Politycy PiS zaczną kampanię od terenowych spotkań z wyborcami. W ciągu najbliższych trzech miesięcy mają pojawić się w każdej gminie w Polsce – ustaliła „Rz".
Prezes: jesteśmy blisko wygrania
Posłowie i senatorowie PiS sygnał do startu usłyszeli w środę wieczorem, gdy spotkali się na drugim tego dnia posiedzeniu klubu parlamentarnego. Miało być symboliczne jajko, mazurek i życzenia.
– Ale prezes zaskoczył wszystkich. Wkroczył do sali i rzekł: sytuacja się zmieniła. Jesteśmy blisko wygrania wyborów. Teraz ruszamy – relacjonuje jeden z posłów PiS. – Zamiast wielkanocnego pitu-pitu były wyborcze konkrety. Przydzielono zadania i walczymy.
Kaczyński mówił też, że według jego ustaleń PO jeszcze w maju zacznie emitować „spoty informacyjne". Władze PiS nie zadecydowały na razie, czy partia odpowie własnymi spotami.
Nie chcą się też wypowiadać na temat kampanijnych planów. – Mogę tylko potwierdzić, że ruszamy z kampanią w terenie. Ale o organizacyjnych planach nie rozmawiam – odpowiada poseł Joachim Brudziński, przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS.
Najpierw pojadą do Świętokrzyskiego
„Rz" udało się dowiedzieć, że kampania, która rozpocznie się 14 maja, będzie przypominać działania z drugiej tury ostatnich wyborów prezydenckich.
Posłowie i senatorowie zostaną podzieleni na cztery grupy i specjalnymi autokarami, w kuluarach nazywanymi pisobusami, wyjadą na spotkania z wyborcami. Na początek w województwach świętokrzyskim i opolskim.
– Tam mamy dobre poparcie, więc medialnie dobrze to wypadnie i nasi ludzie przekonają się, że są dobrze odbierani w terenie – mówi „Rz" jeden z organizatorów akcji.
Posłowie odwiedzą większość gmin w obu województwach.
Jeszcze przed wakacjami „pisobusy" dotrą do innych regionów kraju. – Na lokalnych rynkach, targowiskach będziemy mówić o błędach rządu Tuska i o tym, co należy zmienić. Ale też chcemy pokazać, że wbrew medialnej gębie poseł PiS to nie diabeł, który jeździ czarną wołgą i porywa dzieci – opowiada jeden z wielkopolskich posłów Prawa i Sprawiedliwości.
Parlamentarzyści dostali też inne zadania. – Reelekcja na naszej liście wyborczej będzie uzależniona od ich wykonania – zastrzega Brudziński.
W czwartek „Rz" informowała, że władze partii będą oceniać pracę swoich posłów w sejmowych komisjach. A do końca sejmowych wakacji każdy z posłów będzie musiał zorganizować co najmniej jedno spotkanie z wyborcami w każdej gminie wchodzącej w skład jego okręgu wyborczego. W przypadku parlamentarzystów z dużych aglomeracji oznacza to konieczność zorganizowania nawet ok. 30 takich spotkań.
– Mamy problem z przebiciem się do mediów, w większości panuje totalna nagonka na PiS, szydzą z nas nawet w prognozie pogody w TVN, natomiast nie poświęca się uwagi naszemu programowi. Dlatego będziemy docierać do ludzi w ich miastach i wioskach, rozmawiać z nimi na ulicach – mówi „Rz" poseł Jolanta Szczypińska, wiceszefowa Klubu Parlamentarnego PiS.
– Spotkania bezpośrednie mogą być szansą na przebicie się przez barierę medialnej niechęci i przynieść pozytywny efekt – ocenia dr Jacek Kloczkowski, politolog z Ośrodka Myśli Politycznej. – Wszystko zależy od tego, jak zostanie to zorganizowane. Bo jeśli wśród ludzi pojawi się poseł, którego nie widzieli od wyborów, to skutek może być odwrotny.
Komitet kryzysowy
W środę działacze PiS usłyszeli jeszcze jedno polecenie. Każdy z nich musi wytypować po jednym kandydacie na męża zaufania do każdej z komisji wyborczych w swoim regionie.
– Potrzebujemy ok. 25 tys. mężów zaufania – mówi nasz informator z partii. – Będą szkoleni, na co zwracać uwagę podczas prac komisji wyborczej i jak reagować.
PiS powoła przy swoim sztabie wyborczym „komitet kryzysowy", który będzie miał stały kontakt z mężami zaufania i w przypadku zgłoszenia przez nich nieprawidłowości podczas głosowań natychmiast złoży do prokuratury zawiadomienie o „przestępstwie przeciw wyborom".
masz pytanie, wyślij e-mail do autora w.wybranowski@rp.pl