Papierosy z nielegalnych krajowych fabryk zalewają rynek. Wartość tych przejętych przez Straż Graniczną wzrosła w ubiegłym roku o 125 proc. – wynika z danych, do których dotarła „Rzeczpospolita".
O pleniącej się podziemnej produkcji, która państwu przynosi miliardowe straty, mówią nam też policjanci.
Co jest przyczyną wzrostu? Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę na podwyżkę akcyzy na papierosy w styczniu zeszłego roku.
– To było do przewidzenia, każda podwyżka ma ten skutek, że rośnie szara strefa. Zdumiewające, że mając takie doświadczenia, rząd prowadzi sabotaż wobec własnych dochodów – komentuje Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.
Grażyna Sokołowska, ekspert Business Centre Clubu, wskazuje nie tylko na podwyżkę akcyzy, ale i na „brak pełnej kontroli obrotu tytoniem od poziomu plantatora poprzez wszystkie kolejne szczeble".
– Państwo nie kontroluje też wystarczająco obrotu maszynami do produkcji – dodaje.
Zarówno policjanci, jak i pogranicznicy w 2014 r. rozbili więcej nielegalnych fabryk papierosów i przechwycili więcej towaru niż w 2013 r. I tak podczas nalotów na lewe wytwórnie (w których często wykorzystywany jest tytoń z przemytu) Straż Graniczna zarekwirowała papierosy wartości 28,5 mln zł, to dwukrotnie więcej niż w 2013 r. Z kolei tylko Centralne Biuro Śledcze Policji (CBŚP) przejęło niemal 90 mln sztuk papierosów. To o ok. 14 mln więcej niż w 2013 r. Policjanci rozbili cztery duże fabryki, krajalni kilkadziesiąt.
W tym roku pogranicznicy i celnicy weszli do wytwórni w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie z maszyn zeszło właśnie 1,5 mln sztuk papierosów i 2 tony tytoniu (warte 2 mln zł). Fabryka działała w budynkach gospodarczych na prywatnej posesji. – Były w niej dwie linie technologiczne z maszyną do obróbki tytoniu i drugą do napełniania nim gilz papierosowych. Obok była suszarnia i magazyn na tytoń – mówi jeden z pograniczników. Na gorącym uczynku przypadło trzech Polaków i dwóch Bułgarów.
Jedną z większych w Europie fabryk pod Warszawą rozbili w końcu ubiegłego roku policjanci CBŚP. Przechwycili 2 mln sztuk papierosów i 4,5 tony krajanki. Procederem trudnił się międzynarodowy gang, w którym byli też Bułgarzy i Ukraińcy.
– Podróbki wytworzonych tutaj nielegalnie papierosów trafiały także do Niemiec i Szwecji – mówi Katarzyna Balcer, rzeczniczka CBŚP.
– Takie fabryki powstają zwykle na uboczu, np. w dawnych magazynach. Ale niektóre działają pod przykrywką legalnych firm. W jednej ze spraw produkcja odbywała się pod szyldem oficjalnie zarejestrowanej fabryki gwoździ – mówi Agnieszka Golias, rzeczniczka Komendy Głównej Straży Granicznej. – Mieszkańców nie dziwił hałas pracujących non stop maszyn.
Jak twierdzą funkcjonariusze, sprzęt do nielegalnej produkcji jest przywożony głównie z Niemiec i Bułgarii. – Krajalnie tytoniu prowadzą Polacy, ale produkcję nadzorują specjalnie do tego ściągnięci Bułgarzy, którzy uchodzą za fachowców w tej dziedzinie – mówi Golias.
Papierosowy lewy biznes wymaga niemałych nakładów. Np. w fabryce w Piotrkowie same maszyny były warte 1,2 mln zł. To proceder, którym trudnią się głównie zorganizowane grupy przestępcze.
– Prowadzą fabryki wyposażone w najnowocześniejsze linie produkcyjne. Od legalnych przedsięwzięć różnią się jedynie tym, że właściciele działają bez zezwolenia i nie występują do urzędów o zgodę – mówi Sadowski.
Czasami, jak w Małopolsce, są to rodzinne interesy. Własną fabrykę prowadzili tam rodzice i ich 28-letni syn. Wpadli, gdy przenosili worki z krajanką tytoniową do samochodów. Kiedy małopolscy policjanci weszli do ich domu, znaleźli tam linię produkcyjną do wyrobu i konfekcjonowania papierosów: maszynę do cięcia liści tytoniu, suszarkę i urządzenia do nabijania gilz.
Funkcjonariusze zaznaczają, że pogoń za maksymalizacją zysków sprawia, że papierosy z pokątnej produkcji coraz częściej trafiają na Zachód: do Niemiec, Szwecji czy Anglii.
– To przynosi sprawcom kilkakrotnie większe zyski niż ze sprzedaży krajowej, porównywalne do tych z dystrybucji narkotyków. A zagrożenie karą jest mniejsze – mówi nam policjant z CBŚP.