Reklama

„Złodziej z przypadku”. Darren Aronofsky kradnie bazę

Wprawdzie „Złodziej z przypadku” często jest porównywany z twórczością Guya Ritchiego czy braci Safdie, to w większym stopniu jest hołdem dla lat 80., kina z nurtu tzw. ucieczek w noc.
„Złodziej z przypadku”, reż. Darren Aronofsky, dystr. UIP Polska

„Złodziej z przypadku”, reż. Darren Aronofsky, dystr. UIP Polska

Foto: Warner Bros

Jest rok 1998. Hank Thompson (naładowany adrenaliną Austin Butler) pracuje w obskurnym barze gdzieś na Lower East Side, jednej z najstarszych części Nowego Jorku, słynącej m.in. z tego, że to właśnie tu, począwszy od lat 70. XIX wieku, osiedlali się żydowscy imigranci. Chłopakowi wróżono niegdyś wielką karierę baseballową, ale jego ambitne plany – a także plany mieszkającej na Zachodnim Wybrzeżu matki, do której codziennie dzwoni, by pogadać o poczynaniach San Francisco Giants – pokrzyżowała poważna i śniąca mu się po nocach kontuzja. Pewnie już dawno skończyłby w rynsztoku, zwłaszcza że za kołnierz nie wylewa, gdyby nie Yvonne (Zoë Kravitz), ratowniczka medyczna, z którą łączy go więź nie tylko erotyczna, ale i emocjonalna.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama