Dzięki nowym przepisom prezydent – na wniosek Rady Ministrów – będzie mógł wprowadzić stan wojenny lub wyjątkowy nie tylko w razie zbrojnej napaści na terytorium Rzeczypospolitej czy zamachu terrorystycznego, ale również – ataku na Polskę w tzw. cyberprzestrzeni.
To pojęcie ustawa określa jako "przestrzeń przetwarzania i wymiany informacji tworzoną przez systemy teleinformatyczne".
– To jest potrzebna ustawa, na którą czeka nie tylko polski system bezpieczeństwa i obrony przed zagrożeniami, ale także system ogólnonatowski – powiedział wczoraj prezydent Komorowski. Podziękował Biuru Bezpieczeństwa Narodowego, które przygotowało ustawę.
Zdaniem szefa BBN gen. Stanisława Kozieja wprowadzenie pojęcia cyberprzestrzeni jest ważne. – System bezpieczeństwa narodowego powinien uwzględniać ataki hakerskie, wywoływane celowo lub przypadkowo, awarie systemów teleinformatycznych i cyberwojnę – tłumaczył.
Nowe przepisy budzą kontrowersje. Prof. Andrzej Szmyt, ekspert ds. legislacji w Biurze Analiz Sejmowych, wskazał na niedookreślenie terminu "cyberprzestrzeń". W swojej opinii napisał m.in. "wyrażam istotną wątpliwość co do potrzeby i kształtu proponowanej nowelizacji wymienionych ustaw".
Zastrzeżeń jest więcej. – Wprowadzenie stanu wojennego, a więc wyprowadzenie wojska na ulicę w przypadku ataków w Internecie, jest nieracjonalne – uważa dr Ryszard Piotrowski, prawnik konstytucjonalista. – Co to wojsko będzie robić? Gonić hakerów po mieście?
Dodaje, że w przypadku ataku w cyberprzestrzeni wojsko może być użyte skutecznie jedynie do zapobiegania skutkom, np. do ochrony przed rozruchami. – Ale do tego wystarczą obecne przepisy – ocenia prawnik.
Jako wadliwy uznaje też zapis pozwalający na wprowadzenie stanu wyjątkowego w przypadku, gdy "zagrożony jest ważny interes gospodarczy Polski". – Spekulanci na giełdzie w Tokio czy Nowym Jorku obniżą wartość złotówki i prezydent wprowadzi stan wyjątkowy? – pyta. – Prawo nie może być napisane w ten sposób, że otwiera drogę do działań absurdalnych.
Podobnego zdania jest Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem: – To kuriozalna ustawa zawierająca terminy z literatury science fiction i nieprecyzyjne przepisy. Rozumiałbym, gdyby została zgłoszona na prima aprilis.
Politycy PO, którzy pilotowali projekt w Sejmie, tych zastrzeżeń nie podzielają.
– Lepiej na zimne dmuchać – mówi poseł Agnieszka Pomaska (PO). – A zabezpieczenia prawne, które wprowadzamy, obowiązują w wielu krajach – podkreśla.
– To ustawa czysto wizerunkowa, która ma poprawić słabe statystyki legislacyjne prezydenta – ocenia Mariusz Błaszczak, przewodniczący Klubu PiS. – Uważamy ją za zbędną, która nic nie zmieni w walce z terroryzmem.