To historia prawdziwa. Na tyle niesamowita, że aż dziwne, iż nikt wcześniej po nią nie sięgnął. Reżyser Ron Howard poznał ją 15 lat temu, gdy wraz z rodziną przebywał na Wyspach Galapagos. W miejscowym muzeum odkrył salę poświęconą dawnym mieszkańcom wysp i dowiedział się o ich dramatycznych losach. Od razu dostrzegł w nich znakomity materiał na thriller.
W 1929 roku lekarz, botanik i intelektualista Friedrich Ritter – zniesmaczony budzącym się w Niemczech faszyzmem – postanowił raz na zawsze opuścić ojczyznę. Zdecydował się na Floreanę, niezamieszkaną wyspę leżącą w archipelagu Galapagos, głównie ze względu na swoją towarzyszkę i kochankę, Dorę Strauch. Liczył, że morski klimat powstrzyma postępujące u niej stwardnienie rozsiane, a jemu pozwoli napisać dzieło życia, utopijny filozoficzny traktat mający uratować ludzkość przed samozagładą.