Reklama

Reklama zmienia świat na lepsze

Aby kampanie społeczne przyniosły efekty, należy je prowadzić latami

Aktualizacja: 17.11.2012 15:13 Publikacja: 17.11.2012 13:01

Kampania zachęcająca do picia mleka jest prowadzona już od dziesięciu lat

Kampania zachęcająca do picia mleka jest prowadzona już od dziesięciu lat

Foto: materiały prasowe

Akcja przeciwko umowom śmieciowym to nasz duży sukces – mówią związkowcy z NSZZ „Solidarność." Z ich raportów wynika, że do tej pory spoty w kinach i telewizji oraz zdjęcia billboardów w sieci zobaczyło około 15 mln Polaków.

Nie wiadomo jednak, czy mimo popularności kampanii dojdzie do zmniejszenie skali umów cywilnoprawnych, w których Polska jest liderem w Europie. Eksperci, choć chwalą akcję, zaznaczają, że jest ona mocno kontrowersyjna i paradoksalnie może spopularyzować tego rodzaju umowy.

Kampania „S" jest nietypowa, bo rzadko kiedy twórcy kampanii społecznych decydują się na akcje w dwóch odsłonach.

W tym przypadku przez pierwszy miesiąc jej trwania prezentowano na billboardach wyłącznie postać człowieka, pchającego pod górę czerwoną kulę. Uwagę przyciągał duży napis SYF. W tym czasie związkowcy skrzętnie ukrywali, że plakaty należą do nich. Rzecznik prasowy związku Marek Lewandowski pytany przez media, czy należą one do nich, zaprzeczał i dodawał, że jemu wcale się te plakaty nie podobają. Bomba wybuchła dopiero w listopadzie, gdy na billboardach pojawiło się słowo SYZYF, hasło: „Stop umowom śmieciowym" i logo „Solidarności".

– To bardzo dobra kampania: ciekawa, intrygująca, zauważalna. Na pewno udało się „Solidarności" podtrzymać dyskusję na ten temat – ocenia Renata Ropska, specjalista ds. reklamy Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Reklama
Reklama

Kampania „S" przeciwko tzw. śmieciówkom dotarła do co najmniej 15 mln osób

Na półmetku kampanii spoty w telewizjach zobaczyło 8531 352 osób, a w kinach 719 856. To o połowę więcej, niż pierwotnie zakładano. Sporą promocję niespodziewanie zapewniła kampanii Łódź. W tym mieście nad „Syfem" zawisły billboardy z napisem „Łódź kreuje..." To tak spodobało się internautom, że zdjęcia tych billboardów kilka dni krążyły po sieci i znalazły też swoje miejsce na popularnych serwisach jak Demotywatory czy Kwejk.

Zainteresowanie kampanią nie oznacza jednak, że przekaz z niej płynący zapisze się w świadomości Polaków i przyniesie pożądane skutki. – Dzięki naszej konsekwencji w walce ze śmieciówkami problem ten zaistniał w debacie publicznej. Nawet premier Donald Tusk mówił o tym w tzw. drugim expose – mówi Lewandowski.

Ale eksperci tonują. – Kampania „Solidarności" wydaje się nie brać pod uwagę, że w tym sporze istnieją dwie strony i stojące za nimi argumenty. Obawiam się, że taki przekaz może podburzać zwolenników i przeciwników takich umów – mówi Jan Prószyński z Fabryki Komunikacji Społecznej – wydawcy portalu kampaniespoleczne. pl. – Z kampaniami społecznymi jest ten problem, że łatwo z nimi przesadzić.

W przeciwieństwie do tego, co może się wydawać, mało skuteczne bywają te, które są zbyt mocne. – Na przykład w Wielkiej Brytanii zauważono, że bardzo drastyczne kampanie motoryzacyjne przynoszą mniejszy skutek niż te, w których pokazuje się, że jeśli kierowca jeździ bezpiecznie, szczęśliwie wróci do swojej rodziny – tłumaczy Prószyński.

Tak było np. ze słynną kampanią przeciwko przemocy „Bo zupa była za słona" przedstawiającą pobitą kobietę z dzieckiem. – Badania pokazały, że kampania też „edukowała". Wielu zrozumiało przekaz w ten sposób, że nie wolno bić żony mocno, ale lekko już tak – mówi Ropska.

Reklama
Reklama

O skutkach kampanii „S" trudno na razie mówić. Z reguły pierwsze badania na temat skuteczności przeprowadza się najwcześniej w miesiąc po jej zakończeniu. – Ale już dziś widzimy pierwsze, zupełnie niezamierzone przez związkowców skutki. Od kiedy dużo się o tym problemie mówi, coraz więcej drobnych przedsiębiorców pyta nas o to, w jaki sposób mogliby wprowadzić takie rozwiązania w swoich firmach – mówi Monika Zakrzewska, ekspert PKPP Lewiatan.

Jednak mimo istnienia „skutków ubocznych" kampanie społeczne można i trzeba robić. – Kampanie społeczne regularnie powtarzane są w stanie zmienić rzeczywistość – mówi Prószyński.

