Reklama

Stan wojenny po ataku w Internecie. To już możliwe

Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy o stanie wojennym. Eksperci mają wątpliwości. Politycy PO: trzeba dmuchać na zimne

Publikacja: 27.09.2011 21:11

Stan wojenny po ataku w Internecie. To już możliwe

Foto: Fotorzepa, dp Dominik Pisarek

Dzięki nowym przepisom prezydent – na wniosek Rady Ministrów – będzie mógł wprowadzić stan wojenny lub wyjątkowy nie tylko w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej czy zamachu terrorystycznego, ale również – ataku na Polskę w tzw. cyberprzestrzeni.

To pojęcie ustawa określa jako "przestrzeń przetwarzania i wymiany informacji tworzoną przez systemy teleinformatyczne".

– To jest potrzebna ustawa, na którą czeka nie tylko polski system bezpieczeństwa i obrony przed zagrożeniami, ale także system ogólnonatowski – powiedział wczoraj prezydent Komorowski. Podziękował Biuru Bezpieczeństwa Narodowego, które przygotowało ustawę.

Zdaniem szefa BBN gen. Stanisława Kozieja wprowadzenie pojęcia cyberprzestrzeni jest ważne. – System bezpieczeństwa narodowego powinien uwzględniać ataki hakerskie, wywoływane celowo lub przypadkowo, awarie systemów teleinformatycznych i cyberwojnę – tłumaczył.

Nowe przepisy budzą kontrowersje. Prof. Andrzej Szmyt, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych, wskazał na niedookreślenie terminu "cyberprzestrzeń". W swojej opinii napisał m.in. "wyrażam istotną wątpliwość co do potrzeby i kształtu proponowanej nowelizacji wymienionych ustaw".

Reklama
Reklama

Zastrzeżeń jest więcej.  – Wprowadzenie stanu wojennego, a więc wyprowadzenie wojska na ulicę w przypadku ataków w Internecie, jest nieracjonalne – uważa dr Ryszard Piotrowski, prawnik konstytucjonalista. – Co to wojsko będzie robić? Gonić hakerów po mieście?

Dodaje, że w przypadku ataku w cyberprzestrzeni wojsko może być użyte skutecznie jedynie do zapobiegania skutkom, np. do ochrony przed rozruchami. – Ale do tego wystarczą obecne przepisy – ocenia prawnik.

Jako wadliwy uznaje też zapis pozwalający na wprowadzenie stanu wyjątkowego w przypadku, gdy "zagrożony jest ważny interes gospodarczy Polski". – Spekulanci na giełdzie w Tokio czy Nowym Jorku obniżą wartość złotówki i prezydent wprowadzi stan wyjątkowy? – pyta. – Prawo nie może być napisane w ten sposób, że otwiera drogę do działań absurdalnych.

Podobnego zdania jest Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem: – To kuriozalna ustawa zawierająca terminy z literatury science fiction i nieprecyzyjne przepisy. Rozumiałbym, gdyby została zgłoszona na prima aprilis.

Politycy PO, którzy pilotowali projekt w Sejmie, tych zastrzeżeń nie podzielają.

– Lepiej na zimne dmuchać – mówi poseł Agnieszka Pomaska (PO). – A zabezpieczenia prawne, które wprowadzamy, obowiązują w wielu krajach – podkreśla.

Reklama
Reklama

– To ustawa czysto wizerunkowa, która ma poprawić słabe statystyki legislacyjne prezydenta – ocenia Mariusz Błaszczak, przewodniczący Klubu PiS. – Uważamy ją za zbędną, która nic nie zmieni w walce z terroryzmem.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama