W środę Sejm w błyskawicznym tempie znowelizował ustawę o IPN wykreślając z niej artykuł mówiący o sankcjach karnych wobec osób, które przypisują narodowi polskiemu odpowiedzialność za zbrodnie popełniane w czasie wojny przez nazistów. USA i Izrael ostro krytykowały ten artykuł wskazując, że może on być pretekstem do ukrywania prawdy o zachowaniach Polaków w czasie wojny i że ogranicza on swobodę badań historycznych.

Po nowelizacji ustawy i podpisaniu jej przez prezydenta, premier Mateusz Morawiecki i premier Izraela Benjamin Netanjahu wystąpili na równoczesnych konferencjach prasowych w czasie których przedstawili polsko-izraelską deklarację potępiającą zarówno antysemityzm, jak i określenia takie jak "polskie obozy śmierci".

Jeszcze przed wprowadzeniem nowelizacji, instytut Yad Vashem stwierdził, że zamiar zmiany ustawy jest "krokiem we właściwym kierunku".

"Yad Vashem uważa środowy komunikat rządu polskiego o zamiarze zmiany kontrowersyjnego prawa za pozytywne posunięcie i krok we właściwym kierunku" - przekazano. "Uważamy, że właściwą metodą naprawy historycznych zniekształceń i błędnych percepcji historycznych jest prowadzenie działań edukacyjnych i badawczych w sposób wolny i otwarty" - dodał Instytut.

Jednak jak informuje dziś na Twitterze Amichai Stein, Yad Vashem uważa, że wspólna deklaracja premierów Izraela i Polski zawiera błędy i kłamstwa.

Sama nowelizacja ustawy o IPN "uniemożliwia prowadzenie badań i pamięć historyczną o Holokauście".

Na stronie instytutu pojawił się komunikat w tej sprawie. W opublikowanym oświadczeniu czytamy m.in., że w treści deklaracji pojawiły się sformułowania sprzeczne z istniejącą i akceptowaną wiedzą historyczną.