Reklama

Redakcja "Faktu" nabrała "Dziennik"

Domniemana prowokacja Janusza Palikota wobec Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego okazała się trikiem dziennikarzy "Faktu"
Janusz Palikot przekonywał "Dziennik": o firmie QGA & Partners nigdy nie słyszałem

Janusz Palikot przekonywał "Dziennik": o firmie QGA & Partners nigdy nie słyszałem

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek

O sprawie jako pierwszy poinformował portal wprost.pl.

"Dziennik" opisał w piątek historię firmy, która złożyła wniosek o wynajęcie rezydencji prezydenta RP w Klarysewie. Na pierwszej stronie gazeta pytała: "Firma widmo czy kolejny trik Palikota?".

Bo właśnie do kontrowersyjnego posła PO miało prowadzić dziennikarskie śledztwo. Tak naprawdę była to prowokacja kolegów po fachu z tabloidu "Fakt".

"Dziennik" i "Fakt" wydawane są przez ten sam koncern: Axel Springer Polska. Ich redakcje mieszczą się w tym samym budynku, dzielą je tylko dwa piętra.

Historia zaczęła się od wysłania do Kancelarii Prezydenta wniosku nikomu nieznanej firmy QGA & Partners, która chciała wynająć willę w Klarysewie, w której program PiS pisał Jarosław Kaczyński. W tej sprawie wiele razy wypowiadał się poseł Palikot. Twierdził, że Jarosław Kaczyński został potraktowany wyjątkowo, bo posłowi PO willi nie udało się wynająć.

Reklama
Reklama

W artykule Leszka Kraskowskiego pojawiła się sugestia, że za firmą QGA może stać właśnie Palikot. Poseł zaprzeczał. – Prosiłem kilku znajomych o wynajęcie Klarysewa, ale o firmie QGA & Partners nigdy nie słyszałem – przekonywał. I miał rację.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, operacja była prowokacją dziennikarzy z działu politycznego "Faktu". To oni postanowili podszyć się pod nieistniejącą firmę i spróbować wynająć willę prezydenta. Chcieli sprawdzić, czy uda im się to, na co nie pozwolono Palikotowi.

– Nasza redakcja przygotowuje bardzo dużo prowokacji. Ale żadna z nich nie była wymierzona w "Dziennik" – mówi "Rz" Tomasz Kontek, pierwszy wicenaczelny "Faktu".

– Może urzędnicy kancelarii, podejrzewając Palikota, puścili przeciek do "Dziennika" – zastanawia się w rozmowie z "Rz" jeden z dziennikarzy "Faktu".

Na piątkowym kolegium redakcyjnym tej gazety informacja, że na prowokację dali się nabrać nie urzędnicy, ale "Dziennik", wzbudziła sporą wesołość. – Wyszło trochę śmiesznie – przyznaje rozmówca "Rz". Tym bardziej że redakcja podszywała się pod pracowników QGA nawet w momencie, gdy dziennikarz "Dziennika" skontaktował się z nimi.

Leszek Kraskowski nie chciał o sprawie rozmawiać z "Rz". Jego tekst o tajemniczej firmie, za którą miał stać Palikot, po południu w piątek zniknął z internetowej strony "Dziennika".

Reklama
Reklama

– W samych prowokacjach nie ma nic złego. Ale mają one sens, gdy odsłaniają opinii publicznej ważne informacje. Jeżeli jedna redakcja stara się zrobić drugiej na złość, to jest to dziwne – uważa medioznawca prof. Maciej Mrozowski. – Tym bardziej że oba tytuły należą do tej samej stajni.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Kraj
Tragiczny pożar na Ursynowie. Cztery ofiary śmiertelne przy ulicy Migdałowej
przestrzeń miejska
Warszawa na „polu minowym”. Czas na surowsze karanie właścicieli psów?
Kraj
Radni KO chcą budowy nowego ośrodka dla uzależnionych w Warszawie. Wskazano lokalizację
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama