Uczą rywalizacji, ale tej szlachetnej. W turnieju, który fotografowałem, nie było przegranych – każdy dostał nagrodę.
Mateusz Dopierała współpracuje z dzielnicowym miesięcznikiem „Gazeta Ratajska" w Poznaniu. Dzięki temu dowiedział się o weekendowym turnieju „Inea Cup" w Domu Kultury, Jubilat. Impreza odbyła się dzięki inicjatywie Spółdzielni Mieszkaniowej Osiedle Młodych oraz Domu Kultury Na Pięterku, gdzie działa Klub Szachowy Na Pięterku Poznań.
– Imponują mi działacze klubu – mówi poznański fotograf. – Walczą, żeby rozwijać życie sportowe, co nie jest łatwe, bo trzeba zdobyć pieniądze na wyjazdy, często zagraniczne. Mimo tych problemów klub ma osiągnięcia: jego członkowie zajmują wysokie miejsca również na mistrzostwach Europy.
Mateusz Dopierała dorabia, fotografując i pisząc dla gazet lub portali.
– Życie fotografa nie jest łatwe – mówi. – Dziś dostaje się czasem 5 – 10 zł za zdjęcie, a za mieszkanie średnio trzeba zapłacić 500 zł. Ale się nie poddaję. Pochodzę z Turku, małej miejscowości. W rodzinie ze strony matki są dusze artystyczne. Może dlatego fotografię mam we krwi. Będąc w liceum kupiłem kompaktowy aparat za pieniądze, jakie dostałem na osiemnastkę. Wychodząc z nim na ulicę zauważyłem, że z perspektywy obiektywu wszystko maluje się w innych barwach. Od tego się zaczęło. Przyjeżdżając do Poznania postawiłem sobie za cel łączyć fotografię z dziennikarstwem. Dzięki niej zupełnie inaczej patrzy się na życie, staje się kolorowe. Było mi trudno, choć rodzina mnie wspierała. Nie miałem znajomości, o wszystko musiałem walczyć sam. Marzę o pracy dziennikarza telewizyjnego. Ale w Poznaniu ciężko o taką posadę, nawet z kilkuletnim doświadczeniem.
Mateusz Dopierała mówi, że generalnie nie wierzy w sprawiedliwe konkursy.
– Niejednokrotnie spotkałem się z tym, że uczestnicy znają się z jurorami – mówi. – Dlatego, kiedy teraz wybierałem zdjęcia na konkurs, powiedziałem mojej dziewczynie: tylko dlatego obdarzam ten konkurs zaufaniem, bo mam konto w BZ WBK, a „Rzeczpospolitą" czytają moi wykładowcy na uczelni. Ja też ją czytam.