– Powinno ich być jak najwięcej, ponieważ np. bezpieczeństwo w ruchu drogowym ma ogromną cenę. Szacuje się, że życie jednej osoby utracone w wypadku drogowym to oprócz dramatu w wymiarze moralnym koszt 1 miliona złotych – mówi Marek Konkolewski z KG Policji.

Dla przykładu, kiedy trwała kontrowersyjna kampania o zupie, na telefon niebieskiej linii dzwoniło niemal dwa razy więcej osób niż wcześniej, zgłaszając przypadki przemocy. – Ta kampania, choć wywołała dyskusję, uświadomiła, że błahy powód, za słona zupa, bywa przyczyną nieszczęść – mówi Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka. – Pewne zjawisko społeczne oprócz obwarowania go literą prawa musi być wsparte kampanią społeczną, która odgrywa rolę edukatora.

Efektami może pochwalić się także prowadząca kampanie antyalkoholowe Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

W 2009 r. do kampanii „Wyhamuj w porę" i „Sprawdź, czy Twoje picie jest bezpieczne" przystąpiło niemal 1400 samorządów gminnych i 15 wojewódzkich. – Dotąd żadna społeczna kampania nie spotkała się z takim odzewem ze strony samorządów lokalnych – mówi „Rz" Krzysztof Brzózka, dyrektor Agencji.

Reklama
Reklama

Pozytywne skutki przynoszą także regularnie prowadzone kampanie adresowane do kierowców. Organizuje je m.in. Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego wspólnie z policją i innymi partnerami pod wspólnym logo „Włącz myślenie".

Jedna z pierwszych z tej serii pod nazwą „Ostatni wyskok bez pasów" miała zachęcić kierowców do zapinania pasów bezpieczeństwa i przyniosła efekty. Zapinanie pasów bezpieczeństwa przez młodych podróżujących wzrosło o 10 proc., a przez pasażerów na tylnych siedzeniach aż o 32 proc. – wynika z przeprowadzonych później badań. Kampania i wzmożone kontrole policji, podczas których sprawdzano, czy kierowcy i pasażerowie mają zapięte pasy, doprowadziły do tego, że w wyniku wypadków drogowych zginęło o ponad sto osób mniej niż w takim samym okresie rok wcześniej.

Kampania zachęciła do używania pasów więcej niż co drugą osobę, która z nich dotąd nie korzystała. Oprócz tego 50 proc. kierowców i 53 proc. niekierowców deklarowało, że w jej efekcie co najmniej raz zwrócili uwagę innej osobie, żeby zapięła pasy.

Trudniej natomiast walczyć z nadmierną prędkością i pijaństwem na drogach. Jednak – jak zauważają policjanci – coraz mniejsze jest przyzwolenie na prowadzenie na podwójnym gazie. – O ile zdarza się, że kierowca chwali się np. znajomym, jak szybko przejechał spory odcinek trasy, to takich, którzy chwaliliby się, że prowadzili na gazie, raczej się nie spotyka – mówi „Rz" jeden z funkcjonariuszy stołecznej drogówki.

Policja w kampanie społeczne angażuje się chętnie. – Reklama dobrze przygotowana, z prostym komunikatem, na przykład „Piłeś – nie jedź", trafi do świadomości odbiorców dużo bardziej niż gadające głowy, nawet jeśli mówią o sprawach ważnych. Poziom bezpieczeństwa na polskich drogach stopniowo się poprawia – uważa Konkolewski.

Reklama
Reklama

Ostatnie kampanie były adresowane do kierowców, którzy prowadzą na kacu. Są oni poważnym problemem – ponad trzy czwarte spośród nietrzeźwych kierowców na drogach to osoby będące właśnie na kacu – wynika z badań TNS OBOP. Na jednego kierowcę, który wsiada za kółko bezpośrednio po spożyciu alkoholu, przypada trzech na kacu. Prowadzą nazajutrz po imprezach, będąc pewni, że alkohol dawno zniknął z ich organizmu. Czasem nie do końca świadomi tego, że wypity poprzedniego dnia alkohol jeszcze jest w organizmie.

Gorzej jest natomiast z kampaniami antynarkotykowymi. Chociaż spraw narkotykowych przybywa i w ubiegłym roku policja stwierdziła ich 74,5 tys., to żadnych specjalnych ostrzeżeń przed nimi nie widać. Socjolodzy sugerują, że w pewnej mierze wynika to z marginalizowania szkodliwości narkotyków, zwłaszcza tzw. miękkich.

– Dzisiaj nie prowadzi się jakichś znaczących kampanii antynarkotykowych czy antyalkoholowych, a powinny być, ponieważ są przecież instytucje państwa do tego powołane – mówi „Rz" dr Zbigniew Rau, kryminolog i były wiceminister spraw wewnętrznych.

Niemal wszyscy organizatorzy kampanii przyznają, że największym problemem są środki. Jedna kosztuje kilka milionów złotych.

Ale w kampaniach społecznych chodzi nie tylko o to, aby zmienić nawyki społeczeństwa. Korzystają na nich także ci, którzy taką kampanię finansują, bo poprawia ona ich wizerunek. – Niewykluczone, że kampania „Solidarności" skierowana do młodych zachęci ich także do zainteresowania się działalnością związkową – podsumowuje Prószyński.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama