Służby porządkowe oszacowały, że w demonstracjach wzięło udział łącznie ok. 18 tys. osób. Najwięcej osób zgromadziły manifestacje przed resortami transportu (ok. 6 tys.), gospodarki (ok. 4 tys.), zdrowia (ok. 3 tys.) i Skarbu Państwa (ok. 2,5 tys.).
Większość protestujących dotarła przed Sejm, gdzie czeka na nich miasteczko namiotowe. Zostaną w nim do soboty.
Duda: dzisiejsza data będzie się śniła premierowi. Jako koszmar
Gdy manifestanci ruszyli sprzed ministerstw w kierunku Sejmu, policja stopniowo wyłączała ruch na kolejnych ulicach, a przywracała go w innych miejscach. Część autobusów komunikacji miejskiej skierowano na objazdy. Przed godz. 14 zamknięte dla ruchu były Krakowskie Przedmieście i ul. Miodowa, Al. Jerozolimskie (od ul. Chałubińskiego w kierunku Pragi) i Al. Ujazdowskie (na odcinku pl. Na Rozdrożu - pl. Trzech Krzyży). Przywrócono natomiast ruch na ul. Rakowieckiej i Chałubińskiego oraz w Al. Szucha.
Scenariusz wszystkich pikiet był podobny: miały się one rozpocząć od wystąpień związkowców, w których informowali, z jakimi postulatami przyjechali do Warszawy, następnie żądania demonstrantów były przekazane w formie petycji w każdym z pikietowanych resortów. Związkowcy chcieli się spotkać z ministrami, ale żaden do nich nie wyszedł.